wtorek, 24 września 2013

Kronikarz Thomas Kantzow

By dobrze poznać historię kraju, regionu, ziemi należy korzystać ze źródeł historycznych: pism, dokumentów, map, rycin, zdjęć, pieczęci, zapisów kronikarskich. Im bliżej czasów współczesnych takich źródeł jest więcej. Im dalej - mniej. Niektóre zdarzenia opisywane są jako prawdopodobne, możliwe. Poddawane są analizom i przypuszczeniom historyków.

Kronikarze Gal Anonim, Ibrahim ibn Jakub i wielu innych są autorami jednych z najcenniejszych źródeł informacji. Do tego grona trzeba dołączyć Thomasa Kantzowa, autora dzieła Chronik von Pommern - 1535.


Tomasz Kantzow 1505-1542 po ukończeniu studiów w Rostocku został pisarzem na dworze książąt pomorskich Barnima IX oraz Jerzego I, oraz Filipa I Wołogoskiego. Między 1538 a 1542 r. przebywał w Wittenberdze u Filipa Melanchtona. Tam nieoczekiwanie zmarł. Został pochowany w szczecińskim kościele NMP.



Powyżej rycina z XVI w.: budowa kościoła

Thomas Kantzow wysoce wykształcony kronikarz w swoim dziele - Kronice Pomorza pisze dużo o Ziemi Pomorskiej. Wśród opisów zamierzchłych czasów rozprawia m.in. o Odrze, Zalewie Szczecińskim, Policach, Nowym Warpnie, Pilchowie, Tatyni, Jasienicy, Trzebieży. Informacje te są z reguły krótkie, epizodyczne, wkomponowane w wielką historię Pomorza.
W Kronice mnóstwo opisów, ciekawostek. Między innymi barwna przypowieść o 2 braciach, opis śmierci księcia Barnima pod Dobieszczynem, problemach księcia Filipa zagrożonego przez dzika, czy moment gdy ks. Bogusław X popadł w nałogi pewnej niewiasty.

Jest wiele informacji o władcach pomorskich. Opisane są urodziny, zgony książąt. Bardzo interesujące są informacje o Pomorzanach ich kulturze, łowiectwie, wierzeniach, wojskowości i uzbrojeniu, władzy, ziemiaństwie, poddanych, prawach, zwyczajach. Pisze o gniazdach rozbójniczych, chorobach, pomorach, o reformacjach na Pomorzu, wojnach, sporach, wyprawie do Ziemi Świętej.

Uff! Kronikę Kantzowa czyta się jak baśń, cięgiem, nieustannie do przysłowiowej „ostatniej deski”. Barwny język przenosi czytelnika w niezwykły świat, tygiel zdarzeń, w którym ludzie są jak pionki na szachownicy. Są a potem systematycznie opuszczają pole zdarzeń.
jan









niedziela, 15 września 2013

Tatynia - Hagen

Osobliwością Tatyni jest niewątpliwie kościółek p.w. św. Pawła Apostoła ze schyłku XVII w. Ale także dwa ewangelickie cmentarze. W niedzielę 15 września 2013 r. oznaczono drugi z nich pamiątkowym krzyżem. Na jednym z nich, starszym z XVIII w. postawiono podobny krzyż w 2012 r.

Tym samym lista nekropolii, na których stanęły krzyże z tabliczkami informacyjnymi w języku polskim i niemieckim zwiększyła się. Podobne stoją już w Trzebieży, Drogoradzu, Niekłończycy. Jest to niewątpliwie zasługa i zabiegi Jana Antoniego Kłysa, który w Gminie sprawami historii regionalnej i ochrony spuścizny od kilku lat się zajmuje.






Tatynia niegdyś znacząca wieś w powiecie Randow po wojnie jest często odwiedzana przez byłych mieszkańców Hagen. Tak było też i tym razem. To efekty zabiegów i starań mieszkańców Berlina Waltera Büttnera i Petera Augustina, którzy takie wizyty organizują. Tu na miejscu starania czyni Agnieszka Lerska - sołtys wsi. Mieszkańcy dawnego Hagen i Tatyni spotkali się w kościółku na mszy św. Po poświęceniu krzyża przez ks. Waldemara Szczurowskiego w obecności przewodniczącego Rady Miejskiej Witolda Króla, wszyscy udali się do świetlicy Rady Sołeckiej na słodki poczęstunek. Tam nadarzyła się okazja do rozmów, pokazania zdjęć, dokumentów. W luźnej rozmowie okazało się na przykład, że w domu z numerem 45, w którym mieszka dziś rodzina Andrzeja Praskiego, do końca wojny mieszkała rodzina Thoms. Margret Thoms przywiozła z sobą Stammbuch Familie Thoms, rodzinną książeczkę zawierającą dokumenty rodzinne, akty urodzenia.






Na zdjęciach od góry: Msza św. sprawowana przez proboszcza ks. Waldemara Szczurowskiego, Walter Büttner, zgromadzeni pod krzyżem mieszkańcy Hagen - Tatyni, zachowany i pielęgnowany grób małżeństwa niemiecko - polskiego Luizy z domu Huber i Franciszka Rozalik, smutne resztki dawnego cmentarza, Margret Thoms, dziś mieszkanka Strausberga.

jan

sobota, 7 września 2013

Historycznie w Jasienicy

Za nami VII Jarmark Augustiański. Ta impreza organizowana od początku przez MOK ma swych wiernych uczestników, widzów, wystawców. Moim zdaniem jest potrzebna, gdyż lansuje Jasienicę jako miejsce historyczne, oraz z tego powodu, że swym charakterem odbiega daleko od typowej imprezy masowej z wielką sceną, zespołami dla młodszych i starszych, mnogością stoisk konsumpcyjnych.

Niektóre polickie media opisały już i pokazały Jarmark. Stąd zamieszczam jedynie kilka fotografii oraz wizerunek awersu pamiątkowej monety, którą miałem na tę okoliczność przyjemność zaprojektować.

Poniżej wrocławska grupa Gwardia Gryfa w widowisku "Trzy żywioły"


Jarmark pracowicie dokumentował Tomek Łój


A tu nasza MOK - owska Marta Krysztofik przyglądająca się popisom rycerzy


I oni sami walczący do pierwszej krwi


jan