czwartek, 30 października 2008

Kalendarium obchodów Święta Niepodległości w Policach

6.11. 2008, godz. 14.00 Miejski Ośrodek Kultury
Konferencja popularno- naukowa „Drogi do Niepodległości”

9.11. 2008, godz. 18.00 Miejski Ośrodek Kultury
koncert „Muzyka polska”
Wykonawcy: Andrzej Janaszek- fortepian, Małgorzata Biernat- wiolonczela. W programie utwory F. Chopina, I. Paderewskiego, F. Schuberta, L. van Beethovena

10.11. 2008, godz. 17.00 i 19.30 Miejski Ośrodek Kultury
sala widowiskowa- Kabareciarnia Laskowika „Co się dziej, co się dzieje...”
impreza biletowana

11. 11. 2008, godz. 16.00 Miejski Ośrodek Kultury
Powiatowo- Gminne obchody Święta Niepodległości
Listopad 2008 Miejski Ośrodek Kultury
Wystawa fotograficzna „Kobieta po wojnie”

17-23. 11. 2008 stacja kolejowa w Policach
„Pociąg do historii”

Lapidarium w mieście nad Łarpią

Polickie Lapidarium

Wszystkich Świętych zmusza do refleksji nad przemijaniem, nad odejściem i brakiem osób, które kochaliśmy, szanowali... Dla mnie to dobry moment, by podumać o miejscu niezwykłym w Policach, jakim jest lapidarium.

Od Niemca do Polaka

To było tak. Wybuchła II wojna światowa, ludzie ginęli na frontach, w obozach i miejscach kaźni, umierali śmiercią naturalną. Wojna pochłonęła miliony ofiar. Po jej zakończeniu nad Odrę przybyli Polacy, repatrianci. Założyli nowe życie, po uciekających Niemcach przejęli domostwa, rzadziej inwentarz. Następowała powolna stabilizacja życia. Przybysze mozolnie budowali swój dobrobyt. To wszystko nowe zostało wpisane w krajobraz ziemi nad zachodnią, północną Odrą. W nowym otoczeniu, krajobrazie elementami stałymi były między innymi poniemieckie, opuszczone, niszczone i dewastowane cmentarze. Nikt się temu zjawisku nie dziwił. Bo niby czemu? Kogo we wczesnych latach powojennych obchodziły niemieckie cmentarze? Przecież wielu ludziom nie obeschły jeszcze łzy po utracie bliskich, swych domów, ojcowizny.
By zatrzeć ślady dawnych mieszkańców, a także miejsca ich pochówku, usuwano ślady niemieckości w mieście, na wsiach. W Policach jak w innych byłych miastach niemieckich likwidowano cmentarze, kruszono kamienie nagrobne, rozrzucano je po okolicy, topiono w stawach, budowano ozdobne murki, porzucano na odludziu. Tymczasem Niemcy cichcem odwiedzali swe dawne domy, zapalali znicze nad grobami bliskich i odjeżdżali do siebie.

Nadeszły nowe czasy. Zaczął się czas samorządów lokalnych, samostanowienia społeczności lokalnych. W Policach nawiązywano przygraniczne kontakty z Pasewalkiem, Ueckermuende, Eggesin, Torgelow. Wizyty Niemców nasiliły się, a wraz z nimi wracała wstydliwa sprawa niemieckich cmentarzy. W latach 1990-1996 napisałem kilkadziesiąt artykułów o polickich cmentarzach w Gazecie Polickiej, a także w Kurierze Szczecińskim. Czytali je interesujący się historią. Czytali również samorządowcy. Postanowili uporządkować te sprawę. Zostałem zaproszony do współpracy w dziele urządzenia lapidarium. Posiadałem bogatą dokumentację, mapki terenowe, plany cmentarzy, setki rysunków, fotografii zachowanych płyt nagrobnych z inskrypcjami. Odnajdowałem nowe cmentarze. Także te maleńkie, kameralne. Śródleśny cmentarzyk w Gunicach został z czasem uznany za osobliwość historyczno- turystyczną. Zlokalizowałem drugi cmentarz w Tatyni, cmentarz w Duchowie, Leśnie Górnym, Leśnie Nowym i Starym. To wszystko zawierała moja, sporządzana tylko na moje wewnętrzne potrzeby dokumentacja, która jak się później okazało, stała się bardzo przydatna.

Nie byłoby wojny, zabrakłoby lapidarium

Rozpoczęliśmy budowę lapidarium. Z błogosławieństwem władz, za ich zgodą, z gminnych funduszy, fachowo i merytorycznie. Pracowali nad tym dziełem Gmina, Wojewódzki Konserwator Zabytków, firma renowacji obiektów zabytkowych „Konsart” ze Szczecina, architekt. Po kilku miesiącach pracy powstało lapidarium. Mieliśmy obawy jak zostanie przyjęte przez mieszkańców miasta, przez ludzi ze starej jego części. Wielu z nich pamiętało jeszcze czasy II wojny światowej. Obawy okazały się bezpodstawne. Uroczyste otwarcie nastąpiło 30 września 1998 roku. A potem pomnik pamięci, piękny w swej wymowie, zadbany, świetnie usytuowany, wpisał się w Park Staromiejski, w stare miasto. Nie odnotowano aktu dewastacji, czy profanacji miejsca. Dziś obok lapidarium przechodzi wielu ludzi, na spacerze, do pracy, na zakupy do Netto.

Głaz na którym przymocowano tablicę marmurową „Polickie Lapidarium” został przeniesiony o niespełna kilkadziesiąt metrów z terenu zachowanej części cmentarza przy ul. Mazurskiej. Stał tam przez lata bez tablicy potwierdzającej, że jest poświęcony pamięci policzan poległych w I wojnie światowej. Stał i nikt nie zwracał na niego uwagi. Dobrze się stało, że trafił w centrum zbiorowiska stelli, pni stylizowanych, kamieni z inskrypcjami, zebranymi z terenu gminy. Głaz na terenie byłego cmentarza miejskiego został przesunięty w inne bardziej mu teraz należne miejsce. Tuż przy wejściu do lapidarium stoi płyta z figurą anioła i znamiennym wyrytym słowem „daheim”- „w domu”, domu nieziemskim. Ziemskie miejsce spoczynku przez zbieg wojennych zdarzeń zostało przez ludzi naruszone i zniszczone.

Kamień- memento, pamiętaj, że odejdziesz

Głaz upamiętniał ofiary I wojny światowej. Nie zostali pochowani pod głazem, tak jak teraz pod bryłą kamienną nie spoczywają prochy byłych mieszkańców tej ziemi. Zasadne stają się więc tu słowa maksymy łacińskiej „Ingrata patria ne ossa quidem habebis”- „Niewdzięczna ojczyzno, nie będziesz nawet miała moich kości”. Kamień nic nie stracił ze swego znaczenia i symboliki, a wręcz odwrotnie jeszcze ją zyskał i wzmocnił.

Niemcy odwiedzają lapidarium. Indywidualnie, grupowo. W sobotę 25 października odwiedziłem to miejsce z Frauenchor z Luckow w Niemczech. Przed koncertem w pobliskim kościele, Niemki miały okazję przeżyć refleksje i zadumę. Wielu Niemców odwiedziło lapidarium, postrzegając je jako przyjazny gest polickiej społeczności, szacunek dla zmarłych. Nigdy nie jest za późno, by pewnych zaległych spraw nie naprawiać. Niemcy z uznaniem patrzą na niewątpliwe kamienne dzieło i ronią łzy. Ale nie dlatego, że płyty zostały przewiezione z rozbitych cmentarzy, lecz dlatego, że płyty z rozbitych cmentarzy z nazwiskami zmarłych zostały uszanowane i ustawione w jednym miejscu.

Kolejne lapidaria powstają na terenie Polski południowo- zachodniej i zachodniej. Przybierają różny kształt i formę. Są duże i małe. Nieraz są to zestawione i ułożone obok siebie popękane elementy cmentarne inne zaś rozbudowane w terenie kompozycje przestrzenne, istne małe dzieła sztuki cmentarnej. Wszystkie zwieńczone są stosowną tablicą pamiątkową. Nieraz okolone są kamiennymi słupami połączonymi łańcuchami, innym razem rozrzucone są w terenie wkomponowując się w jej rzeźbę. Jeszcze innym razem przypominają zwykłe, zadbane miejsce pochówku i wiecznego spoczynku.

Sprawy renowacji, uszanowania zniszczonych cmentarzy nie da się nigdy załatwić do końca. Także tu w Policach. Co rusz gdzieś w chaszczach, na podwórkach obrzeżach lasu, znajdują się kolejne zachowane płyty z nazwiskami zmarłych. Gdzie mają trafić? Przewieźć je do lapidarium, czy usadowić na miejscu w zapomnianych i zaniedbanych wiejskich miejscach grzebalnych? Koncepcji jest wiele. Ja skłaniam się ku tej, aby dobrze zachowane płyty z terenu gminy z inskrypcjami i motywami zdobieniowymi przewozić do lapidarium, pozostałe potłuczone gromadzić na miejscu, w pryzmach ze stosowną tablicą informacyjną. Wszystkie cmentarze winny być odchwaszczone, wycięte z samosiejek, dzikich krzewów i drzew. Muszą tam być tablice pamiątkowe informujące, że jest to miejsce pochówku byłych mieszkańców osady, wsi, miasta.

Jan Matura

Na zdjęciach:
1-takie fragmenty kamieni nagrobnych można znaleźć co rusz
2-plyty nagrobne przed konserwacją
3-na budowie lapidarium
4-uroczyste otwarcie lapidarium
5-grupa niemców z pasewalku

wtorek, 21 października 2008

Spacerem wzdłuż Młyńskiej

Współczesna ulica Wojska Polskiego dziś nader ruchliwa, przeciążona setkami przejeżdżających aut, potężnych tirów, przed II wojną światową była jednym z najciekawszych, najatrakcyjniejszych miejsc miasta. Przy ulicy Młyńskiej- Muehlenstrasse okoliczni mieszkańcy z pokolenia na pokolenie mogli obserwować wydarzenia, zjawiska, postęp cywilizacyjny miasta.

Ulica Młyńska rozciąga się między rynkiem, a dzisiejszą ulicą Piłsudskiego z jednej i Dębową z drugiej strony.



Zbiegają się z nią małe dojazdowe uliczki: Staszica, Słoneczna, Rycerska. Niespełna 900 metrowej długości Młyńska na przełomie XIX/XX wieku, w okresie największego rozwoju miasta, została szczelnie wypełniona domami, kamienicami o specyficznej, małomiasteczkowej architekturze. Przy Młyńskiej postanowiono u schyłku XIX stulecia zbudować nowy neogotycki kościół. Równolegle do Młyńskiej przebiegała równie ruchliwa ulica Strzelecka- Schuetzenstrasse, dzisiejsza Kołłątaja.

Wędrując w kierunku rynku od zbiegu Dębowej i Piłsudskiego, w pobliżu oczyszczalni ścieków, mijamy przydomowy rozległy ogród, w którym przed wojną funkcjonował sięgający brzegów Łarpii okazały tartak. Zanim dotrzemy do wspomnianego kościoła, który powstał w miejsce starego z rynku, po prawej stronie mijamy kamienicę, byłą siedzibę Miejskiego Ośrodka Kultury i kina „Bajka”. Obok budynku straszy zaniedbany, zarośnięty, dziki ogród. Przed wojną okazały, zadbany tarasowy Garten, z którego można było dostrzec lustro przepływającej leniwie Łarpii, był jednym z najchętniej odwiedzanych miejsc w mieście. W budynku dawnego domu kultury istniał Schuetzenhaus- Dom Strzelecki, jeden z dwóch istniejących w okolicy /drugi funkcjonował w Mścięcinie/.

Naprzeciw Domu Strzeleckiego, po drugiej stronie ulicy, w małej kamienicy funkcjonowała piekarnia Kummerów. Przy niej usytuowano przystanek kursującego od 1929 roku autobusu Police- Gocław.



Obok za ceglanym murem nad okolicą górowała bryła kościoła mariackiego, z wieży którego roztaczał się wspaniały widok na pobliskie ulice, wyspę Polickie Łąki, zalesione Mścięcino i gdzieś hen daleko drugi brzeg Odry- Domiąży.

Kierując się w stronę rynku przechodzień pokonujący tę trasę 80 lat temu mijał ładne, stylowe kamienice ze zdobieniami fasad, ożywiającymi bryłę domów szczytami, sterczynami, wieżyczkami często zwieńczonymi chorągiewkami z wybitym rokiem budowy obiektu. Przy Młyńskiej skupiło się wielu sprzedawców, rzemieślników, przedsiębiorców. Między innymi Emil Graunke, wydawca, drukarz, który miał swój zakład tuż u końca ulicy przed wjazdem do rynku, Alfred Niedworok- piekarz, Carl Uecker- usługi budowlane, Franz Kuhfuss- piekarz, Karl Vogelsang- sprzedawca odzieży i wyrobów futrzarskich.



Ulica Młyńska była wyłożona kostką brukową. Po obu jej stronach wytyczono chodniki. Ulica jak wiele na starym mieście była skanalizowana. Woda deszczowa ściekała do otworów kanalizacyjnych. Wzdłuż Młyńskiej posadzono drzewa. Do domów wchodziło się po kilku kamiennych stopniach. Sklepy posiadały markizy nad oknami wystawowymi. Latarnie oświetlały o zmroku chodniki i ulicę. Z tyłu domów rozciągały się ogrody, sady, a za nimi po zejściu ze stromej skarpy można było dotrzeć do brzegu Łarpii. Wiele rodzin posiadało własne łodzie. Niektórzy mieszkańcy Młyńskiej trudnili się rybołówstwem.

Jan Matura

poniedziałek, 20 października 2008

Historia jednej wizyty


To było latem 2004 roku. Do Miejskiego Ośrodka Kultury przybyli Anneliese i Hans Koester z Tutow koło Demmina w Niemczech. Przyjechali, by odnaleźć ślady swoich rodziców ze strony Anneliese. Była nią Ursula Schultz z domu Zummack urodzona 7 marca 1924 roku, przez wiele lat mieszkanka niedużego domu przy Muehlenstrasse 98, na rogu Hospitalstrasse i Muehlenstrasse, dziś u zbiegu Wojska Polskiego i Słonecznej.




Małżeństwo po krótkiej wizycie w Urzędzie Gminy skierowano do Galerii Historycznej Polic. Ruszyliśmy w sentymentalną podróż po mieście dzieciństwa i młodości ich rodzicówi teściów.
Ojciec Ursuli Schultz Richard Zummack był stelmachem i budowniczym wozów konnych. Zostało po nim i jego rodzinie sporo rodzinnych pamiątek. Przeglądałem je. Wiele z nich utrwaliłem na kolorowym ksero. Były to akty urodzenia i śmierci członków rodziny, świadectwa chrztu, "„Familien Stambuch"” pamiętnik rodzinny, plan budowy domu z 1931 roku, kilka zdjęć i widokówek. Jedno z nich Zjazd Polickiego Towarzystwa Rzemieślniczego przekazano w zasoby Galerii. Zummackowie przebywali w Policach do końca wojny, potem wraz z innymi powędrowali w głąb Niemiec, uciekając przed zbliżającym się frontem.

Domu przy Młyńskiej 98 już nie ma, został jak wiele innych rozebrany. Goście z Niemiec zwieńczyli trzygodzinny pobyt w Policach wieloma zdjęciami i odjechali.

Takich wizyt w Galerii było wiele. Wielu Niemców przyjeżdża do Polic i samotnie wędruje ulicami miasta ich przeszłości. Nic w tym dziwnego, wszak swoich korzeni się nie zapomina.

/jm/

niedziela, 19 października 2008

Jerzy Surwiłło

Miejski ośrodek Kultury odwiedził Jerzy Surwiłło. 67- letni wilnianin od urodzenia. Dziennikarz, publicysta, pisarz, autor kilku książek, książek o Polsce, tej wileńskiej.

Jerzy Surwiłło ma w swoim dorobku wiele cennych inicjatyw na rzecz dobrych stosunków polsko-litewskich. Działał między innymi w sprawie budowy pomnika wieszczów Adama Mickiewicza, i Juliusza Słowackiego. Współpracował przy renowacji muzeum Mickiewicza. Pisał w Kurierze Wileńskim i Gazecie Wileńskiej. Aktualnie redaguje audycję „Magazyn Kombatancki Radia znad Willi”.

Na spotkanie pan Jerzy przywiózł swoje książki: „Od Grunwaldu do Litpolbatu”, „Spacerkiem z marszałkiem po Żmudzi, Wilnie i Wileńszczyźnie”, „To wszystko było, jest w Wilnie”, „Przewodnik po Rossie”.

Spotkanie upłynęło w miłej atmosferze, która przeniosła obecnych na Kresy Rzeczpospolitej, do Rodaków zamieszkujących tam do dziś. Opowieść autorska wzbogacana osobistymi refleksjami, snuta piękną polszczyzną, ze swadą, szczyptą specyficznego kresowego humoru, jak wartki potok popłynęła przez kilkadziesiąt minut spotkania.

Autor mówił o czasach dawnych, okresie wojny, o zmaganiach Polaków o wolność i suwerenność, II wojnie światowej, zmaganiach z sowietyzacją, czasach nam bliższych, teraźniejszości. Kilka osób kupiło przywiezione przez rodaka jego książki.

/Jan/

Jak świętować rocznicę odrodzenia?

Ostatnio nasilają się pytania i idące za nimi dywagacje, jak winno się w Polsce świętować 11 listopada. Narodowe święto według jednych jest zbyt smutne, poważne, pompatyczne wręcz nieciekawe. Inni twierdzą, że tak właśnie powinno być: wspomnienie o ofiarach Polaków którzy przelali swą krew za Ojczyznę. Jeszcze inni postulują, by sposób przeżywania święta zmienić na radosny czas, jak to się dzieje w innych krajach. Także w Policach organizatorzy 90- tej rocznicy odzyskania niepodległości zastanawiają się co w tej sprawie zrobić.

Pokusiłem się o zerkniecie na strony internetowe największych miast Polski, by podpatrzeć co działo się 11 listopada 2007 roku w innych regionach kraju. W ten sposób zawitałem do Łodzi, Olsztyna, Tarnowa, Zielonej Góry, Katowic, Wrocławia, Rzeszowa, Poznania, Trójmiasta, Warszawy, Giżycka, Ełku, Mrągowa, Olsztynka, Piły, Nysy...

W większości miast przebieg uroczystości obejmuje msze święte z udziałem władz i społeczności lokalnej, spotkania pod pomnikami, wieczornice, akademie, pokazy, przemarsze, parady. W tym dniu odbywają się imprezy kulturalne, spektakle teatralne, widowiska plenerowe, koncerty, coraz modniejsze imprezy sportowe, wystawy. Przykłady różnorodności imprez wyłuskanych z szerokiej oferty propozycji: kiermasz kolekcjonerski i wystawa sterowanych radiem modeli samolotów i samochodów- Olsztyn, inscenizacja historyczna „Przyjazd komendanta”- Ełk, wręczenie odznaczeń państwowych- Warszawa, wypuszczenie białych gołębi pokoju- Poznań, wystawa „Legendy marszałka Piłsudskiego”- Rzeszów, warsztaty dziennikarskie „Wolność- kiedyś a dziś”- Katowice, pokaz sztucznych ogni- Zielona Góra, apel poległych- Tarnów, mecz rugby, wyścig kolarski, otwarty turniej szachowy- Olsztyn, koncert grup rockowych- Łódź. Dla każdego coś miłego!

Wszystkich organizatorów przerośli jednak mieszkańcy Trójmiasta i Wrocławia. W stolicy Dolnego Śląska obchodzono Radosne Święto Niepodległości z udziałem wrocławian od wieku przedszkolnego po wiek dojrzały. Parada z udziałem barwnie odzianych w biało- czerwone gadżety wrocławian była spontaniczna, radosna, witalna. W Trójmieście organizatorzy wyszli z założenia, że święto niepodległości nie musi być obchodzone oficjalnie i z powagą. Przez Gdańsk przeszło, przejechało ponad 10 tysięcy osób. Gdańszczanie nieśli ze sobą biało- czerwone szaliki, czapki, parasole. Udowodnili, że polska flaga może mieć różnorodne zastosowanie z jednoczesnym szacunkiem dla barw narodowych.

Także w Policach tegoroczne obchody będą miały nieco inny charakter. Będzie można ujrzeć kabaret Laskowika, uczestniczyć w konferencji popularno- naukowej „Drogi do Niepodległości”, ujrzeć wystawę fotografii „Kobieta po wojnie”, uczestniczyć w akademii- wieczornicy oraz w okolicznościowej mszy świętej. Propozycji jest kilka i uczestnictwo choćby w jednej z nich udowodni nasze przywiązanie do kultywowania tradycji narodowych. Zapraszam więc do wyjścia z domu między 6 a 11 listopada.

/Jan/

poniedziałek, 13 października 2008

Polickie (i nie tylko) pamiątki w Galerii Historycznej Polic

Galeria posiada wiele przedmiotów z dawnych, nieraz bardzo odległych lat. Należą do nich, przedmioty codziennego użytku, pamiątki, bibeloty, ozdoby, przedmioty kultu religijnego, fotografie, dokumenty, książki, pocztówki, medale, porcelana, narzędzia stolarskie, fryzjerskie, ślusarskie, maszyny biurowe, części wyposażenia domu.

Gdy w połowie lat 90. XX wieku zacząłem snuć wizję powstania Galerii i pisać o tym w Gazecie Polickiej, od mieszkańców Polic i nie tylko zaczęły napływać do mnie różnego rodzaju dary, od nader osobliwych, po zwyczajne drobiazgi, przekazywane głównie przez dzieci.

Niektóre z nich są cennym wyposażeniem w ekspozycji Galerii. Inne są odkładane do magazynku „na zaś” do ekspozycji okazjonalnych, tematycznych. Do magazynku odkładam także ciekawe drobiazgi współczesne, które za 20-30 lat będą już „pachniały przeszłością” i będą miały wartość... tak, tak muzealną!

Forma przekazywania pamiątek jest różnorodna. Większość z nich jest przekazana na zawsze, część wypożyczona jest na czas określony lub nieokreślony. Oznacza to, że właściciel pamiątki nie chce jej tracić, ale zarazem nie trzymać w szufladzie lub komórce tylko umożliwić jej pokazanie. Odnotowane jest to w stosownym piśmie. Przykładem takich pamiątek jest choćby zegar szafowy- własność parafii p.w. św. Kazimierza, pisma kościelne, czy też ozdobny szczyt kominka.
W zasobach GHP są także dary nader osobliwe. Przykładem mogą być sztandary ZBOWiD-u i Szkoły Podstawowej nr 3. Ostatnio- 2008 rok, burmistrz Polic Władysław Diakun przekazał Galerii tablicę z pasa granicznego, zdemontowaną w momencie wejścia Polski do układu z Schengen i otwarcia granicy. Tablica już jest niewątpliwą cenną pamiątką dla potomnych. Tenże sam burmistrz przekazał Galerii...butelkę po szampanie, otwartą o północy na przełomie II i III tysiąclecia podczas spotkania z mieszkańcami Polic 1999/2000. To też ciekawa pamiątka.
Oczywiście najcenniejsze są przedmioty pochodzące z Polic i okolic. Ale wywodzące się z innych regionów też są mile widziane, gdyż wyobrażają w dużym stopniu życie policzan na przestrzeni wieków. Stąd np. kołowrotek z centralnej Polski, tylko nieznacznie różni się od tego używanego na Pomorzu w okolicach Szczecina.

GHP nadal zbiera, kolekcjonuje, przejmuje i eksponuje dary od policzan. Zachęcam do przekazywania starych, często niepotrzebnych przedmiotów do Galerii. Wzbogacą one stan posiadania Galerii i wiedzę o przeszłości jej mieszkańców. Obecnie liczba osób, które przekazały do GHP jakikolwiek przedmiot, wynosi 129.

Jan Matura

O blogu w TV Kab Police :-)

TV Kab Police, "Teletydzień", 10.10.2008

piątek, 10 października 2008

Łarpia

Leniwie przepływa wzdłuż wschodnich granic obrzeży miasta. Jedni mówią rzeka, inni bardziej zapoznani z tematem- kanał. Jakby nie było pod miastem sporo wody, dziś trochę mętnej, ale nadal pełnej ryb. Łarpia- o niej piszę jest jednym z symboli Polic. Od zachodniej strony na pograniczu łąk, działek, moczarów okala wyspę o dość oryginalnej nazwie „Polickie Łąki”. W literaturze i źródłach niemieckich nazywana była Larpe.



Jej znaczenie dla historii miasta jest niebagatelne. Niegdyś w średniowieczu wraz z rozlewiskiem stanowiła miejsce połowu ryb dla mieszkańców grodu mścięcińskiego. Później zwłaszcza w XIX wieku nabrała charakteru rzeki żeglownej z portem, przystanią, a w XX wieku także ze stocznią rzeczną.

Usytuowanie Polic nad rzeką Łarpią, pobliską Odrą- Domiążą, Inoujściem, możliwość spławiania towarów i opłynięcia Szczecina, stało się w średniowieczu sporym problemem dla zaborczego, wielkiego już wówczas grodu. Stąd w zaledwie 61 lat po nadaniu w 1260 roku praw miejskich Policom, książę pomorski Otton I przypisał Police Szczecinowi, ograniczając autonomię i niezależność miasteczka aż do początku XIX wieku.

W momencie odzyskania suwerenności po 1808 roku Police zaczęły się dynamicznie rozwijać. Budowano nowe, okazałe gmachy użyteczności publicznej, drogi, połączono linią kolejową Police ze Szczecinem, a później z Trzebieżą. Wzmożono jednocześnie prace przy doskonaleniu transportu i komunikacji wodnej.

Na Łarpii opodal rynku już na początku XIX wieku budowano port rzeczny. W 1821 roku Police uzyskały regularne połączenie żeglugowe ze Szczecinem i Świnoujściem. W 1841 roku umocniono nabrzeża, pogłębiono tor wodny, poszerzono Łarpię, aby do Polic mogły zawijać większe statki. Później wybudowano stocznię rzeczną, w której budowano łodzie rybackie, żaglówki, większe łodzie transportowe, dokonywano napraw i konserwacji. W 1912 roku dokonano modernizacji stoczni. Rok później rozbudowano port.

Najlepsze i najefektywniejsze lata polickiego portu i stoczni przypadają na okres międzywojenny. Stare fotografie ukazują port z cumującymi w nim statkami żeglugi pasażerskiej, dużymi towarowymi statkami rzecznymi. Taki stan trwał do końca II wojny światowej. W latach powojennych Łarpia straciła swe znaczenie. Do rzeki zaczęły spływać ścieki. Łarpia obumarła. Nie zachowała się żadna infrastruktura stoczni i portu.

Od 6 lat czynione są starania o ożywienie rzeki. Założono w tym celu Stowarzyszenie Ekologiczne „Łarpia”. Miłośnicy reaktywacji nabrzeża rzeki czynią starania, aby przywrócić jej znaczenie i atrakcyjność turystyczną. Samo stowarzyszenie niewiele zdziała. Gmina wspiera starania pasjonatów. Nadal niezbędne są fachowe prace badawcze i profesjonalne działania na rzecz oczyszczenia zamulonego dna, umocnienienia wałów, zarybienia rzeki. Być może w przyszłości nad jej brzegami powstaną małe zacisza, kawiarenki, place rekreacji i zabaw dla dzieci. Trzeba jednak planowego działania i funduszy. W innym wypadku nad brzegami Łarpii będzie można jak dotąd spotkać tylko wędkarzy, stosy śmieci i opakowań po mocnych trunkach.

Jan Matura







poniedziałek, 6 października 2008

Pomnik w Trzeszczynie

W słoneczny dzień 23 kwietnia 1967 roku za Trzeszczynem przy drodze do Tanowa i bocznej w kierunku Tatyni zgromadził się pokaźny tłum. Ludzie stali na wybrukowanym placu obok nowego pomnika, który miał być tego dnia uroczyście odsłonięty. Poczty sztandarowe, delegacje szkół, zakładów pracy prężyły się gotowe do rozpoczęcia uroczystości. W tłumie uczestników uroczystości kręcił się większości nieznany mężczyzna o nieszablonowym wyglądzie. Był to Mieczysław Welter, twórca monumentu, który na zlecenie ówczesnych władz i działaczy zaprojektował i wykonał pomnik w swej pracowni.



Artysta najpierw zapoznał się z literaturą historyczną, dokumentami z okresu II wojny światowej. Spotkał się z historykami drążącymi temat. Objechał teren w poszukiwaniu jakichkolwiek śladów po licznych obozach, jakie istniały przy fabryce benzyny syntetycznej w latach 1939-1945. Po takich zabiegach stworzył artystyczną wizję pomnika upamiętniającego śmierć i męczeństwo kilkunastu tysięcy więźniów, którzy zginęli w podpolickich niemieckich obozach. Pomnik przedstawiał postaci dwóch osób, ludzi umęczonych, udręczonych, cierpiących, wygłodzonych, zrezygnowanych.



Mieczysław Welter urodził się w 1928 roku w Śremie. Rzeźbę studiował w Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych w Poznaniu, a następnie w Akademii Sztuk Pięknych w stolicy. Tam w 1956 roku otrzymał dyplom w pracowni Mariana Wnuka. Wcześniej w 1952 roku otrzymał swą pierwszą nagrodę w ogólnopolskim konkursie rzeźbiarskim w Brzezince. Nagród było znacznie więcej. W latach 1952- 1987 nagradzano jego prace w licznych konkursach w kraju i zagranicą. Swoje dzieła wystawiał między innymi w warszawskiej Zachęcie, Szczecinie, Wrocławiu, Sopocie, Krakowie...

Welter jest twórcą licznych pomników, popiersi choćby Kopernika w Fromborku i Meksyku, Chopina w Słupsku, Kochanowskiego w Czarnolesie, Szajnowicza w Salonikach, Konopnickiej we Wrześni czy Krasińskiego w Opinogórze. Prace rzeźbiarza w ocenie krytyka sztuki Lecha Grabowskiego są ”...wsparte mistrzostwem warsztatu, opanowaną do perfekcji techniką i całą ową nabywaną latami wiedzą z zakresu rzeźbiarskiego rzemiosła...”.



Pomnik martyrologii w Trzeszczynie obok pomnika papieża Jana Pawła II jest dziełem na lokalne warunki wielkim, profesjonalnym, na stale wkomponowanym w pejzaż polickiej gminy. Niefortunne okazuje się jedynie usadowienie tablic pamiątkowych tuż przy ruchliwej szosie o kilkadziesiąt metrów od pomnika. Niegdyś były tam tablice mosiężne. W latach 90. XX wieku tablice zostały ukradzione. W ich miejsce zamocowano nowe marmurowe, dziś niestety też nadniszczone przez wandali. We wspomnianych latach 90. pomnik poświęcono, wcześniej poddając go gruntownej konserwacji przez szczecińską firmę „Konsart”, tę samą, która pracowała przy „ustawieniu” polickiego lapidarium. W przeszłości z inicjatywy ks. Jana Kazieczko pod pomnikiem 26 kwietnia odbywały się uroczystości, była odprawiana msza święta. Dziś pod pomnikiem co roku w rocznicę wkroczenia do Polic wojsk Armii Czerwonej i Wojska Polskiego gromadzą się uczestnicy rajdu turystycznego. W 2007 roku Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa w Warszawie wnioskowała o zmianę treści napisów na tablicach oraz ustawieniu krzyża opodal pomnika. Wiem, że artysta nie wyraził na to zgody. Kłóci się to z jego pierwotną wizją artystyczną pomnika, jego usadowienia w otoczeniu. Zdaniem rzeźbiarza nowe elementy zakłóciłyby ten artystyczny porządek.

Jan Matura


Foto:
1- w pracowni artysty, pierwsza wizja i wygląd pomnika w Trzeszczynie,
2- uroczystości pod pomnikiem, lata 70. XX wieku
3- warta honorowa, lata 90. XX wieku

czwartek, 2 października 2008

Drogi do Niepodległości

„Drogi do Niepodległości”, taki tytuł nosi konferencja popularno-naukowa, która zostanie zrealizowana w 90 rocznicę odzyskania niepodległości przez Państwo Polskie. Konferencja odbędzie się z udziałem profesorów: Karola Olejnika, Janusza Farysia, Andrzeja Wojtaszaka, oraz dra Henryka Walczaka, dra Waldemara Potkańskiego i dra Tomasza Sikorskiego.



Podczas spotkania wykładowcy Uniwersytetu Szczecińskiego przybliżą wydarzenia, które stały się podstawą odrodzenia Polski. Wykłady skierowane będą do słuchaczy interesujących się historią naszego kraju. Będzie możliwość zadania pytań, uczestnictwa w dyskusji.

Konferencja odbędzie się w sali widowiskowej MOK w czwartek 6 listopada. Początek o godzinie 14.00. Zapraszamy!


PROGRAM KONFERENCJI:

OTWARCIE KONFERENCJI

1. Dr Waldemar Potkański, Koncepcje oraz działania socjalistów polskich w procesie kształtowania myśli niepodległościowej na przełomie XIX i XX w.
2. Prof. dr hab. Janusz Faryś, Odbudowa państwa polskiego w latach 1918–1919.
3. Prof. dr hab. Karol Olejnik, Wojna polsko–rosyjska z lat 1919–1920.

PRZERWA

4. Dr Henryk Walczak, Negocjacje i finalizacja przymierza polsko–rumuńskiego w latach 1920–1921.
5. Prof. US, dr hab. Andrzej Wojtaszak, Generalicja II Rzeczpospolitej.
6. Dr Tomasz Sikorski, Józef Pilsudski – Roman Dmowski. Kilka uwag na temat ,,Ojców Niepodległości” w świetle publicystyki opozycji demokratycznej w PRL”.

DYSKUSJA

ZAKOŃCZENIE OBRAD