środa, 28 sierpnia 2013

Moje poznawanie Polski

Podróże są modne. Zwłaszcza w ostatnich czasach. Dziś nikogo nie dziwią wyjazdy znajomych do Egiptu, Grecji, Hiszpanii, na Kretę czy Majorkę. W Polsce nagminnie oblegane są góry szczególnie Tatry, miejscowości nadmorskie. Słabo znamy wschodnie obrzeża Polski. Celem wycieczek są największe polskie miasta: Warszawa, Wrocław, Gdańsk, Poznań, Wrocław, Kraków.

Gdybym miał dokonać bilansu mógłbym stwierdzić, że znam wszystkie miasta wojewódzkie, ponad sto innych mniejszych. To dzięki uprawianiu sportu. A ile znam polskich, sielskich wsi? Pięknych, niezwykłych, niepowtarzalnych położeniem, usytuowaniem z uroczymi kościółkami, wiekowymi cmentarzami, przydrożnymi kapliczkami i krzyżami, z domami chylącymi się ku upadku i nowymi tworzącymi kontrast? Ja znam ich kilkaset! Dokumentuję je do swego użytku, wracam do nich wspomnieniami.
















Właśnie wróciłem z Opolszczyzny, z Ziemi Nyskiej, z mojej rodzinnej Kępnicy. Wykonałem tam grubo ponad 200 fotografii. Wędrując przez wsie byłego Księstwa Nyskiego prezentuję tylko 9. A na nich od góry: specyficzna, stosowana na Śląska Opolskim „boczna” zabudowa budynków na wsi - Kępnica, kościół z wolno stojącą obronną wieżą z 1609 r., słupy bramy wjazdowej na posesję - Niwnica, ulica wiejska, charakterystyczna dla Ziemi Nyskiej kapliczka słupowa, budynek, w którym niegdyś była poczta - Wierzbięcice, wiekowe świątynie w Hajdukach i Starym Lesie. Na koniec sielski obrazek - żniwa w Kępnicy.

jan

czwartek, 15 sierpnia 2013

Urok starej szkoły

Jutro (piątek) o tej porze 17.30 będę już w Kępnicy na Opolszczyźnie. Jadę tam by z synem Karolem, z siostrą  Marysią i siostrzeńcem Johnkiem  popływać po Jeziorze Nyskim, a także wejść   na Biskupią Kopę, po czesku Biskupskou Kupe - 899 m n.p.m. Graniczny szczyt zaatakujemy od strony czeskiej.

Tymczasem szkoła za pasem. Moja ponad 50. letnia „buda”, przed inauguracją nowego roku szkolnego wyszlifowana przez panie woźne na błysk. Ja zaś grzebiąc w swoich archiwach znalazłem 3 fotografie z dawnej tanowskiej szkoły.


Na pierwszej z nich uczniowie klasy pierwszej. Na ścianie ilustracje. Poznajecie psa Asa, Alę biegnącą oraz Alę i Asa? Pod ścianą liczydło, a w rogu „kącik czystości”. Dziewczynki i chłopcy odziani w fartuszki i koniecznie białe kołnierzyki. Łza się w oku kręci...

Drugie zdjęcie przedstawia lekcję biologii, którą prowadzi Pani Aniela Ziemba. Z prawej strony piec kaflowy, który zimą, w chłodne dni ogrzewał klasę. Każda klasa miała swój piec kaflowy. Kto palił w piecach? Oczywiście woźny(a) lub konserwator, jeśli taki w szkole był.


Zdjęcie trzecie - uczniowie klasy VII. Początek lat 60. XX w. Wyż demograficzny. Klasy liczyły do 30. i więcej uczniów, były liczne.



Tymczasem w Kępnicy do której się udajemy, ostatni szlif mojej „Kępnicy” Książka już gotowa, muszę wykonać ostatnie zdjęcia i na początku września przejmie ją do składu syn Jakub. W listopadzie promocja monografii w wiejskiej świetlicy w Kępnicy z udziałem wielu znamienitych, sympatycznych gości. W chwilach wolnych w rodzinnej wsi planuję codzienny wypoczynek w biegu, wędrówki po okolicach i spotkania przy grillu z rodzeństwem i znajomymi. Pogoda ma dopisać!
jan

niedziela, 11 sierpnia 2013

Potęga roweru

W sobotni kolejny ranek 10 sierpnia tego roku ponownie ruszyłem rowerem przed siebie. Miałem do pokonania  40 km.  Obrałem sobie za cel rzadko odwiedzane i znane policzanom wsie i osady. Choćby z tego względu, że leżą na obrzeżach gminy, okolone prastarą Puszczą Wkrzańską.

Trakty, którymi się poruszałem w skali szkolnej mogę ocenić od 1 do 6. Z tym, że szóstkę wystawiam jedynie odcinkowi drogi między Niekłończycą a Jasienicą, który przejechałem. Pozostałe drogi to dziury, wyboje i wypukłości przez rozrastające się korzenie drzew.


Z Tanowa via Tatynia ruszyłem do Jasienicy. Tam skręciłem na Karpin. Minąłem leśniczówkę Turznica i po kilku kilometrach dotarłem do Nowej Jasienicy. A w niej cisza, spokój, zaledwie kilka domów. Niegdyś była tam smolarnia. W XVIII w. przybyli pierwsi koloniści. Dawniej i dziś w Nowej Jasienicy mieszkało i mieszka ledwie kilkadziesiąt osób. W tym miejscu odnosi się wrażenie, że czas stanął w miejscu.


W Nowej Jasienicy przy drodze stoi swoisty drogowskaz - krzyż. Od niego odbijają dwie drogi do Karpina i do Drogoradza.

Dotarłem tam szybko, wszak to niespełna 3 km. Na skraju wsi odwiedziłem przedwojenny cmentarz. Jest tam krzyż z cyklu krzyży - pomników stojących w niektórych wsiach, by przypomnieć żyjącym znaczenie miejsca. To inicjatywa Gminy porządnego załatwienia sprawy poewangelickich cmentarzy na jej terenie.








W cichym, sennym Drogoradzu, rozrzuconym po wielkiej puszczańskiej polanie uwagę zwraca krzyż przydrożny, struga Karpina i rozpadająca się dawna szkoła - Grundschule. Na łące dojrzałem żerujące, krzykliwe żurawie. W Drogoradzu niegdyś pozyskiwano limonit, rudę darniową, którą kruszono w nieistniejącej dziś młotowni i wywożono do huty w Torgelow. Jeszcze dziś w Karpinie można z dna potoku wydobyć bryły limonitu. Kilka takich znajduje się w GHP. Po wyczerpaniu złóż, ludzie zajęli się pracami leśnymi, rolnymi.




Wracając w kierunku Tanowa zatrzymałem się w Niekłończycy. W pobliżu kościoła stoi budynek dawnej szkoły. Uczył się w niej znany w Policach Günter Schmidt, orędownik pojednania niemiecko - polskiego, były mieszkaniec Königsfelde - Niekłończycy. To on ufundował pamiątkową tablicę, która stoi obok kościółka opodal byłego okazałego postumentu pamięci poległych mieszkańców wsi podczas I wojny światowej.

Potem szybko w około 3,20 min/km pomknąłem do Tanowa przez Jasienicę. Brakło czasu by odwiedzić Cześka Piekarskiego, operatora TV Kablowej, który buduje kolejną makietę. Tym razem nieistniejącego polickiego ratusza.

Tego dnia pokonałem 40 km drogami gminy. Zabawa była świetna: dobry sportowo - rekreacyjny trening, wiele wrażeń i satysfakcji. Następnym razem chcę się wybrać nową drogą z Dobieszczyna do Nowego Warpna. A potem wzdłuż granicy po niemieckiej stronie przez wsie byłego powiatu Randow.

Na zdjęciach kolejno: stary dom i przydrożny krzyż w Nowej Jasienicy, cmentarz, potok Karpina,  niszczejąca szkoła, żerujące żurawie w Drogoradzu, a na koniec budynek dawnej szkoły w Niekłończycy.

jan

niedziela, 4 sierpnia 2013

Rowerem śladami przeszłości

Wreszcie znalazłem czas, by w sobotni poranek 4 sierpnia rano o 6.30 wyruszyć na 30 km wycieczkę z Tanowa na Głębokie i przez Wołczkowo, Dobrą, Grzepnicę, Sławoszewo, Bartoszewo wrócić do miejsca zamieszkania.

Pogoda była wyśmienita, poranny chłodek zachęcał do pedałowania i oglądania się wokół siebie. Zrobiłem dwa przystanki by odwiedzić w Wołczkowie  cmentarz oraz kościół i w Dobrej kościół.





Te dwie świątynie są zabytkami dużej klasy. Kościoły kamienne, w Wołczkowie z dobudowaną ceglaną wieżą i w Dobrej pochodzą z XIII w. Oba mają portale uskokowe. W Dobrej przebudowany w 1875 r., o czym informują metalowe cyfry wkomponowane w cegły. W Wołczkowie kościół jest odnawiany w ramach projektu unijnego Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich. Efekty już widać: brukowy trotuar wokół kościoła, świeżo odnowione ściany obiektu, prace na  przykościelnym placu. W rogu pod murem dojrzałem resztki płyt nagrobnych sprzed 1945 r. W Wołczkowie jest wiele stodół sygnowanych datą budowy i inicjałami posiadacza. Jedna z nich jest „moja” – „1902 JM”.






W Dobrej na przykościelnym placu widnieje dzwonnica z niewielkim dzwonem wykonanym w pracowni Vossa w Szczecinie, tablica poległych mieszkańców gminy Dobra w wojnie 1914-1918. Niestety w dniu mojej wizyty oba kościoły były zamknięte i pewnie można ujrzeć ich wnętrze tylko podczas mszy i nabożeństw. W tym momencie wielki ukłon w stronę mojego tanowskiego proboszcza Marcina Madeja, który po objęciu probostwa zamontował kratę ochronną w kruchcie i w każdym momencie można tu w Tanowie zatrzymać się, by pomodlić się spoglądając jednocześnie na wnętrze.

Na zdjęciach kolejno: kościół, mini lapidarium, szczyt jednej ze stodół w Wołczkowie, kościół w Dobrej, data przebudowy ściany południowej świątyni, płyta pamięci poległych podczas I wojny światowej w gminie Dobra.
jan