środa, 26 listopada 2008

Lokalny biały kruk

Leży przede mną pożółkła, niepozorna broszura formatu A-5. Niepozorna z wyglądu, a jednak niezwykła, cenna, pierwsza pozycja wydawnicza dotycząca Polic, historii miasta. Okoliczność wydania równie oryginalna: 700-lecie nadania praw miejskich Policom.



Jej autorzy Tadeusz Noszczyk i Eugeniusz Tegler w 1960 roku we wstępie piszą: ”Niniejsza broszurka, wydana z okazji 700- lecia istnienia Polic oraz 25 rocznicy Wyzwolenia stanowi pierwszą próbę usystematyzowania zebranych na gorąco niezwykle cennych a przy tym nader skąpo zachowanych materiałów, związanych z historią miasta. I dalej piszą znamienne słowa, które w czasach nam współczesnych ziściły się „Broszurka ta winna stać się bodźcem dla podjęcia dalszych prac badawczych nad stworzeniem szczegółowej monografii tej starej, słowiańskiej osady”.

Pierwsza policka pozycja wydana została przez Komitet Wojewódzki PZPR w Szczecinie pod redakcją Zdzisława Czaplińskiego. Zawiera niewiele, bo 20 stron. Praca zawiera trzy rozdziały. W pierwszym opisano „Krótki rys historyczny miasta”. Drugi to „Police po 15 latach Polski Ludowej” i trzeci nader ciekawy „Police jutro”. Broszurę czyta się wartko i z ciekawością. Autorzy operują dobrym językiem, obrazowo ukazują w krótkich informacjach dzieje miasta. Serwują sporo dat i dwie legendy, w tym jedną z wersji o Bogusławie X, księciu pomorskim, który wypoczywał opodal Polic pod dębami.

Część druga zawiera kilka faktów trącających o wątpliwości. Data wejścia wojsk Armii Czerwonej wskazana jest na 20, a nie 26 kwietnia 1945 roku. Dowiadujemy się, że aż blisko połowa, bo 45-50 % domów mieszkalnych zostało zniszczonych podczas wojny. Sporo informacji o tworzonych zakładach pracy: Spółdzielni Zaopatrzenia „Dobrobyt”, Spółdzielni Kaflarskiej, Krawieckiej, które zatrudniały około 250 pracowników. Mowa o 4 szkołach podstawowych z 1700 uczniami, o Państwowym Ośrodku Wychowawczym, kinie „Bajka” i kinie związkowym na IV osiedlu. Wspomina się świetlice ZMS i ZBOWiD. Napisano o 27 sklepach, w tym dwóch prywatnych.

W rozdziale III autorzy snują wizję przyszłych Polic. Najważniejsze priorytety ówczesnych władz to:
- stworzenie nowych miejsc pracy,
- rozbudowa własnej bazy przemysłowej w oparciu o istniejące możliwości po byłej fabryce benzyny syntetycznej, zlokalizowania tam kilku zakładów przemysłowych,
- rozbudowa Spółdzielni Kaflarskiej, unowocześnienie zakładu i sposoby wypalania kafli nie drewnem, lecz elektrycznie,
- rozwój urządzeń i usług komunalnych,
- rozbudowa szkoły podstawowej nr 1,
- przeniesienie kina „Bajka” na ul. Grunwaldzką,
- instalacja budek telefonicznych, lamp jarzeniowych, uruchomienie stacji benzynowej,
- odbudowa dworca kolejowego,
- uruchomienie łaźni miejskiej, urządzenie kilku ogródków jordanowskich,
- usprawnienie działalności placówek handlu detalicznego.

Takimi sprawami żyli wówczas policzanie i ówczesne władze, w 1960 roku, 48 lat temu. Broszura jest zapisem tamtych czasów sporządzona niemal świeżo, bo zaledwie 15 lat po wojennej gehennie. Jest niezwykle cennym zabytkiem piśmiennym dotyczącym Polic. Mogłem ją poznać dzięki panu Romanowi Choroszyńskiemu - przewodniczącemu Miejskiej Rady Narodowej w Policach w latach- 1962- 1972.

środa, 19 listopada 2008

O Policach w Polskim Radio

Chyba z dwa lata temu o Policach mówiono już w Polskim Radio. Audycja „Szczecin we wtorek” prowadzona przez Agatę Rokicką i Arkadiusza Bisa wychodzi nieraz poza granice wielkiego miasta i przybliża słuchaczom inne miejsca, godne uwagi. Wówczas w studio zasiedli dwaj pracownicy szczecińskiego IPN, przedstawiciele Stowarzyszenia „Skarb” oraz ja. Dyskusja była zawężona do okresu II wojny światowej, fabryki benzyny syntetycznej oraz obozów wokół niej istniejących.



>>> POBIERZ PLIK Z ZAPISEM AUDYCJI

Tym razem we wtorek 18 listopada w studio zasiadłem wraz z synem Jakubem. Obu nas oprócz więzów krwi łączy m. in. zainteresowanie Policami, ich losem od samego początku istnienia. Rozmowa tym razem skoncentrowała się na zbliżającej się rocznicy 750- lecia nadania praw miejskich miastu nad Łarpią. Jubileusz to nader zacny i warto wszem i wobec ogłaszać ten fakt. Niewiele jest miast pomorskich lokowanych wcześniej niż Police.

Rozmowa inspirowana przez Agatę i Arka- twórcy znanego portalu szczecińskiego „Sedina”, potoczyła się wartko. Ja mówiłem o przeszłości miasta, zaś Jakub o miejscach wartych odwiedzenia. Mówiliśmy o ludziach związanych z Policami przed II wojną światową oraz o współczesnych policzanach, którzy pracują, m. in. Wiesław Gaweł, Edward Fudro, Aleksander Doba lub pracowali na rzecz promocji miasta- dr Włodzimierz Brzeziński i Krzysztof Toboła. Wspomnieliśmy stowarzyszenia: „Skarb”, „Impuls”, „Łarpia”, „Czas- Przestrzeń- Tożsamość”. Mówiliśmy o relacjach z Niemcami, Miejskim Ośrodku Kultury, Jarmarku Augustiańskim, polickim lapidarium o osobliwościach miasta, które przez turystów jest omijane.

Nadchodzący jubileusz jest możliwością zamiany tego stanu rzeczy. Police niestety nie leżą na szlaku n. p. południe- północ jak inne miasta. Jadąc do Szczecina nie przejeżdżamy przez Police. Musimy tam dojechać „extra”. Stąd, aby ściągnąć do miasta autokar pełen turystów, trzeba odpowiedniej reklamy i zachęty do pofatygowania się 15 km dalej na północ.

Mówiliśmy o dobrej atmosferze jaka panuje w Policach w kierunku zgłębiania przeszłości miasta oraz tworzenia tradycji dziś, która za lat 20-30 będzie już faktem i historią współczesnych Polic. Wspomnieliśmy o planach wydawniczych, które mamy zamiar zrealizować.

Nasza wizyta w studio była świetną okazją do promowania Polic. Warto to czynić gdzie się tylko da. Mamy pomysły na dalsze działania w tym kierunku!

wtorek, 18 listopada 2008

Na obrzeżach Polic

i Podpolickie Mścięcino podobnie jak Jasienica rozwijało się zawsze w cieniu Polic, choć wzmianek o tym miejscu w źródłach jest nader wiele. Choćby z tego powodu, że Mścięcino było nabywane przez kolejnych właścicieli. Ta część Polic słynie przede wszystkim z istnienia grodziska u zbiegu ulic Dębowej i Asfaltowej. W IX wieku plemię słowiańskie rozpoczęło budowę, a później kontynuowało rozbudowę grodu. Był on jednym z wielu, które okalały Szczecin. Gród istniał do XI wieku po czym ludność osady zaczęła się przemieszczać na północ w okolice dzisiejszego rynku, tworząc strukturę centrum przyszłego miasteczka.



Zapiski dotyczące najwcześniejszych dziejów osady pochodzą już z 1333 roku, a dotyczą sprzedaży przez szczecińską radę miasta ¼ części wsi Mścięcino nazwanego grodziskiem Burchardowi von Schwennenz. Mścięcino, niektóre jego części było sprzedawane i przechodziło do kolejnych właścicieli jeszcze kilkukrotnie. W 1634 roku ¾ Mścięcina za 300 guldenów od Anny Glinde, pozostałe ¼ od Barthela Halle kupił Szczecin. Podobnie jak w Policach także w Mścięcinie rozwijało się rzemiosło i drobny handel. Spis z 1777 roku wymienia 3 działających kmieci, tyleż samo budników i 19 rybaków. Na słynnej mapie Lubinusa obok Polic osada Messenthin widnieje już w 1618 roku.



Turystyczny rozwój Mścięcina rozpoczął się na przełomie XIX/XX wieku, gdy do osady dotarła ze Szczecina kolej żelazna. Mścięcińskie Towarzystwo Miłośników Lasów wytyczało ścieżki piesze po Lesie Mścięcińskim i dalej w kierunku Przęsocina, Tanowa i północnych dzielnic Szczecina. Ze wzgórza Pfingsberg /dzisiejszy zarośnięty koniec ulicy Palmowej/ roztaczał się imponujący widok na nadodrzańskie łąki i okolice. Z myślą o turystach otwarto restauracje Waldhalle, w centrum lasu nad stawem powstała restauracja Mueckenmuehle, a także Landhaus i Kurhaus. Wszystkie oferowały posiłki, napoje, potańcówki, noclegi. Urządzały chrzciny, wesela, spotkania okolicznościowe, związkowe, stypy.



Istotna rozbudowa osady nastąpiła na przełomie XIX i XX wieku. Do ulicy głównej Dorfstrasse, dobudowano, wytyczono kolejne o wdzięcznych powojennych nazwach Palmowa - Villenstrasse, Cisowa, Klonowa, Dębowa. Przy ul. Wiejskiej w otoczeniu starych wiązów, pomników przyrody dochodzących w obwodzie pnia do 7,60 metra stała ozdoba osady, ryglowy kościółek z końca XVII wieku. Wnętrze świątyni było interesujące z ołtarzem, kazalnicą, obrazami i zwisającym z pułapu modelem statku podkreślającym charakter nadodrzańskiej osady. Wyposażenie kościółka opisuje precyzyjnie Hugo Lemcke. Wymienia m.in. srebrny kielich o wysokości 21 cm, dwa wykonane w brązie lichtarze z 1643 roku, żyrandol z 1752 roku, dzwon z 1689 roku Nieopodal świątyni stał tętniący życiem Dom Strzelecki, centrum wydarzeń kulturalnych organizowanych dla okolicznych mieszkańców. Wieści o wydarzeniach można było przeczytać w kościelnej Messenthiner Gemeindeblatt.

Mścięcino cieszyło się popularnością przybyszów i prosperowało spokojnie do wybuchu II wojny światowej. Pod koniec wojny zatracił się wypoczynkowy charakter tej części Polic. Urządzono tam filię obozu koncentracyjnego Stutthof. Ale to opowieść na inny czas.



Na zdjęciach:
1- ogólny widok Mścięcina- początek XX wieku
2- jedna z restauracji Mścięcińskich- Kurhaus
3- wnętrze Restauracji Leśnej
4- kościółek, którego niestety już nie ma

niedziela, 16 listopada 2008

Na skraju miasta, półtora kilometra od rynku

Tuman kurzu unosił się nad żużlową drogą wiodąca do miasta. Tłumił stukot trepów i chodaków więźniarskich. Od statku Bremerhaven kolumna podążała kilkadziesiąt minut do zwodzonego metalowego mostku na Łarpii. Potem przemarsz przez rynek.



Był wczesny ranek, miasto jeszcze drzemało w półśnie. Tylko sklepikarze i handlarze szykowali się do dnia pracy. Ulicą Adolfa Hitlera, dzisiejszą Grunwaldzką kolumna wędrowała wystukując swoistą melodię cierpienia i tęsknoty za wolnością i bliskimi. Potem jeszcze tylko długa Falkenwalderstrasse- Tanowska. Mijając cmentarz leśny po lewej stronie dochodziła do lekko wygiętego w kształcie ceglanego budynku administracji, by za nim wejść na teren fabryki. Koncernu produkcyjnego i fabryki śmierci...

Historia Polic w okresie II wojny światowej zapisała się szczególnymi zdarzeniami. Prowadząc wojnę z niemal całym światem Niemcy nie mając własnych złóż ropy naftowej pilnie potrzebowały paliwa wysokiej klasy, zwłaszcza na potrzeby Luftwaffe. W latach 30. XX wieku Niemiec inżynier Bergius wymyślił i opracował misterny proces przetwarzania paliwa stałego węgla w paliwo ciekłe. Otrzymał za to pokojową nagrodę Nobla. W momencie wybuchu II wojny światowej przypomniano sobie o Bergiusie i postanowiono wcielić w życie jego pomysły.

Police idealnie nadawały się na taką inwestycję- bliskość Odry, dobre połączenie kolejowe ze Śląskiem i Zagłębiem Ruhry, tania siła robocza. Budowę fabryki rozpoczęto na rok przed wybuchem wojny, w pierwszych jej miesiącach rozpoczęto produkcję. Na nieszczęście dla inwestycji, więźniów oraz mieszkańców miasteczka koncernem zainteresowali się alianci, tym bardziej, że wykonywali loty zwiadowcze, a później bombardowali pobliskie Peenemuende, gdzie prowadzono badania i produkowano słynne V-1 i V-2. Po pierwszym bombardowaniu w 1940 roku naloty nasiliły się, gdy front zachodni znalazł się w Belgii i Holandii. Piekło bombardowań osiągnęło swe apogeum w 1944 roku. Niszczona była infrastruktura zakładu, ginęli ludzie, więźniowie, mieszkańcy. Przypadkowe bomby padały na miasto i okoliczne miejscowości. Po jednym z bombardowań z powierzchni ziemi znikła całkowicie wieś Kołpin.

Aby ponosić jak najmniejsze straty w produkcji Niemcy użyli fortelu i zbudowali makietę fabryki. Ponadto istniała balonowa sieć zapór przeciwlotniczych, artyleria ostrzeliwała nadlatujące samoloty. Nic to nie pomagało, więc po nalotach Niemcy szybko naprawiali straty i wznawiali produkcję.

Z istnieniem w Policach fabryki jak naczynie połączone koreluje się istnienie ośmiu obozów różnego przeznaczenia i nazw. Przebywało w nich blisko 30 tys. więźniów z Polski, Rosji, Włoch, Holandii... Przebywali w trudnych warunkach, umierali z powodu nadludzkiej pracy, chorób, niedożywienia, znęcania się i szykan. Ginęli i grzebani byli poza obozami i fabryką. W mieście nie ma miejsca ich pochówku, są pochowani wszędzie, stąd wędrując po okolicach Polic, możemy niechcący deptać ich prochy.

Końca wojny nie doczekało 13 tys. więźniów, 9 tys. z nich to Polacy. Wraz z nadchodzącym frontem kolumny więźniarskie pognano w głąb Rzeszy. Zniszczono dokumentacje obozowe. Gdyby zachowały się do dziś, stanowiłaby oskarżenie i wyroki śmierci dla wielu oprawców.

Cień „starej fabryki”

„Stara fabryka”- taka potoczna nazwa wpisała się w świadomość policzan. Rzesze dzieciaków, młodzieży buszowały w jej ostępach. Wszak na wyobraźnię działają sterczące kikuty zbombardowanych hal, silosów, przepustów, ciągów taśmowych i innych bliżej nieokreślonych urządzeń. Dotąd wiedza mieszkańców miasta o tym miejscu była nikła. Ostatnio wzrosło zainteresowanie kompleksem. Skąd to zainteresowanie?



Istnienie takiego niezwykłego, choć tragicznego w swym wymiarze miejsca chcąc nie chcąc staje się pamiątką i miejscem historyczno- turystycznym. Wpisuje się w krajobraz ziemi, świadomość ludzi, którzy na niej żyją. Staje się problemem, jeśli nie przechodzi się obok niego obojętnie. W Policach właśnie tak jest. Sprawa została na tyle nagłośniona, że zna ją szerokie grono osób, którym los Polic nie jest obcy. Znają ją ludzie nie będący mieszkańcami gminy.

Co z fabryką zrobić? Zostawić w takim stanie jak dotąd? Zabrać się i uporządkować? Jeśli tak, to w jaki sposób, by wyszło to jak najkorzystniej i najlepiej? Czy z tego miejsca można czerpać korzyści promocyjne dla gminy? Kto ma to robić, pod czyim kierownictwem, nadzorem, z jakimi ludźmi? Przy pomocy jakich środków finansowych?

Pomysłów jest wiele, a kilka z nich jest sensownych. Jak to jednak zwykle bywa tworzą się sprzeczności i konflikty interesów. Jedno moim zdaniem nie ulega wątpliwości. Aby byłą Hydrierwerke upamiętnić profesjonalnie, jak należy, trzeba przeprowadzić poważne badania, opłacić kompetentne osoby, które fachowo zajmą się przygotowaniem dokumentacji, inwentaryzacją zabytkowych ruin, wytyczeniem ścieżek do zwiedzania, wyszkoleniem przewodników, i.t.d. W tym momencie sprawą nie najważniejszą jest to, kto jest właścicielem gruntu, na którym leży rdzeń, centrum fabryki. Istotne zaś to, czy chcemy, aby to miejsce na pewno wyeksponować, czy też tylko „pomądrzyć” się na jego temat. Jak narazie sprawa zawieszona jest w próżni, trwają dyskusje i polemiki, póki co Stowarzyszenie „Skarb” nadal mozolnie, ale z efektami kontynuuje swą pionierska misję, gromadzi pamiątki i poszerza swą ekspozycję.

Tymczasem w Policach do dziś zachowało się niewiele, a zarazem sporo pamiątek z okresu II wojny światowej, które należy eksponować. To teren fabryki, pomnik martyrologii w Trzeszczynie oraz filia obozu koncentracyjnego w Sztutowie, dziś miasteczko rzemieślnicze. Zachowały się w nim jeszcze dwa w oryginalnym kształcie baraki więźniarskie.

Jak cień nad Policami wisi brzemię historii, którą przejęliśmy. Nie da się przed nią uciec. Więc jak ją w pełni wykorzystać, aby była właściwie oceniona i wyeksponowana?

środa, 12 listopada 2008

O polickich cmentarzach w TV Kab Police

Autorska prezentacja na temat polickich cmentarzy w siedzibie Stowarzyszenia Przyjaciół Ziemi Polickiej "Skarb":




Fot. Mariusz Hałgas (Wirtualne Police)

Wystawa „Kobieta po wojnie”

W hallu Miejskiego Ośrodka Kultury można obejrzeć wystawę fotografii i plakatu z okresu powojennego ukazującą polską kobietę w różnych wcieleniach. Są więc robotnice, kobiety wiejskie, laborantki, sprzedawczynie, listonoszki, lekarki... Taki obraz polskiej kobiety jawił się w oczach ówczesnej propagandy: silnej, zwartej, rozwojowej w pracy na rzecz ówczesnego systemu.

Wystawa zawiera blisko 30 fotografii i plakatów z okresu wczesnopowojennego do połowy lat 60. XX wieku. Można ją obejrzeć do końca listopada. Zapraszam!

jan

niedziela, 9 listopada 2008

Polickie pieczęcie

Polickie pieczęcie

Pieczęć od dawien dawna towarzyszy ważnym dokumentom, pismom sporządzanym przez ludzi. Wedle encyklopedii powszechnej „...to znak własnościowy i rozpoznawczy osoby fizycznej lub instytucji, wyciskany za pomocą stempla /tłoku/”. Pieczęć jest uwiarygodnieniem dokumentu, nadaje mu moc prawną. Jest środkiem nienaruszalności zamkniętego pisma lub przedmiotu.

Pieczęcie mają swój podział ze względu na osobę, funkcję. Wśród pieczęci osób fizycznych wyróżnia się ich kilkanaście rodzajów. Są pieczęcie państwowe, samorządowe, korporacyjne: instytucji kościelnych i organizacji społecznych. Ze względu na godność społeczną wystawcy są pieczęcie papieskie, monarsze, rycerskie, mieszczańskie, miejskie, wiejskie.

Mają rożny kształt i wielkość. Są koliste, owalne, ostroowalne, tarczowe, czworoboczne. W czasach nam współczesnych najczęściej mamy do czynienia z pismami i pieczęciami państwowymi, samorządowymi, korporacyjnymi. Nauką zajmującą się badaniami nad pieczęcią jest sfragistyka. Terminu tego użyto po raz pierwszy w XVIII wieku. Jednym z pierwszych, który poświecił się badaniom w tej dziedzinie był Joachim Lelewel.

Gdy 748 lat temu książę pomorski Barnim I nadawał Policom prawa miejskie, sporządził dokument lokacyjny zwieńczony pieczęcią monarszą, majestatyczną /patrz reprodukcja/. Oryginalny dokument niestety się nie zachował, ale kilka innych podobnych dotyczących miast pomorskich są w zasobach Archiwum w Szczecinie i w Greifswaldzie.

Prezentuję pieczęcie z okresu początku XX wieku. Są to stemple kościelne- Kirchensiegel z Polic, Tanowa i Tatyni oraz Warnołęki. Jest pieczęć Polickiego Stanu Urzędu Cywilnego- Poelitzer Standensamt, pieczęć landrata Powiatu Randow- Der Landrat des Kreises Randow, pieczęć magistratu polickiego- Magistrat der Stadt Poelitz in Pommern, pieczęcie Stanu Urzędu Cywilnego w Tanowie- Standesamt Falkenwalde. Pokazuję dwie pieczęcie okolicznościowe, ozdobne Mścięcińskiego Towarzystwa Leśnego- Messenthiner Waldverein. Ciekawa jest owalna pieczęć Zarządu Miejskiego w Policach, stosowaną we wczesnych latach powojennych w naszym mieście.

jan