poniedziałek, 29 lipca 2013

W cieniu biskupiej Nysy


Wakacje trwają w najlepsze i mijają szybko. Już prawie koniec lipca. Jeszcze jeden miesiąc i wracamy do obowiązków szkolnych, pracowniczych.

W lipcu spędziłem 9 świetnych dni w Kępnicy koło Nysy. Spędziłem pracowicie, bowiem zbierałem ostatnie materiały do autorskiej książki -monografii mojej rodzinnej wsi, którą mam już prawie napisaną, a której promocja odbędzie się w listopadzie tego roku.

W Kępnicy spotkałem się z wieloma ciekawymi i kreatywnymi ludźmi: członkiniami Koła Gospodyń Wiejskich, sołtysem wsi, członkami Rady Sołeckiej, Ochotniczej Straży Pożarnej, księdzem proboszczem, dyrektorem szkoły podstawowej. Wykonałem mnóstwo zdjęć. Najciekawsze ukazują piękno wnętrza kościoła i jego cennego wyposażenia. Ech, żeby tak nasze kościółki gminne miały takie wnętrza! Nasze są ubogie pewnie i z tego powodu, że w większości do końca wojny były protestanckie. Na Ziemi Nyskiej przez stulecia trwało Księstwo Nyskie, a biskupi w Nysie mimo zawieruchy wojny husyckiej, trzydziestoletniej, śląskiej strzegli katolickiej wiary jak oka w głowie. Zdecydowana część kościołów parafii była katolicka, kościoły prezentowały pyszny styl, a dodatkowo jezuici zbudowali w Nysie kolegium i kościół tak piękne, że wiernym zapierało dech w piersiach i trwali przy „swoim” Bogu. Świątynie protestanckie z natury i założenia były surowsze, uboższe w wyposażenie.



W sierpniu jadę jeszcze raz do Kępnicy na Ziemi Nyskiej. Jej historia jest pasjonująca. Na polach pod wsią stacjonowały wojska Husytów, szwedzkie, pruskie, austriackie. Kępnica ponosiła koszty i straty związane z pobytem wojsk. Okoliczne wsie były grabione i palone, ale dumna Nysa odpierała ataki innowierców i armatnie bombardowania kolejnych najeźdźców.



Ta książka bardzo mnie inspiruje, będzie prezentem dla społeczności, z której się wywodzę, którą znam z wzajemnością.







Na zdjęciach kolejno: bryła świątyni mającej rodowód w średniowieczu, później uległa zmianom stylistycznym, rzeźba św. Anny Samotrzeciej z XVI w., obraz wotywny proboszcza Balthazara Chrysostoma Vogla z 1724 r., piękny ołtarz główny z 1700 r. Na koniec okolice Kępnicy ze wzgórzami Dobra 301 i Głowa 304 m. n.p.m. W tle Góry Kotliny Kłodzkiej.
jan

niedziela, 7 lipca 2013

Czar PGR-u

Dotarliście kiedykolwiek do Grzepnicy? To nieduża wieś puszczańska między Sławoszewem a Dobrą. Rozpostarta na skraju Puszczy Wkrzańskiej zachęca do odwiedzenia jej i kontrastów jakie prezentuje. 

Łatwo tu dojechać od Bartoszewa przez Sławoszewo i na choćby godzinę pozostać. Obok zadbanych domów, także stare, które proszą się o remont. We wsi okazały, niszczejący budynek spichlerza i kompleks zabudowań dawnego PGR-u. O jego istnieniu świadczy choćby zapis z 1960 r. w „Kronice Powiatu Szczecińskiego w latach 1945-1961”. Kronika informuje, że w tym roku w powiecie istniało 26 Państwowych Gospodarstw Rolnych, między innymi w Grzepnicy.










Warto wspomnieć, że pierwsze Państwowe Gospodarstwa Rolne rozpoczęły działalność 12.2.1949 r., kilka tygodni po wejściu w życie ustawy. Wcześniej bo już w 1944 r. rozpoczęto reformę rolną, której celem była likwidacja własności ziemskiej. Do 1948 r. przejęto 9,707 nieruchomości o łącznej powierzchni blisko 3,5 mln hektarów. Najwięcej pegeerów powstało w Polsce Zachodniej na tak zwanych Ziemiach Odzyskanych. W województwach szczecińskim, koszalińskim, słupskim, gdańskim i elbląskim, areał PGR-ów obejmował ponad 50 procent powierzchni wszystkich znajdujących się tam użytków rolnych. 


Szybko okazało się, że gospodarstwa były nieefektywne ekonomicznie. Zużycie pasz, nawozów, sprzętu i innych materiałów było w nich dużo wyższe, a produkcja z jednego hektara znacznie niższa niż w gospodarstwach indywidualnych. Mimo to pegeery były hołubione przez władzę i chętnie dotowane z budżetu państwa i funduszu ubezpieczeń. Do 1988 r. pochłaniały ponad połowę środków przeznaczanych na inwestycje w rolnictwie. Likwidacja PGR-ów rozpoczęła się w 1991 r. W ciągu dwóch następnych lat ziemia majątek stały zostały przekazane Agencji Rolnej Skarbu Państwa, która rozpoczęła ich sprzedaż firmom prywatnym.

Jaki los spotkał grzepnicki PGR, widać na zdjęciach. Zniszczone budynki gospodarcze, parku maszynowego świadczą o upadłości zakładu. Inne podobne przedsiębiorstwa miały więcej szczęścia choćby w Dobrej czy Buku, które przejęła osoba cywilna i zakład uratowała.
jan


wtorek, 2 lipca 2013

Wakacje


Dla mnie w szkole to trzeci dzień kanikuły. W MOK jeszcze nie. Choć się rozjeżdżamy, to już pracujemy nad Trzebieskimi Neptunaliami - 27 lipca. Na wakacje mam ambitne plany: dwa wyjazdy do mej małej kępnickiej ojczyzny. Kępnica odległa o 8 km od Nysy jest najważniejszą w mej duszy. Ponadto planuję wyjazd w okolice Torunia do Folgowa. Piękne okolice!


Tu na miejscu marzą mi się liczne rajdy rowerowe do Niemiec: Glashütte, Hintersee, Pampow, Roten Klempenow. A po naszej stronie do Myśliborza Małego i Wielkiego przez Niemcy, do Nowego Warpna, rajd po Gminie Police oraz po powiecie do Pargowa i z powrotem. Co drugi dzień obowiązkowo bieg. Może uda się po przygotowaniu pobiec jesienią 66 moj maraton? Zobaczymy.







Często wracam myślami do zdarzeń, jakie przeżyłem w tym roku w MOK. Dni Polic, Czas na Trzebież, wcześniej WOŚP. Dla mnie  jednak największą niespodzianką był mój...występ sceniczny w spektaklu Teatru Elipsa "A teraz". Ola Słowińska, Piotrek Broda namówili mnie do zagrania małej etiudy poprzedzającej przedstawienie. Miałem zagrać kinooperatora, naturalnie - starego kinooperatora z tamtych lat. Dałem się namówić. Gdyby z nami był Zyzio Zdanowicz, on pewnie zagrałby to jak zawsze w wielkim stylu. A tak padło na mnie. Prezentuję 3 fotki z tego spektaklu, który bardzo mi się podobał, tak jak występ formacji wokalnej PP66 Piotrka Szkockiego prezentującego stare znane standardy hollywódzkie. W przedstawieniu wystąpiły dwie moje uczennice, absolwentki tanowskiej szkoły Paulina i Wioleta.  Było mi miło oglądać je w takiej roli.

jan

foto-archiwum MOK