niedziela, 31 maja 2009

Pałac w Gunicach



Jadąc krętą szutrową drogą z Tanowa w kierunku Węgornika, wielu turystów bezwiednie mija wymarłą wieś Gunice. Trudno dziwić się rowerzystom, pieszym, gdyż domów już nie ma, a zachowane resztki kamiennych fundamentów zostały zarośnięte dziki bzami, krzakami, pokrzywami.


Gunice zaczynały się już za rzeką Gunicą i rozciągały się nieregularnie po obu stronach puszczańskiej drogi. Nie do wiary, ale jeszcze przed II wojną światową w Gunicach żyło 139 mieszkańców- 1933 r., a w roku wybuchu wojny 190 mieszkańców. Po wojnie Gunice były także zamieszkane, ale proces wyludnienia wsi następował systematycznie i w latach 60. XX wieku nie było tam już nikogo.

Historia Gunic związana jest z rodem Raminów przybyłych z Saksonii na Pomorze już w XIII wieku. Raminowie zajmowali wysokie funkcje w hierarchii społeczności pomorskiej. Mieli liczne dobra m. in. w Dobrej, Stolcu, Bezrzeczu. Guniccy Raminowie wywodzili się z bezrzeckiej gałęzi rodu, dlatego niektórzy z nich noszą dwuczłonowe nazwisko Raminów – Bruennów (Bezrzecze- Bruenn). Raminowie zamieszkiwali okazały eklektyczny pałac otoczony parkiem ze starodrzewiem, który był niewątpliwą ozdobą Gunic. Wiedzie do niego kręta droga wysadzona starymi kasztanowcami, które wyraźnie rzucają się w oczy. Dziś z pałacu zostało niewiele (patrz zdjęcia),były park jest mocno zarośnięty, a w swej dzikości piękny.

Na tej samej wysokości (ruin pałacu) po drugiej stronie drogi do Węgornika i nad Świdwie odbija leśny dukt, który wiedzie do rodowego cmentarzyka rodziny Raminów-Bruennów. Niegdyś okazałe kamienie nagrobne leżały porzucone w ziemię. Kilka lat temu postawiono je obok siebie, w centrum ustawiono krzyż. Miejsce stało się estetyczne i należne czci zmarłych. Zadbał o to wnuk Raminów, który poprosił o pomoc gospodarzy i właścicieli terenu Nadleśnictwo Trzebież. Miejsce jest nader oryginalne, tajemnicze, nostalgiczne. Panuje tam cisza, w której można jedynie usłyszeć szum drzew i śpiew ptaków.

Gunice są enigmatyczne, choć najwytrwalsi turyści dowiadują się o jego istnieniu swoimi „kanałami”. Warto ustawić przy drodze stosowną turystyczną tablicę informacyjną, gdyż teren wokół pałacu jak i sam cmentarz jest osobliwością historyczno-turystyczną wysokiej klasy i zasługuje na poznanie.

niedziela, 24 maja 2009

Życie kulturalne w Policach w XIX-XX wieku



Gdy w 1808 roku po 487 latach utraty autonomii względem Szczecina Police mogły znów same decydować o swych losach, nastąpiło ożywienie w życiu miasta, jego rozwój. Powstawały nowe domy, zabudowywano na nowo całe kwartały, domy z czasem zostawały kryte dachówkami, poszerzano ulice, zaprowadzono kanalizację. Budowano obiekty użyteczności publicznej. Jednocześnie także zaczęło ożywiać się życie kulturalne, społeczne ludności. Kumulowało się ono w domach strzeleckich m.in. w Policach, Mścięcinie, Jasienicy, restauracjach, kawiarniach z salami tanecznymi, koncertowymi.

Powstawały Towarzystwa - Mścięcińskie Towarzystwo Wędrówek Leśnych, Związki- Śpiewaczy Eintracht. Drukowano gazety- Poelitzer Zeitung, Poelitzer Wochenblatt. Działały drukarnie - Emil Graunke Buchdruckerei, zakłady fotograficzne - Foto Atelier Pagels. Życie kulturalne kwitło i rozwijało się do wybuchu II wojny światowej.

W czasach powojennych osadnicy aktywowali wiejskie świetlice. Powstał Klub Nauczyciela, świetlice Rad Osiedlowych. W 1997 roku w nowej siedzibie oddano do użytku Miejski Ośrodek Kultury. Centrów lokalnej kultury większych - Biblioteka Miejska z jej filiami, mniejszych- szkoły, powstało wiele i one podjęły się zadania krzewienia i organizacji kultury polickiej w szerokim tego słowa znaczeniu. W Policach o kulturze informują gazety lokalne, telewizja kablowa, portale. Mnożą się inicjatywy społeczne- stowarzyszenia, które proponują uczestnictwo w imprezach kulturalnych- Jarmark Augustiański, twórcze - policcy literaci. Role mecenasa polickiej kultury przyjęła Gmina Police oraz zakłady chemiczne.

Roli prelegenta podjął się dr Bogdan Matławski - kulturoznawca, etnomuzykolog, twórca kulturalny, dziennikarz. Postać barwna i dobrze znana ludziom aktywnym. Autor audycji „Kraj za miastem” w Polskim Radiu Szczecin.

Stosownie do tematu gawędy spotkanie rozpoczęli młodzi artyści muzycy z Pierwszej Prywatnej Szkoły Muzycznej I st. w Policach. Tu mój ukłon w stronę dyrektor szkoły Elżbiety Kuwik. W programie wystąpili: Kinga Orlikowska i Judyta Malinowska- duet fletowy w utworze Karla Stamitza - „Fugato” Agnieszka Przezak- klarnet, wykonała utwór Georga Friedricha Haendla „Siciliana”. Magdalena Dalke - skrzypce przedstawiła „Smutną pieśń” Piotra Czajkowskiego. Akompaniował Miłosz Stolarek.

Na gawędzie cieszyła obecność organizatorów, promotorów, twórców polickiej kultury. Byli przedstawiciele stowarzyszeń „Impuls”, „Animator”, „Łarpia”, „Skarb”, Literackiego. Z Urzędu Miejskiego pojawili się wiceprzewodniczący Rady Miejskiej Witold Król, naczelnik Wydziału Oświaty i Kultury Witold Stefański. Rolę gospodyni pełniła dyrektor MOK - Anna Ryl.

Zawiązuje się stała grupa sympatyków tego typu spotkań organizowanych w Galerii Historycznej Polic. Cieszę się z obecności: Staszka Nazara, Józka Flaka, Wieśka Gawła, Jurka Leszczyńskiego, Wioletty Kołodziejczyk, Romana Choroszyńskiego Joli i Darka Szalińskich, Róży Kłys, Witolda Króla, Witolda Stefańskiego, Mariusza Hałgasa, Michała Ossesa, Jędrka Łukasiewicza, Staszka Podkowy, Andrzeja Partyki, Jana Antoniego Kłysa, Oli Słowińskiej i naturalnie mojej dyrektor Anny Ryl. Wszystkim Wam za obecność i zainteresowanie serdecznie dziękuję!

Fot. Piotr Wojcieszczyk

czwartek, 14 maja 2009

Zaproszenie

22 maja w piątek w Miejskim Ośrodku Kultury odbędzie się kolejne spotkanie zorganizowane przez Galerię Historyczną Polic. Tematem gawędy będzie „Życie kulturalne w Policach w XIX-XX wieku”.



Temat ciekawy ukazujący działalność i uczestnictwo policzan w życiu kulturalnym miasta i regionu w szerokim znaczeniu, od momentu odzyskania autonomii na początku XIX wieku do czasów nam współczesnych.

Prelegentem będzie dr Bogdan Matławski - kulturoznawca, etnomuzykolog, twórca kulturalny, dziennikarz. Postać barwna i dobrze znana ludziom aktywnym. Spotkanie rozpocznie się o godzinie 17.30 w hallu MOK przy ul. Siedleckiej 1A. Zapraszamy!

wtorek, 5 maja 2009

Zostali wśród nas... autochtoni

Na rynku wydawniczym ukazała się kolejna pozycja autorstwa, w tym wypadku współautorstwa Andrzeja Łazowskiego: „A ty zostaniesz ze mną”. Znany w Policach fotograf, wydawca, współtwórca Stowarzyszenia Czas Przestrzeń Tożsamość, do pracy nad pozycją zaprosił dziennikarkę Gazety Wyborczej Kingę Konieczny. Duet stworzył świetną pozycję edytorską z ujmującym tekstem, tłumaczeniem /niemiecki/ i oczywiście bardzo udanymi fotograficznymi portretami osób, bohaterów książki.



Autorzy przedstawiają kilkanaście sylwetek autochtonów. Mieszkają w Widuchowej, Szczecinie, Radziszewie, Lubiczu, Grambow, Trzebieży, Nowym Warpnie. Wśród trzynastu niezwykłych opowieści, kilka dotyczy osób mieszkających opodal Polic. Wpisali się na trwale w pejzaż lokalnej społeczności. Zadomowili się jak starzy, dobrzy znajomi. Są jednymi z nas.

Uwe Conradt urodził się w Nowym Warpnie w 1940 roku. Po niemal 60 latach życia w Niemczech wrócił tu, wybudował dom i zaprzyjaźnił się mieszkańcami miasteczka. Z kolei Harald i Monika Dietrich mieszkają od kilku lat w domku nad Jeziorem Nowowarpieńskim. Eckhard Maronn kupił pałac w Kamieńcu koło Kołbaskowa. Założył Polsko-Niemiecki Dom Kultury „Kamieniec”. Urodził się 26 kwietnia 1935 roku w Policach przy Muehlenstrasse. Jest bratem Kristin, która napisała obszerną książkę o Mścięcinie i Policach. Dieter Quost syn Wilhelma, szkutnika w stoczni w Trzebieży, mieszka w Trzebieży od 1954 roku. Ma 69 lat i jak piszą autorzy do Niemiec się nie wybiera. Mówi świetnie po polsku i choć ma synów w Berlinie i Kolonii, nie zamierza tam wyjechać. Związał się z Trzebieżą i jej nie opuści.

Wartko czyta się książkę Kingi Konieczny i Andrzeja Łazowskiego. Przerzucając kolejne strony łatwiej zrozumieć wybory Niemców, Polaków, którzy związali się ze sobą, i Niemców urodzonych w przedwojennym Szczecinie i innych miejscowościach Prowincji Pomorskiej, którzy po zakończeniu II wojny światowej postanowili mimo nieraz wielu dramatycznych chwil pozostać tu na zawsze. Gorąco polecam tę książkę, która znacznie ubogaca zbiór bibliografii polickiej.