środa, 31 grudnia 2014

AD 2014-tego nie zapomnę.Tekst nieco osobisty

Koniec roku, czas na podsumowania, osobiste refleksje, oceny. Czynię to niniejszym kusząc się o bardzo osobiste refleksje. Taką możliwość daję mi autorski blog Police750.   

2014 rok był dla mnie istotny z wielu powodów. Te najważniejsze to wyzwania jakich się podjąłem dodatkowo poza pracą, życiem osobistym. Zanim jednak o nich wspomnę kilka słów o wydarzeniach, które były dla mnie ważne, organizowałem je lub w nich uczestniczyłem. W szkole był to kolejny Szkolny Dzień Olimpijczyka, który organizuję od lat. Impreza skupia wszystkich uczniów mej szkoły w Tanowie, przedszkolaków i wychowanków SOSW w Tanowie. Na stadionie gromadzi się ponad 200 małych sportowców, zaproszeni goście. Najważniejsi z nich to olimpijczycy. W tym roku był nim niegdyś znakomity kolarz, olimpijczyk Rajmund Zieliński. Wcześniej w Tanowie gościli olimpijczycy, paraolimpijczycy: pływacy, wioślarze, lekkoatleci, medaliści mistrzostwa świata, Polski. Po wniesieniu flagi olimpijskiej, odczytaniu apelu olimpijskiego rozpoczyna się rywalizacja w biegach, grach zespołowych, zabawach ruchowych. To wielka impreza jednocząca społeczność szkoły. A tanowska „buda” jest szkołą niewątpliwie sportową!



To było w szkole, a w MOK? W maju współorganizowałem i prowadziłem w rynku Starego Miasta I Piknik pod Sediną. Rynek w nowej szacie, mała scenka i ludzie - wykonawcy, widzowie. A dookoła rynek jaki znamy ze swą specyficzną scenerią i atmosferą. Bardzo cieszyła mnie ta impreza, gdyż na sercu leży mi ożywienie kulturalne tego miejsca grodu. Poszliśmy za ciosem i już w czerwcu w Parku Staromiejskim zorganizowaliśmy wielki koncert „Brzmienia Wolności” na 25 lecie odzyskania wolności. Koncert zgromadził wielu policzan. Na scenie muzycy pod kierownictwem Piotrka Brody, jednego z pomysłodawców i organizatorów przedsięwzięcia. Impreza udowodniła jak wielu utalentowanych ludzi (w tym wypadku muzyków) nas otacza i jak wielkie rzeczy w wymiarze środowiskowym, regionalnym potrafią dla dobra innych uczynić. 

 


Kulturalnym zwieńczeniem MOK-owskiego roku był I Muzyczna Wigilia na Starym Mieście. Wiekowy plac został rozśpiewany przez chóry, formacje muzyczne. Pogoda nam dopisała, widownia też, stąd z satysfakcją odnotowałem już drugą sporą imprezę zorganizowaną dla tamtej części miasta i ich mieszkańców.

Mijający rok był dla mnie nader pracowity w zgłębianiu i przybliżaniu poprzez publikacje historii małych ojczyzn. Współpracowałem wraz z innymi autorami w tworzeniu Encyklopedii Polic, która ma się w 2015 r. ukazać. Pochłonęła mnie praca nad spisaniem historii podnyskiej wsi, w której mieszkałem, uczęszczałem do szkoły, w wolnych chwilach bawiłem się z rówieśnikami. Zostałem zaproszony do napisania pozycji Hajduki Nyskie wczoraj i dziś. Monografia została wydana z inspiracji Stowarzyszenia Rozwoju Wsi Hajduki Nyskie. Szata graficzna, jakość edytorska sprawiły mnie i wydawcom wiele satysfakcji. Sprawą nobilitującą dla mnie i pomysłodawców była promocja pozycji w Muzeum Nyskim 9 listopada AD 2014. Wypełniona po brzegi sala, znamienici goście w tym burmistrz, starosta, przedstawiciele sejmiku woj. opolskiego, moje rodzeństwo, przyjaciele, znajomi z Ziemi Nyskiej i osoba najważniejsza - moja polonistka, najlepszy, charyzmatyczny nauczyciel mego życia prof. Kornelia Czaja, która uczyła mnie języka polskiego w nyskim LO - słynnym Carolinum.

Pod koniec roku zostałem zaproszony przez Jana Antoniego Kłysa do napisania tekstu do II Rocznika Historycznego Polic. Napisałem artykuł Gród słowiański w Mścięcinie w IX-XI wieku. Ten okres przeszłości jest mało znany policzanom i sądzę, że warto go (gdy ujrzy światło dzienne) przeczytać przenosząc się w czasy najpierw neolitu, potem średniowiecza.

W pamięci zapadły mi kolejne wizyty w Kępnicy i Hajdukach, rodzinnych wsiach odległych od biskupiej Nysy o kilka km. Mam tam wielu znajomych, przyjaciół. Tam spędziłem dzieciństwo. Stamtąd w 1974 r. ruszyłem do wojska, by po służbie zamieszkać najpierw w Szczecinie, potem Policach, teraz w Tanowie. 

 

  


W maju odwiedziłem Hajduki, by spotkać się z członkami Stowarzyszenia: Jackiem Czuchraj, Aliną Szczerską, Zygmuntem Zyskiem i wieloma innymi zacnymi ludźmi. Celem spotkania była książka, która miała się ukazać pół roku później. We wsi byłem kilka godzin wraz z siostrzeńcem Januszem. Kilka z nich spędziłem sam na sam z majestatem świątyni z XIII w. Sam na sam z Bogiem Wnętrze pyszne, wyposażenie piękne, a polichromia z przełomu XV/XVI w. udowadniała istnienie Stwórcy ukazanego w Pasji. Wykonałem dziesiątki zdjęć, z których kilkanaście wykorzystałem w monografii. Dużym przeżyciem było dla mnie trzymanie w ręku pacyfikału wykonanego w nyskim warsztacie złotniczym Marcina Kondziołki. Mistrz wykonał to dzieło w 1667 r. dla świątyni w Hajdukach. Dowodzi tego stosowna inskrypcja. Z wieży kościelnej rozlegała się niepowtarzalna panorama okolic z majestatyczną królową Gór Opawskich Biskupią Kopą. Na horyzoncie za barwnymi polami widniał zarys gór Kotliny Kłodzkiej i Jeseników na Morawach. A tuż tuż panorama rozległej Nysy z masywną sylwetą katedry św. Jakuba. 

 

 
  


Okres jesienny zapamiętam z chrzcin naszego nowego członka rodziny, wnuczki Hani, prezentu córki Katarzyny, która ową latorośl powiła. Schyłek roku to również jubileusz 40-lecia mojej pracy. Nie do wiary. To już tyle czasu? Okazuje się, że tak. Trzeba będzie z tej okazji z kolegami i koleżankami z MOK i szkoły spotkać się przy „małym co nie co”. Mam szczęście od życia. Wykonuję od wielu lat pracę, którą uwielbiam. Wspiera mnie rodzina, pracuję z ludźmi: dziećmi, młodzieżą, dorosłymi. To wielka frajda i satysfakcja dla mnie. To także wyzwanie, by w różnych sytuacjach sprostać oczekiwaniom, spełnić dobrze swą misję, rolę, mieć z tego satysfakcję i czuć zadowolenie współpracowników. Udaje mi się to gdyż otaczają mnie ludzie życzliwi, ciekawi, utalentowani, pracowici, po ludzku fajni. I niech tak będzie w 2015 roku i następnych.



Aha! Na koniec wybory samorządowe. Policki samorząd lokalny (ten demokratyczny) obserwuję od 1990 r do dziś. Wyniki wyborów do VII kadencji samorządu gminnego nie zaskoczyły mnie. Wypadły tak jak przypuszczałem. Pożegnałem, kilku kolegów radnych, gratulowałem come - backu tym, którzy powrócili po przerwie. Wszystkich ich znam i na współpracę dla dobra środowiska się piszę.

W nowym 2015 roku życzę wszystkim, których znam osobiście bardzo blisko, na co dzień, spotykam w różnych sytuacjach życzę zdrowia i powodzenia! Niech Wam się wiedzie!

jan


środa, 24 grudnia 2014

czwartek, 11 grudnia 2014

Moje Anioły

Fascynowały mnie zawsze. Piękne, wyniosłe, smutne, sympatyczne, świąteczne, nostalgiczne, radosne, duże, małe, sakralne, cmentarne, świeckie jako ozdoby. Anioły mego życia.

Te duchowe niegdyś żyjące (większość ich w Niebie), te otaczające mnie w domu, pracy, środowisku. Poświęciłem im swego czasu wystawę w Miejskim Ośrodku Kultury. Zgromadziłem wówczas w holu i na I piętrze wielu gości, którzy podziwiali anioły zgromadzone na wystawie, malowane, rzeźbione, w płaskorzeźbie.



Najpiękniejsze są bodaj cmentarne, zadumane, opłakujące zmarłego. Wzruszające są te stojące nad mogiłą dziecka. Anioły, dobre duchy!



Szczególną grupę w anielskiej hierarchii zajmują anioły chrzcielne. Niegdyś bardzo popularne, podwieszone u pułapu świątyń, dzierżące w ręku konchę ze święconą wodą. Były w kościele w Stolcu, Tatyni, Tanowie, Przęsocinie...Niewiele się z nich zachowało.



Na zdjęciach prezentuję nieistniejącą rzeźbę z tatyńskiego kościółka i niezwykłego anioła, który cieszy oko do dziś w Nowym Warpnie. Wisi pod sufitem stanowiąc jeden z elementów pysznego we wnętrzu kościoła. Ostatnie zdjęcie wykonałem samowyzwalaczem w latach 70. XX w. Przedstawia mnie obok rzeźby anioła strzegącego wejścia do kaplicy grobowej arystokratycznego rodu von Magnisów w Ullersdorf - Ołdrzychowicach Kłodzkich w Kotlinie Kłodzkiej. Prawda, że piękny?
jan