poniedziałek, 28 września 2009

Ostatni maraton Felka Mąkosy

.


Odchodzą od nas niespodzianie ludzie wartościowi, z charakterem. Tacy, którzy na trwale zapisali się w historii miasta i regionu. Odszedł Krzysztof Toboła, Marian Yoph- Żabiński, a teraz Felicjan Mąkosa - maratończyk, uczestnik supermaratonów na 100 km, wicemistrz Europy weteranów w Hradec Kralove w biegu na 25 km- 1987, rekordzista Polic w biegach na 10, 15, 20, 25, maratonie i 100 km.

Poznałem go na początku lat 80. XX wieku, gdy ze Szczecina przeprowadziłem się do Polic. Spotkaliśmy się 20 stycznia 1980 roku na biegu dookoła Jeziora Głębokiego z trzystoma uczestnikami. Wygrał wówczas Jurek Skarżyński, wschodząca gwiazda szczecińskich biegów długich, zaś Felek przybiegł niedaleko za nim.

Zaczęliśmy wspólnie biegać. On szybko, dynamicznie „tłukł” tysiące kilometrów rocznie. Często biegał po 20-30 km dziennie. To powodowało, że w maratonie uzyskiwał coraz lepsze czasy. Zbliżał się systematycznie do granicy 2 godzin i 30 minut. W 1979 roku pojechaliśmy do Koszyc na pierwszy dla mnie, a drugi lub trzeci supermaraton dla niego. Dystans 100 km Felek pokonał w 7:27 godz. zajmując 4 miejsce. Potem wspólnie startowaliśmy z coraz liczniejszą grupą policzan w kraju i zagranicą.



Felek był wieloletnim pracownikiem PSS Społem Szczecin. Mając tam wsparcie finansowe, miał okazję na liczne obozy sportowe. Biegaliśmy w trójkę wraz z Krzyśkiem Szczerbińskim z Gryfina na obozach w ulubionej Szklarskiej Porębie po 30-40 km dziennie. To musiało dać wymierne efekty. Felek ustanowił rekordy życiowe, które do dziś są rekordami miasta. Wymienię je: 10 km - poniżej 31 min, 15 km- 48 min, 20 km- 1:06, 25 km-1:26, maraton- 2:26,41, 100 km- 7:01,15!
Felek lokował się w czołówkach biegu (pierwsza szóstka, pierwsza dziesiątka) w Toruniu, Wałczu, Pszczewie, Gnieźnie, Krapkowicach, Szczecinie, Trzciance, Wieleniu, Kaliszu, Wolgaście, Koszycach. W Berlinie w 1987 roku maraton pokonał w 2:37 zajmując 6 miejsce na ponad pół tysiąca biegaczy.

Felek był człowiekiem pogodnym, pełnym werwy i animuszu. Kochał bieganie. W swoim życiu przebiegł ponad 100 tysięcy km. Był pracowity, uparcie i konsekwentnie dążył do celu. Jako zawodnik był prowadzony przez pana Bryłę, Józka Flaka i przeze mnie. Po wypadku jakiemu uległ podczas treningu w latach 80. XX wieku, z trudem dochodził do dawnej formy. Pierwszy kilometr po wypadku pokonał w prawie 10 minut. A potem było coraz lepiej.

Był lubiany przez wszystkich biegających policzan. Był niekwestionowanym liderem w mieście i regionie. Miał szacunek i respekt innych w stosunku do swoich dokonań. Tryskający humorem, sypiący kawały jak z przysłowiowego rękawa zapisał się na trwałe w historii lekkoatletyki w Policach. Cztery osoby, a potem kilka kolejnych ma wpływ na to co się działo w rozwoju lekkoatletyki w Policach. Wymienione tu nazwiska to fundamenty dzisiejszego stadionu lekkoatletycznego, imprez o randze MP i tak dużego zainteresowania królową sportu: Felicjan Mąkosa, Józef Flak, Janusz Chmielewski, Jan Matura, a później Leszek Marcinkiewicz, Wiesław Kotarski, Krzysztof Sałagan, Jan Leszczak, Henryk Kosobucki, Jerzy Ochota, Marian Kosakowski, Zbigniew Przywara, Edward Fudro, Marian Kania, Henryk Stawczyk, Władysław Kosiorkiewicz - są ambasadorami polickiej lekkoatletyki, za którymi podążały następne osoby.

Felka widziałem ostatnio w sierpniu 2009 roku na około miesiąc przed odejściem. Walczył o zwycięską metę w swoim ostatnim ziemskim maratonie. Przegrał walkę, ale na metę wpadł jako drugi i w nagrodę powędrował prosto do biegowego nieba...

Wraz z grupą kolegów biegaczy będę wnioskował o nadanie stadionowi lekkoatletycznemu przy ul. Piaskowej imienia Felicjana Mąkosy. Należy mu się to! Należy lansować i honorować lokalnych bohaterów. A takim „Felo” niewątpliwie był!


.

niedziela, 27 września 2009

Wspomnienia więźnia Aussenlager Pőlitz

.
Na polickim rynku wydawniczym ukazała się książka „Bunkry na ruinach. Szkice do historii KL Stutthof - Aussenlager Pőlitz” wydana przez szczeciński oddział IPN. Książka zawiera wspomnienia Józefa Jagodzińskiego (1905-2002) więźnia KL Stutthof, przybyłego do Polic w transporcie więźniów w czerwcu 1944 roku.


Pozycja opatrzona jest merytorycznym wstępem Pawła Knapa, który ukazuje czytelnikowi obraz mścięcińskiego podobozu istniejącego od kwietnia 1944 roku do wiosny 1945 roku. Po wstępie czytamy wspomnienia Józefa Jagodzińskiego, który w pięciu rozdziałach opisuje swe przeżycia najpierw w Stutthof, potem po przeniesieniu w Messenthin. Wspomnienia kończy suplement.

W posłowiu córka autora wspomnień Lilii Jagodzińska- Hamann przybliża czytelnikowi osobę ojca, matki, rodziny. Wspomina dramatyczne losy swych urodzin w więzieniu na Pawiaku. Całość książki uzupełnia indeks osobowy oraz kilkanaście fotografii rodzinnych autora, kilka pochodzących z Polic, plan obozu w Mścięcinie.

Pozycja jest wartościowa, gdyż jest pierwszą przybliżającą czytelnikowi przeżycia więźnia, opisane tak obszernie i szczegółowo. IPN ma w swych zasobach fragmenty innych wspomnień więźniów, poszukuje następnych i nosi się z zamiarem wydania w przyszłości kolejnej książki ze wspomnieniami.

Promocja książki odbyła się 17 września 2009 roku w szczecińskiej siedzibie IPN oraz nazajutrz w Policach. Organizatorzy i patronaci: IPN, Stowarzyszenie Przyjaciół Ziemi Polickiej „Skarb”, Galeria Historyczna Polic, Polskie Radio Szczecin, sedina.pl, police.info.pl przyjęło konwencję nietypowej prezentacji książki i miejsca w niej opisywanym. Spotkaliśmy się w miasteczku rzemieślniczym w Mścięcinie pod pamiątkowymi tablicami i krzyżem. Po byłym podobozie oprowadził nas Bernard Grabowski, pomysłodawca utworzenia tam muzeum obozowego. Następnie pospołu udaliśmy się przez miasto do siedziby Stowarzyszenia, w którym głos zabrał Paweł Knap, córka autora Jagodzińska-Hamann oraz kustosz Muzeum Stutthof - Elżbieta Grot.

Tego dnia w Policach na miejsce przybyła liczna grupa miłośników historii. Był burmistrz Polic Władysław Diakun, naczelnik Wydziału Oświaty UM Witold Stefański, Przewodniczący Rady Powiatu Cezary Arciszewski, Wiesław Gaweł oraz wielu innych. Książkę można kupić w IPN. Cena 25 złotych za egzemplarz. Wkrótce książki będą sprzedawane w siedzibie Stowarzyszenia „Skarb” w Policach.


.

poniedziałek, 7 września 2009

Rzemiosło w średniowiecznych Policach

Gdy w 1260 roku Police uzyskały prawa miejskie z rąk księcia pomorskiego Barnima I (1210-1278), wydawało się, że rozwój osady nad Łarpią będzie w kolejnych latach dynamiczny, podobnie jak w innych pomorskich ośrodkach miejskich.

Tymczasem już w 61 lat później inny książę Otton I (1279-1344) w 1321 roku odebrał Policom autonomię, przypisując wszelkie przywileje Szczecinowi. Było to nader niekorzystne dla Polic, gdyż nie mogły uprawiać wolnego handlu, i w pełni korzystać z dóbr jakie dawała im natura i związana z tym zorganizowana gospodarka. Wytwarzane dobra musiały w zdecydowanej części przekazywać Szczecinowi.



Mimo tego życie w miasteczku nie zamarło, choć społeczność funkcjonowała przez lata na „zwolnionych obrotach”. Mieszkańcy okolic Polic stawali się samowystarczalni świadcząc usługi miastu i okolicznym wsiom, wytwarzając dobra, które służyły ludności. Żywność produkowali sami na polach w przydomowych ogrodach, produkty rolne sprzedawali w Policach. Hodowali domowe zwierzęta: krowy, świnie, owce, drób. Wieśniacy byli jednak uzależnieni od rzemieślników, którzy w warsztatach produkowali sprzęt niezbędny do codziennego życia. W pierwszych latach po nadaniu Policom statusu miasta, w osadzie rozwijało się głównie kowalstwo, piekarnictwo, oraz tkactwo. Z biegiem czasu przybywały kolejne małe zakłady o różnych specjalnościach.



W Policach w XIV-XV wieku mieszkało kilkuset ludzi. Ich głównym zajęciem była praca na roli, hodowla bydła, rybołówstwo, uprawa chmielu. Ponadto w mieście istnieli bednarze produkujący beczki do przechowywania produktów spożywczych, smoły i dziegciu. Kołodzieje zajmowali się produkcją kół do wozów. W kuźniach kowale wytwarzali sierpy, siekiery, młoty, ćwieki, okucia do wozów, drzwi, kraty, obrabiali metal w zależności od potrzeb nabywców. W mieście budowano proste łodzie rybackie. Zajmowali się tym szkutnicy. Nie brakowało szewców wytwarzających obuwie, krawców. Dla porównania w tym czasie (XIV-XV wiek) w Szczecinie działali ponadto kuśnierze, garbarze, brakarze drewna, przekupnie, murarze, pantofelnicy, postrzygacze sukna, oraz dwóch kopaczy studni, dwóch mincerzy, 3 malarzy malowideł ściennych oraz odlewnik dzwonów. W 1420 roku w Szczecinie odnotowano działalność 11 cechów rzemieślniczych.



Organizacja pracy w zakładzie opierała się o umiejętności mistrza nadzorującego prace i zajmującego się sprzedażą wyrobów. Podlegali mu czeladnicy, umiejący dobrze wytwarzać produkty, posiadający wieloletnie doświadczenie. W zakładzie pracowali również najniżej opłacani uczniowie nabywający umiejętności pracy w warsztacie. Rzemieślnicy stanowili wyższą grupę społeczną w hierarchii lokalnej. Dzięki ich działalności i wytwórczości podnosił się powoli, ale systematycznie poziom życia mieszkańców. W pełni polickie rzemiosło rozwinęło się dopiero na przełomie XIX/XX wieku gdy miasto odzyskało swą autonomię.

wtorek, 1 września 2009