niedziela, 15 lutego 2009

Gdzie to jest?

Przedstawiam mało znane zdjęcie Polic wykonane na początku XX wieku. Ukazuje fragment miasta dość trudny do zidentyfikowania. Spróbujmy dziś odnaleźć ten fragment miasta, jakże inny. Kto z odwiedzających blog wie, gdzie, w którym miejscu fotografia została wykonana?

Moje spotkania z Marianem

Gdy zaproponowałem Marianowi Yoph-Żabińskiemu pod koniec 2008 roku zorganizowanie wspólnej imprezy historyczno-literackiej Galerii Historycznej Polic i Regionalnego Stowarzyszenia Artystyczno-Literackiego, przystał na propozycję chętnie. Krótko budziło u niego wątpliwości jedynie miejsce zdarzenia. Wolał spotkać się w bibliotece, która od kilku lat stała się jego drugim domem.



Popołudniowe spotkanie 6 lutego 2009 roku „Historia słowami zapisana” było ostatnim publicznym występem Mariana. Mówił o bibliografii polickiej, o stowarzyszeniu, które utworzył, o słowie pisanym przez ludzi, którzy go otaczali i byli solą jego ziemskiego życia.

Mariana Yoph-Żabińskiego poznałem dziesięć lat temu. Wcześniej widywałem go na ulicach miasta, czytałem jego teksty w „Wieściach Polickich”. Prawie zawsze pisał o swoich. O ludziach słowa rymowanego, o prozaikach, eseistach, poetach wielkich i małych. Wszyscy byli dla niego ważni. Później poznałem Mariana bezpośrednio, osobiście. Zawsze ruchliwy, z pomysłami, pracowity jak przysłowiowa mrówka. Miewał nieraz kaca moralnego: „Tego nie zrobiłem, tam nie dojechałem”. Naprawiał i działał dalej. Mówił szybko ze specyficznym akcentem żartownisia, a zarazem człowieka poważnego. Opowiadał o swych poczynaniach z zaangażowaniem. Czuć było jego pasję działacza, twórcy, animatora, kreatora lokalnej sceny kulturalnej.

Miał mnóstwo pomysłów. Większość z nich zrealizował. Z osobistych planów w najbliższych 2-3 latach miał wydanie dwóch pozycji: „Ulic literackich Polic” (Kościuszki, Konopnickiej...). Chciał też wydać książkę o bohemie artystycznej Polic (taka istnieje). Ubolewał, że w tak dużym mieście nie ma wydawnictwa piszącego o kulturze. Na kurtuazyjnym spotkaniu z władzami powiatu zaproponował, by do „Informatora” dołożyć 4 stronicowy dodatek kulturalny. Niech ludzie wiedzą, co się dzieje w powiecie. Nic z tego nie wyszło.

By nadrobić te braki, namiętnie pisał do „Wieści Polickich”. Dużo mi o nich mówił. Zależało mu, by w każdym numerze był tekst o jego Stowarzyszeniu i jego członkach. Jednocześnie pisał felietony, eseje, żartobliwe artykuły, popuszczając w swobodę swoje pióro. Nie stronił od wątków historycznych. Ubolewał, że w twórczości policzan mało jest elementów dotyczących miasta i regionu. Zachęcał do podejmowania tego tematu.

Zawsze go podziwiałem. Po pierwsze - za pracowitość. Po wtóre - za konsekwencję działania. Po trzecie - za efektywność. Po czwarte - za umiejętność zjednywania sobie ludzi mniej i bardziej ważnych. Po piąte - za przyjaźń do ludzi. Nade wszystko za skromność! Marian nie miał wrogów. Miał za to wielu ludzi sobie przyjaznych.

Biblioteka była dla niego azylem. Tam czytał, pisał, notował, spotykał się ze Stowarzyszeniem. Wertował książki, pisma. Gdy go szukałem telefonicznie, najczęściej był w bibliotece.

Był człowiekiem staroświeckim. Z ogromnymi okularami w skórzanym podniszczonym etui. Z nieodłączną teczką pełną zapisanych kartek. Na głowie nosił sportowe czapki z daszkiem. Na sobie zwykle kurtkę, marynarkę. Pisał na maszynie. Miał ich kilka w domu. Nigdy nie skalał się komputerem. "Lubię stukot maszyny" - mawiał, gdy tłumaczył się dlaczego na przykład nie przesłał tekstu e-mailem. Był tradycjonalistą. Niewątpliwie był lokalnym patriotą. Jeździł po powiecie. Był wielokrotnie zapraszany do szkół na spotkania z dziećmi. Był współtwórcą konkursu literackiego im. Gałczyńskiego i dr Brzezińskiego. Wielokrotnie odwiedzał mnie w Galerii Historycznej. Oglądał eksponaty, zwłaszcza nowe. Pisał o poczynaniach GHP.

Nigdy nie byłem u niego w domu. Szanowałem jego prywatność. Wyobrażałem sobie z jego opowiadań przegięte pod ciężarem książek regały, rozrzucone pisma, stosy kartek maszynopisu i poutykane po kątach maszyny do pisania.

W styczniu b.r. Marian podarował mi zbiór wierszy „Starodrzew” z 1980 roku oraz „Palenie kołyski”- 1982. Obie pozycje lekko pożółkłe, wydane były na lichym ówczesnym papierze. Cenne są nie tylko z treści w nich zawartych. Również z dowodu, że pisze się latami, nie od przypadku, bez przyczyny. Na początku lutego tuż przed naszą gawędą, dał mi nowe ulotki o Stowarzyszeniu. Cieszył się z nich, wręczał znajomym oraz na spotkaniu gościom. Radował się z rzeczy wielkich i małych.

Odszedł nagle, niespodzianie, pozostawiając za sobą lukę nie do nadrobienia. Bo takich ludzi jak Żabiński, czy Toboła nie da się zastąpić. Marian jest dla mnie niekwestionowanym ambasadorem polickiej kultury, człowiekiem wielkim, a zarazem skromnym. Jego skromności i życzliwości nigdy nie zapomnę. Zapisał się w najnowszej historii miasta.

poniedziałek, 9 lutego 2009

O historii zapisanej słowami

Spotkaliśmy się w niepowtarzalnym składzie: włodarze miasta, rajcowie miejscy, autorzy pozycji książkowych, dziennikarze, nauczyciele, miłośnicy historii i przeszłości miasta. Szerokie gremium społeczne z Polic i okolic.





Spotkaliśmy się, by w miłej atmosferze pogawędzić o tym jak dotąd spisywano, jak aktualnie pisze się historię Polic.

Od zarania funkcjonowały rożne nośniki, sposoby komunikacji międzyludzkiej: słowo mówione, rysunki, malowidła, z czasem słowo zapisywane w postaci listów, komunikatów, informacji, notatek, artykułów prasowych, książek. Werbalna komunikacja międzyludzka komunikacja ulegała coraz doskonalszym zmianom.

Zdarzenia, fakty przez wieki były cierpliwie spisywane, dokumentowane przez skrybów, kronikarzy, pisarzy historycznych. Świadczą o tym m.in. pierwsze zapiski, dokumenty prawne, akty lokacyjne, dokumenty i kroniki kościelne.

A w Policach? - pierwsze zapiski nazwy Polic pojawiły się w 1249 - Polyz, później następne: Politz, Poltze. W 1260 roku powstał dokument lokacyjny wydany przez księcia pomorskiego Barnima I, następnie kilka dokumentów dotyczących sporów ze Szczecinem o odzyskanie autonomii. Wreszcie bogaty XIX-XX wiek - pierwsze polickie gazety, kroniki, pierwsze książki, dokumentacja urzędowa, kościelna.

To wszystko co tyczy się Polic wchodzi w zakres bibliografii polickiej. Mówił o tym na spotkaniu Marian Yoph-Żabiński - prezes Stowarzyszenia Artystyczno-Literackiego w Policach. Wraz z nim na spotkaniu zjawiła się liczna grupa członków Stowarzyszenia. Większość z nich ma swój dorobek literacki w postaci tomików wierszy, wydanych przy wsparciu finansowym gminy, porusza w wierszach treści dotyczące Polic.

Na spotkaniu opowiadano o wszystkich pozycjach książkowych wydanych, bądź też traktujących nawet tylko fragmentami o mieście w różnym okresie czasowym. Tych pozycji jest kilkadziesiąt. Część z nich wydana w cyklu tzw. „biblioteczki gminnej”. Ostatnią z nich jest poszerzone wydanie albumu „Police i okolice na starej fotografii” autorstwa Bogdana Frankiewicza i Andrzeja Łazowskiego. Literaci również wydali ponad 30. pozycji, a szykują się następne.

Wspomniano wszystkie polickie gazety, które ukazywały się od 1876 roku do dziś. Tytułów jest 12. Dziś na rynku funkcjonuje od 1998 roku „Magazyn Policki”, a dziesiąty rok - „Wieści Polickie”. W kościele zaś można otrzymać nieregularnie ukazującą się gazetę parafialną „Świadomi Chrystusa”, wydawaną od 1992 roku. Na teren powiatu trafia „Informator Samorządowy” w nakładzie 18-tys. egzemplarzy, wydawany przez Stowarzyszenie Wspierania Rozwoju Gospodarczego Powiatu Polickiego.

Spotkanie okrasili recytacją swych wierszy: Bronisława Okopińska, Stanisław Kopala, Helena Pilarska, Jerzy Leszczyński, Anna Słowińska i Magdalena Kamola-Wasielewska. Nie zabrakło interesujących wypowiedzi burmistrza Władysława Diakuna, Anny Ryl, Wioletty Kołodziejczyk, Witolda Króla oraz Romana Choroszyńskiego. Towarzyszyły temu romantyczne „Cztery pory roku” Antonio Vivaldiego. Tymczasem za dwa miesiące kolejne spotkanie w Galerii Historycznej. Tym razem tematem przewodnim będzie 750- lecie Polic. Zapraszam już teraz!

(Fot. Tomasz Łój)

czwartek, 5 lutego 2009

Polickie strumyki

Analizując niemieckie mapy Pomorza Zachodniego zauważyć można bogactwo nazw geograficznych, nadawanych okolicznym „atrakcjom”. Zjawisko to powszechne jest i w „rdzennej” Polsce, w naszym regionie obecnie jakby mniej. A to z racji zerwania ciągłości historycznej, a to z zaadaptowania tylko części ówczesnego nazewnictwa itd. Jakby nie było – nazwy te ubogacają lokalną tkankę geograficzną. Chciałbym więc zainteresować czytelników bloga paroma z nich, próbując odnaleźć ich źródłosłów, przywrócić zapomniane albo zainspirować do nadania im nowych nazw.



Lasy rozpościerające się między Policami a Szczecinem obfitują w strumyki (niem. "bach"). Zjeżdżając z Leśna Górnego szosą w kierunku Siedlic po lewej stronie pojawia się struga, nosząca ongiś nazwę „Saugartenbach”. To dość ciekawy termin, bo w wolnym tłumaczeniu znaczy: świński ogród, maciornik. Nasuwa się przypuszczenie, że gdzieś w jego okolicy być może... popasano świnie. W okolicach nie istniejącego już kościoła w Siedlicach łączyła się z „Kellerbach”, wypływającym gdzieś ze szczytowych partii Wzgórz Warszewskich. Co sama nazwa znaczy? „Keller” po niemiecku to „piwnica”, stąd też - "Piwniczna Struga". Z pobliskich okolic wypływał również „Schulzenkampbach” (dziś - "Wkrzanka"), który łączy się z poprzednio wspomnianym strumieniem w Siedlicach w okolicach żużlówki (tuż przy pierwszym przystanku 106 na żądanie). „Schulzen” tłumaczy się jako "sołtys", większym problemem jest przetłumaczenie słowa „kamp”, którego brakuje we współczesnych słownikach, aczkolwiek pojawia się w tradycji języków europejskich jako „pole”. Czyżby – „sołtysie pole”? Strumyk jako „Kellerbach” płynął sobie dalej i łączył się z „Hagenbach” w okolicach polany przy SP8. Słowo „hagen” oznacza teren wytrzebiony. Dalej strumień płynął już pod nazwą „Heckelwerksmühlbach” (dziś - "Siedliczanka") i wpływał do znanej nam wszystkim Łarpii. Obecnie odcinek ten w znacznej części przebiega w podziemnym rurociągu, wychodząc na powierzchnię na obszarze działek przy ul. Piłsudskiego. Łuk ul. Wyszyńskiego wytyczony jest właśnie wzdłuż biegu tego strumyka. Nazwa „Heckelwerksmühlbach” nawiązuje do funkcjonującego ongiś na obszarze dzisiejszych Siedlic młyna (wówczas istniała tu osada Heckelwerk, zniszczona podczas wojny trzydziestoletniej). Dużo więcej pytań rodzi nazwa strumyka „Krieklandsbach” (dziś o nazwie "Grzybnica"), wypływającego z podmokłych pól w okolicach Przęsocina, a płynącego „na tyłach” ogródków działkowych w okolicach SP8. Ongiś łączył się z „Heckelwerksmühlbach” tuż przy dzisiejszym wiadukcie kolejowym na ul. Piłsudskiego. Słowo "kriek" jak wyczytamy w leksykonie T. Białeckiego oznaczać ma "grzyb". Nazwa strumienia sugerowała może, że jest to teren... pełen grzybów.

Warto wspomnieć o jeszcze jednym strumyku, płynącym na północ od Polic: „Kaltebach”. Swoje źródło czerpał w okolicach Trzeszczyna i płynął w kierunku Odry przez obszar między obecnymi zakładami chemicznymi i zbombardowaną fabryką paliw syntetycznych. Mostek, który przejeżdżamy na tzw. „Rurowej” (między ul. Tanowską i Kuźnicką) znajduje się właśnie nad tym strumykiem. Nazwa „Kaltebach” najprawdopodobniej znaczyła: zimny strumyk.

Hagenbach - ?
Heckelwerksmühlbach - Siedliczanka
Kaltebach - ?
Kellerbach - Piwniczna Struga
Krieklandsbach - Grzybnica
Saugartenbach - ?
Schulzenkampbach - Wkrzanka

To tyle jeśli chodzi o nazwy strumyków z okolic Polic. Następnym razem zabiorę się za okoliczne... góry!

poniedziałek, 2 lutego 2009

Polickie słowo pisane

Galeria Historyczna Polic oraz Regionalne Stowarzyszenie Literacko- Artystyczne w Policach zapraszają na gawędę „Historia słowem zapisana”. Spotkanie odbędzie się w piątek 6 lutego o godz. 17.30 w hallu MOK.

O Policach pisano już dawno temu. Najstarsze niezachowane dokumenty pochodzą z XIII wieku. Ożywienie w dokumentowaniu życia miasta nastąpiło w XIX stuleciu. Wydawano gazety, publikacje o mieście. Po 1990 roku ukazało się najwięcej publikacji stanowiących bibliografię miasta i regionu. Wszystkie je bedzi9e można obejrzeć na okolicznościowej wystawie.

Na spotkanie przybędą autorzy książek historycznych, poeci, autorzy licznych wydawnictw. Będzie można ujrzeć wystawę książek i innych piśmiennych pamiątek polickich. A wszystko przy muzyce i kawie

Zapraszam!