niedziela, 24 stycznia 2010

Piera van der Horsta droga do nieba

W połowie października ubiegłego roku Galerię Historyczną ni stąd ni z owąd odwiedzili przybysze z Holandii. Małżeństwo David, Klas Ine Scheele i towarzyszący im Frank i Tanja Bruggeman. Z Hotelu Dobosz wysłali e-maila z zapytaniem, czy spotkanie w MOK jest możliwe. Celem ich wizyty w Polsce były losy Piera van der Horsta ojca Klas Ine, który 17 marca 1944 roku trafił do obozu KL Stutthof Außenlager Pölitz w Messenthin. I tu po więziennej tułaczej gehennie ślad po nim zaginął.

Pier van der Horst urodził się w styczniu 1902 roku w Sneek w Holandii. Z zawodu był fryzjerem w Arnhem. Za działalność w ruchu oporu został skazany i osadzony w obozie koncentracyjnym Bergen- Belsen wraz z grupą innych więźniów. Przyznano mu numer obozowy 100896. 17 marca 1944 przetransportowano go do Pölitz-Messenthin i tu ślad po nim zaginął. Rodzina Piera rozpoczęła starania o ustalenie faktów związanych z ostatnimi miesiącami życia ojca, jako że po zakończeniu wojny do domu już nie wrócił.

W związku z tym, że nie znajdował się w transporcie kolejowym skierowanym do Barth (informacja uzyskana od jednej z instytucji zajmujących się badaniem zbrodni wojennych) istnieją przypuszczenia, że pozostał w baraku dla chorych. Rodzina odnalazła jednego z żyjących jeszcze byłych więźniów, który podał kilka zapamiętanych faktów. Według niego osoby przebywające w baraku dla chorych zostały ewakuowane przez Niemców tylko w bieliźnie osobistej i wywiezione w nieznanym kierunku. Co 20 minut powracały do obozu po nowych więźniów. Według świadka więźniowie zostali straceni w pobliskim lesie. Na 2 dni przed wywozem chorych z baraku komando niemieckie zorganizowało wymarsz kobiet uzbrojonych w łopaty z położonego obok obozu żeńskiego. Było to dziwne, gdyż dotąd były one zatrudnione w fabryce.

Na usta rodziny do dziś cisną się liczne pytania, na których odpowiedź pozwoliłaby ustalić losy zaginionego ojca. Ten stan niewiedzy trwa do dziś. Rodzina pisała liczne pisma, listy m.in. do ZG PCK w Warszawie, Ambasady Polskiej w Den Haag. Nic praktycznie nie ustalono. Wszystko wskazuje więc na to, że Pier został rozstrzelany w Messenthin zaraz po przybyciu do nowego miejsca kaźni. Józef Jagodziński we wspomnieniach „Bunkry na ruinach” wspomina, że 17 marca 1945 roku „...wywożono(...)do lasu i rozstrzeliwano(...)wywieziono i rozstrzelano 345 osób (...) gdy z jednego z samochodu zdejmowano chorych i rozstrzeliwano, drugi ładował więźniów z rewiru. Wywożono ich w koszulach, tak jak kto był ubrany.” Także Dunin - Wąsowicz w swych „Policach” cytuje więźnia Arkadiusza Zimnickiego: „...(...)na początku kwietnia 1945 roku, kiedy front stał na Odrze, zapadła decyzja ewakuacji więźniów. Wtedy postanowiono niezdolnych do marszu chorych w liczbie 300 osób różnej narodowości rozstrzelać. Chorych więźniów wywieziono samochodami z obozu i rozstrzelano w rowach, uprzednio wykopanych w lesie, oddalonych 500 m od obozu.(...)W dniu egzekucji(...) widziałem jak wywożono samochodami więźniów, a potem słyszałem strzały...”

Tajemnicy i tragicznych ostatnich dni życia Piera, jak i wielu innych więźniów wielu obozów nie da się ustalić. To jeden z symboli tragizmu II wojny światowej: Maksyma łacińska powiada: Ingrata patria ne ossa quidem habebis - niewdzięczna ojczyzno nie będziesz miała nawet (moich) kości...

Moi goście przebywali w Policach dwa dni. Obfotografowali miejsca związane z II wojną światową i wrócili do Holandii bardziej spełnieni. Przynajmniej będą mieli w oczach obraz miasta nad Łarpią, w którym ostatnie dni swego trudnego życia przeżył skromny fryzjer z Arnhem. Pier miał przy sobie obrączkę ślubną z napisem: Jantine 24-12-22...



Na zdjęciu: Pier van der Horst

sobota, 16 stycznia 2010

Herb Polic

Mamy drugi tydzień Jubileuszowego Roku 750-lecia Polic. Na razie cicho o właściwych obchodach jubileuszu z wiadomych względów. Tymczasem miłośnicy historii Polic nie próżnują i na swój indywidualny sposób czczą ten fakt. Choćby Andrzej Kowalik, kolekcjoner starych pocztówek i nie tylko. Ostatnio nabył oryginalną i rzadką w obiegu kartkę pocztową, która pięknie koresponduje z rocznicą nadania praw miejskich.



Kartka którą mogę dzięki uprzejmości Andrzeja pokazać, jest jedną z cyklu „Herby miast pomorskich”, wydanych na początku XX stulecia. Kartki były drukowane przez Theodora Wendischa w Berlinie.

Na kartce widzimy „szczeciński”, używany przez wieki herb Polic. Swój autonomiczny herb Police mają dopiero od lat 90. XX wieku. Na niebieskiej tarczy widnieje czerwona głowa Gryfa ze złotym dziobem i koroną. U góry nad herbem sterczy korona w kształcie murów miejskich (corona muralis), stosowana w przypadku uznania rangi miasta. Zwykle składa się z trzech do pięciu baszt. Po obu stronach widnieją stanowiące ornament roślinny kształtne labry. U dołu krzyżują się stylizowane gałązki z liśćmi dębowymi i oliwnymi, złączone wstążkami czerwoną i niebieską. Całość wygląda efektownie i stanowi kolekcjonerski rarytas w zbiorach Andrzeja.

czwartek, 14 stycznia 2010

Wielka Orkiestra z historią w tle

Wśród wielu przedmiotów przeznaczonych na aukcję XVIII edycji WOŚP w Policach nie zabrakło akcentów związanych z historią naszego miasta. Znany i popularny twórca portalu www.trzebiez.pl Andrzej Kowalik przekazał do sprzedaży widokówkę datowaną na 1901 rok ukazująca Trzebież z kościołem i otoczeniem. Widokówkę kupił mieszkaniec osady burmistrz Władysław Diakun.



Ciekawe i sympatyczne przedmioty przekazali na aukcję w Miejskim Ośrodku Kultury członkowie Stowarzyszenia Przyjaciół Ziemi Polickiej „Skarb”. Była to „wejściówka” dla 2 osób na liczenie nietoperzy w podziemiach fabryki benzyny syntetycznej 23 stycznia 2010 roku. Ponadto „Skarb” przekazał do licytacji 2 butelki ze szczecińskiego browaru po piwie bergschlos i elysium oraz „Ruiny na bunkrach”, wspomnienia Józefa Jagodzińskiego z pobytu w KL Stutthof Auβenlager Pölitz. Na koniec Dariusz Szaliński i jego znajomi ze stowarzyszenia wręczyli zdjęcie lotnicze z 1944 roku ukazujące zbombardowaną fabrykę, z oznaczonymi, zinwentaryzowanymi przez „Skarb” zachowanymi do dziś obiektami.

Miałem przyjemność prowadzić licytację i sprzedać m. in. te wspomniane przeze mnie przedmioty i pamiątki. Nietoperze za 150 złotych (tyle zlicytowano „wejściówkę”) będzie liczył wspomniany Andrzej Kowalik - miłośnik przeszłości tego miasta, znany kolekcjoner i posiadacz niezliczonej ilości pamiątek z dawnych Polic, Trzebieży i innych miejscowości z terenu gminy.

Dziękuję w imieniu organizatorów Andrzejowi i „Skarbowi” za wsparcie finansowe o kilkaset złotych szczytnego celu, jakim jest ratowanie zdrowia i życia małych Polaków.
.

poniedziałek, 4 stycznia 2010

(Polickie) pozycje wydawnicze 2009 roku

Witamy w nowym roku! Kiedyś mawiano „latoś śliwki obrodziły”. Oznaczało to obfitość plonów choćby w przydomowym sadzie. To powiedzenie choć w zupełnie innym wymiarze ma odniesienie do bibliografii polickiej, czyli takich wydawnictw książkowych, które w całości lub częściowo traktują o mieście lub regionie (Powiat Policki). 2009 rok był nader obfity w książki, albumy, okazjonalne wydawnictwa, które powstały w Policach i Szczecinie. Ukazało się ich aż dziewięć, każda skierowana do różnych grup czytelników, specjalizujących się w zdobywaniu wiedzy o swym ulubionym przedziale minionego czasu.

Dwie pierwsze wydało Stowarzyszenie „Czas Przestrzeń Tożsamość”. „A ty zostaniesz ze mną” Kingi Koniecznej i Andrzeja Łazowskiego, to wspomnienia autochtonów, którzy pozostali lub wrócili po latach na swoje Heimaty. Druga to obszerna monografia „Dobra i okolice” napisana przez Kazimierę Kalitę-Skwirzyńską i Mirosława Opęchowskiego. Pozycja nader obszerna (ponad 300 stron) bogato ilustrowana starymi i współczesnymi zdjęciami.



W połowie 2009 roku w Policach świętowano X-lecie Powiatu Polickiego. Z tej okazji wydano album z fotografiami miejscowości powiatu i wydarzeń, które zaistniały w jego krótkiej historii. Album luksusowy i prawie nie do zdobycia.



Niedługo potem ukazała się sympatyczna nieautoryzowana biografia lubianego i szanowanego w Policach ks. Jana Kazieczko „Podminowany optymistycznie”, którą popełnili księża Piotr Leśniak, Maciej Pliszka i Artur Rasmus. Księga X opowiada o dziejach pobytu w Policach ks. Jana.



W sierpniu podczas III Jarmarku Augustiańskiego w Jasienicy odbyła się promocja książki Hildegardy Kliche, byłej mieszkanki Jasenitz-Jasienicy „Ruchome piaski”. Wspomnienia autorki i kilku innych osób przybliżają z pozycji Niemców obraz powojennych Polic w Enklawie Polickiej.



Nieco później nastąpiła kolejna promocja wspomnień więźnia KL Stutthof Außenlager Pölitz Józefa Jagodzińskiego. Autor opisuje obszernie swój pobyt w podobozie Messenthin - Mścięcinie. Pozycja nader cenna, jako że nigdy dotąd wspomnienia z okresu II wojny światowej nie ukazały się w tak obszernej formie.



Kolejną książką był „Kurs bojowy Stettin” trzech autorów Grzegorza, Jakuba Ciechanowskich i Marka Murawskiego. Książka dotyczy bombardowań Szczecina i Polic w latach 1940- 1945 i dla chętnych poznania wojennych dziejów obu miast jest znakomitym źródłem informacji.



Na koniec przypominam dwie mocno różniące się od siebie pozycje: wspomnienia Barbary Sowińskiej-Adamczyk, mieszkanki Podgrodzia, która w bardzo osobistym klimacie i formie opisuje latach 70. XX wieku gdy zamieszkała koło Nowego Warpna i rozpoczęła jako wychowawczyni pracę zawodową. Ostatnią w minionym roku wydawniczą pozycją książkową były materiały z konferencji popularno- naukowej w 90. Rocznicę Odrodzenia Państwa Polskiego. Konferencja z udziałem znanych speców z zakresu historii międzywojnia XX wieku odbyła się w MOK w 2008 roku. „Drogi Niepodległości” pod redakcją Waldemara Podkańskiego ujrzały dzień jesienią w Policach w nakładzie stu sztuk.



Cechą charakterystyczną wydawnictw regionalnych jest ich oryginalność (zawężenie tematu nieraz np. do małej, ale ciekawej osady, miejsca) i niski nakład. Norma to 1000 egzemplarzy, który często bywa za mały, by wszystkim udało się wydanie nabyć. Jeśli wydawca, sponsor ma możliwości finansowe, następuje wznowienie. Stąd wiele z tych pozycji jest dla czytelnika nieosiągalna. Z mojej wiedzy wynika, że można jeszcze kupić książki o Dobrej, ks. Janie, o bombardowaniu Polic, wspomnienia z Podgrodzia i być może w szczecińskim IPN wspomnienia Jagodzińskiego. Kto kolekcjonuje bibliografię policką niech tropi miejsca, w których można je jeszcze znaleźć. Życzę powodzenia!

sobota, 2 stycznia 2010

750 lat Polic

.
No i stało się, doczekaliśmy 2010 roku, który w historii tego miasta ma szczególne znaczenie. Mija bowiem 750 lat od momentu gdy Barnim I Dobry, książę pomorski nadał osadzie Police prawa miejskie magdeburskie. Miało to ogromne znaczenie dla ziemi między Odrą, a inną rzeką Redową. Police weszły w skład innych ośrodków miejskich, nadających żywe tempo rozwoju regionu.


Dywagacje czy aby nie w innym roku Police otrzymały akt lokacyjny, nie mają teraz żadnego znaczenia. Są bezzasadne. Dokument lokacyjny nie zachował się, ale wcześniej został przepisany i udokumentowany. Ważne, aby rocznicę przeżyć radośnie, historycznie poszerzając wiedzę lokalnej społeczności o nowe fakty z przeszłości miasta.

Jest nam miło jako pierwszym, 1 stycznia Anno Domini 2010, opublikować tłumaczenie aktu lokacyjnego. Wcześniej nikt tego nie dokonał na swym forum. Jest to możliwe dzięki Alicji Kościelnej ze szczecińskiego Archiwum Państwowego, która pozwoliła na swobodne korzystanie z tłumaczenia. Czynimy to z satysfakcją, gdyż pełnego tłumaczenia przynajmniej w formie ogólnodostępnej dotąd nie było!

Jan Matura





Akt lokacyjny Polic Anno Domini 1260

Barnim, z łaski Bożej książę Słowian, wszystkim dokument ten oglądającym (pozdrowienie), na wieki wieków.

Czyny książąt spiesznie idą w zapomnienie, chyba że zostaną utrwalone w piśmie lub w pamięci świadków.

Wiadomym zatem czynimy, tak obecnym jak i potomnym, że my mężom czcigodnym i rozważnym, prefektowi i innym mieszczanom chcącym w Policach zatrzymać się (zamieszkać), nadajemy 70 łanów minus dwa z zaroślami, zagajnikami i lasami dookoła leżącymi, z których 4 łany wolne ze wszystkimi prawami nadajemy kapłanowi kościoła (proboszczowi) i 4 prefektowi (wójtowi miejskiemu) z prawem posiadania, które po niemiecku nazywa się besittinghe.

Obszar jednak, który nazywa się marckschedinghe aż do wielkiego dębu nad stawem który nazywa się Cohegherbrügghe posiada od dawna Duchowe.

Prócz tego (nadajemy) prawo łowienia ryb po obu stronach miasta, jedną milę w dół i w górę, na której (przestrzeni) będą mogli łowić ryby wędkami, niewodami i sieciami.

Także wyspę przed miastem z łąką Wopak i łąką, która nazywa się Yno, tymże (mieszczanom) do użytkowania i pasienia bydła nadajemy.

Jeśli zdarzy się, iż w miejscu, które po niemiecku nazywa się ouervarth zostaną zbudowane sukiennice (Theatrum) z jatkami opłaty lub czynsze nie nam należeć będą się, ale miastu.

Ponadto w lasach naszych mają (mieszczanie) prawo do pasania wieprzy, a także ścinania drzewa na domy i budowle.

Prawo zaś, które Szczecin i inne miasta nasze używają, wraz z ich wolności bez jakichkolwiek przeszkód używać (mieszczanie Polic) na wieczne czasy będą, ponadto od wszystkich ceł (theolonium) ich uwalniamy.

Prefekt (wójt policki) zaś na wodzie (rzece?, stawie?) wyżej wymienionej jeden steyntoch (jaz?) i jedną tamę, która nazywa się Were, ma prawo wybudować, a także jeden młyn na rzece Yasenitze, z którego dla siebie zatrzyma wszelkie dochody.

Jeśli wybudowałby inne młyny na ziemiach dookoła (miasta) leżących, nam będzie się należała połowa dochodów, drugą zatrzyma dla siebie.

Aby zaś w przyszłości nadanie nasze nie doznało żadnych ograniczeń, poświadczamy je naszą pieczęcią.

Świadkami nadania są Gothfridus, wójt w Pyrzycach, rycerze Liberius i Johannes z Brunszwiku, Gobele marszałek, Godeke wójt Szczecina, Berardus, Ludolphus, Theodoricus i Johannes de Vredelitate, mieszczanie policcy (burgenses in Poliz) i inni liczni godni wiary.

Działo się w Pulitz Roku Pańskiego MCCLX.




Tłumaczenie: Alicja Kościelna - Archiwum Państwowe w Szczecinie. Na foto - pomorski, średniowieczny akt lokacyjny.
.
.