sobota, 27 grudnia 2008

Kalendarium Gminy Police 2008

Od 1994 roku decyzją włodarzy miasta prowadzę Kronikę Gminy Police. Aktualnie kończę zapisywanie Księgi X. Opasłe Kroniki- dokumentują wydarzenia jakie zapisały się w historii miasta i gminy. Są one z zakresu życia gospodarczego, społecznego, politycznego, kulturalnego, sportowego, oświatowego. Prezentują sylwetki ludzi aktywnych, laureatów konkursów, zwycięzców przeglądów i zawodów, ich osiągnięcia. Kroniki są formatu A-3 po ponad sto stron każda. Są cennym źródłem informacji i wiedzy o regionie. Poniżej prezentuję zapis najważniejszych, wybranych przeze mnie wydarzeń minionego roku, które znalazły się w Kronice. Oczywiście nie w sposób zapisywać wszystkich. Do zapisków podchodzę wybiórczo tak, aby dać wszechstronny obraz funkcjonowania gminy, jej typowe od A do Z.

Styczeń



13.1 XVI gminny finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy,
14.1 ustalenie w magistracie nowego cennika usług pogrzebowych,
21.1 spotkanie władz gminy z przedstawicielami Greifswaldu w sprawie pozyskiwania funduszy z programu Interreg IVA,
- podpisanie umowy „Infraparku” z firmą chińską produkującą styropian. Rozpoczęcie produkcji w 2010 roku.

Luty

5.2 oddanie po remoncie i modernizacji internatu Zespołu Szkół Ogólnokształcących „Biała”,
11-24. 2 „Bezpieczne ferie” w Policach dla uczniów szkół podstawowych i gimnazjalnych,
27.2 Forum Oświatowe z udziałem nauczycieli i dyrektorów placówek oświatowych Gminy Police.

Marzec

1.3 XXIII mistrzostwa Polic w biegach przełajowych,
4.3 odpust parafialny w parafii p.w. św. Kazimierza,
10.3 podpisanie umowy między Gminą, a przedsiębiorcami koreańskimi dot. budowy zakładu przetwórstwa rolno- spożywczego w Policach.

Kwiecień



8.4 awaria prądu trwająca 14 godzin, z powodu wichur na Pomorzu, w tym w Policach,
10.4 siatkarski PSPS Chemik utrzymały się w I lidze,
18-19-4 Wojewódzkie Dni Olimpijczyka w Policach,
27.4 rodzinny piknik: Mini Zawody Strzeleckie o puchar burmistrza,
28.4 nadanie decyzją Rady Miejskiej ks. Janowi Kazieczko tytułu Honorowego Obywatela Polic.

Maj

1.5 Łarpia Sail- Festiwal, święto piosenki żeglarskiej w Policach,
3.5 obchody rocznicy uchwalenia konstytucji 3 Maja,
5-9.5 „Tydzień Bibliotek” w Policach,
9.5 awanse polickich strażaków z okazji Dnia Strażaka,
14.5 uroczystość nadania tytułu Honorowego Obywatela Polic ks. kan. Janowi Kazieczko w Miejskim Ośrodku Kultury,
14.5 w Policach odbył się VI Wojewódzki Turniej Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego,
17.5 III policki Piknik Organizacji Pozarządowych,
24-25.5 16 policki Międzynarodowy Rajd Pieszy,
31.5 60- lecie Szkoły Podstawowej w Niekłończycy,
31.5 z inicjatywy OPS „Piknik rodzinny” z okazji Dnia Dziecka.

Czerwiec



6-7.6 Międzynarodowe Dni Polic z udziałem m.in. grupy Feel i Budki Suflera,
5.6 uroczyste otwarcie ruchu drogowego na przejściu granicznym Dobieszczyn- Hintersee,
12.6 VII Policki Kiermasz Pracy w MOK,
21.6Kolejna edycja imprezy „Czas na Trzebież”,
22.6 otwarcie internetowej wioski w Trzebieskim Centrum Edukacji i Rekreacji,
22.6 policki Integracyjny Festiwal Piosenki w SOSW,
24.6 przystąpienie Polic do Stowarzyszenia „Dobra Gmina” z udziałem gmin powiatu polickiego.

Lipiec

9.7„Poszukiwanie skarbów” pod patronatem Polskiego Radia Szczecin na trzebieskiej plaży,
25.7 Święto Policji w Policach. Awanse policjantów w Komendzie Powiatowej,
25.7 dziekan ks. Waldemar Gasztkowski w dniu patrona kierowców poświęcił pojazdy,
26.7 Trzebieskie Neptunalia w Trzebieży.

Sierpień

1.8 odwołanie ze stanowiska prezesa SPPK Andrzeja Markowskiego i powołanie w jego miejsce po raz drugi Kazimierza Trzcińskiego,
10.8 spotkanie władz miasta i kierownictwa ZCH z polickimi olimpijczykami przed ich wyjazdem na IO w Pekinie,
16.8 dożynki Rodzinnych Ogrodów Działkowych „Chemik” w Jasienicy,
22.8 start Marcina Lewandowskiego w półfinale biegu na 800 m na IO w Pekinie,
30.8 II Jarmark Augustiański w Jasienicy.

Wrzesień

1.9 inauguracja roku szkolnego w kilkunastu szkołach podstawowych i gimnazjalnych Gminy Police,
- Dzień Chleba w Tanowie i dożynki w Przęsocinie,
6-7.9 pokaz osiągnięć regionalnych Uecker- Randow z udziałem przedstawicieli Gminy Police,
- srebrny medal w pływaniu policzanki Pauliny Woźniak na paraolimpiadzie w Pekinie,
22.9 Europejski Dzień Bez Samochodu w Policach,
27-28.9 X Międzynarodowy Rajd Samochodowy „Gryfitow”,
27.9 konferencja historyczna w Stowarzyszeniu „Skarb” w 62 rocznicę przekazania fabryki we władanie administracji polskiej,
30.9 rozpoczął działalność blog police750- niezależne forum dotyczące historii miasta.

Październik

4.10 „Stawiam na mleko” ogólnopolska akcja promowania mleka i produktów mlecznych- parking przed MOK,
9.10 inauguracja zajęć na Polickim Uniwersytecie Trzeciego Wieku w MOK
13.10 policki Dzień Edukacji Narodowej,
16.10 uroczystość pod pomnikiem papieża w 30 rocznicę pontyfikatu,
18.10 polickie „Abbatio” w półfinale ogólnopolskiego programu TVN „Mam talent”,
24-26.10 Polickie Dni Muzyki Cecyliada 2008,
25.10 jesienny festyn Rodzinny w G-3 z udziałem uczniów, nauczycieli i rodziców.

Listopad

6.11 konferencja popularno- naukowa w 90 rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości,
7.11 srebrny medal Adama Rajzela na MP w podnoszeniu ciężarów w kat. 56 kg,
10.11 kabaret Zenona Laskowika w Policach,
11.11 gminno- powiatowe obchody 90- rocznicy Święta Niepodległości w Policach,
13.11 wręczenie najlepszym sportowcom i ludziom kultury za osiągnięcia nagród i stypendiów burmistrza Polic,
17-23.11 „Pociąg do historii” w Policach.

Grudzień

2.12 VIII Finał „Złotej Dziesiątki Polic” w hotelu „Dobosz”,
4.12 spotkanie z organizacjami pozarządowymi,
5.12 otwarcie wystawy fotograficznej Edwarda Fudry w Galerii „Obok”- „Karakorum Expedition”,
8.12 Gmina Police otrzymała 2,8 mln złotych dotacji na modernizację ul. Kard. Wyszyńskiego w ramach „Narodowego Programu Przebudowy Dróg Lokalnych 2008-2011”,
10.12 spotkanie policzan z czołowymi działaczami PO w MOK,
12-13 .12 II Transgraniczne Forum Gospodarcze w Policach,
15.12 spotkanie z działaczami kultury powiatu polickiego w starostwie powiatowym,
15-24.12 okolicznościowe, środowiskowe, zakładowe wigilie, spotkania przedświąteczne.

Fotografie z www.police. info.pl

poniedziałek, 22 grudnia 2008

Świąteczne wspominki



Nastał miły czas świątecznego leniuchowania. W moim przypadku nie do końca. Bowiem także w Boże Narodzenie można ciekawie i... pracowicie przeżyć trzy święte dni. Pomijam tradycyjne spotkania w gronie rodzinnym, to naturalne i zwyczajowe. Myślę o czymś jeszcze, o spędzeniu wolnego czasu w swoim pokoju, wśród książek, gazet, materiałów, folderów, zdjęć. Oczywiście historycznych, jeszcze lepiej dotyczących Pomorza, a najlepiej Polic i okolic.

Nasze miasto kryje wiele tajemnic. Wciąż mało o nim wiemy. Gdy przybyli tu pierwsi policcy osadnicy w 1945, 1946 roku, nie myśleli wtedy z sentymentem o nowym miejscu zamieszkania. Przyjechali ze swoich małych ojczyzn opuszczonych dobrowolnie, a najczęściej pod przymusem. W trudnych powojennych latach nie interesował ich los zastałych budynków, placów, cmentarzy, urzędów, niemieckich książek, albumów, pism, map, drobnych bibelotów. W tamtych czasach liczyła się organizacja życia na nowo: sprawna pompa wodna, załatany dach, nadające się do użytku meble, żywność, lekarstwa dla rodziny, pieniądze, dokumenty na załatwienie przydziału inwentarza, maszyn, zakup najdrobniejszych a niezbędnych do życia przedmiotów.

Stąd wiele wiedzy i pamiątek o tamtych Policach umknęło ludzkiej pamięci. I nikt dziś nie ma o to pretensji do najstarszych policzan. Któż bowiem w tamtych latach powojnia zaczynając życie na nowo przypuszczał, co wydarzy się pięćdziesiąt kilka lat po wojnie...Że na przykład będzie się handlowało poniemieckimi widokówkami miast i wsi? Dla zdobycia pieniędzy z jednej, a wzbogacenia kolekcji z drugiej strony.

Niewiele wiedzy mamy o Policach przed wiekami, stu laty wstecz, okresu międzywojennego, powojennego. Patrząc na portale historyczne miast i miasteczek pomorskich aż zazdrość bierze jak n.p. Gryfino, Stargard, Trzebiatów, Gryfice, Nowogard mają bogatą spuściznę ikonograficzną, dokumenty, materialne pamiątki po byłych mieszkańcach. Wielką rolę w przekazywaniu wiedzy o dawnych czasach tamtych miast mają mocne, dynamiczne „hajmatgrupy”, związki i stowarzyszenia byłych mieszkańców. W Policach pamiętamy do dziś pozytywne, pojednawcze inicjatywy prof. Kurta Bergunde z Kiloni - mieszkańca Siedlic, Hilde Kliche z Schwedt - Jasienica, Horsta Schmellinga z Torgelow - Drogoradz, Guentera Schmidta z Neubrandenburga - Niekłończyca. Przekazane przez nich informacje są cenne, ale jest ich ciągle zbyt mało. A Police zasługują na rzetelną i pełniejszą wiedzę o ich przeszłości.

Tymczasem zbliża się 750-lecie nadania praw miejskich Policom. Jak na razie cicho na ten temat. Choć nie do końca szczególnie wśród pasjonatów historii, ludzi wpływowych i takich, którzy nie mają siły przebicia. Słyszę o rożnych pomysłach w tym zakresie. Ich autorzy artykułują je jednak cicho, szeptem, wręcz w tajemnicy jakby obawiając się... konkurencji. Kogo? Czyjej? Przecież idea uczczenia grodu winna ludzi integrować. Ważny jest każdy nowy pomysł w tym zakresie. Sądzę, że Gmina winna w szerszym zakresie zaangażować się w przygotowanie obchodów okrągłej rocznicy. To przecież doskonała okazja do promocji miasta, jakiej jeszcze nie było.
Wesołych Świąt i szczęśliwego nowego 2009 roku dla gości blogu Police750!

czwartek, 18 grudnia 2008

Ruszyły zabawy z historią

W poniedziałek 15 grudnia w Galerii Historycznej Polic w Miejskim Ośrodku Kultury w Policach rozpocząłem cykl „Zabaw z historią” przeznaczony dla przedszkolaków z terenu Gminy Police.



Projekt, który będzie kontynuowany do czerwca 2010 roku, ma za zadanie umożliwienie najmłodszym dzieciom pierwszego kontaktu z historią poprzez zajęcia aktywne, ruchowe, manualne umożliwiające przedszkolakom łatwiejsze zrozumienie upływu czasu, podziału przedmiotów na stare i nowe, bezpośrednie zetknięcie się z eksponatami Galerii.

Projekt jest pierwszym z elementów upowszechniania elementarnej wiedzy o Policach w kontekście zbliżającej się 750-rocznicy nadania praw miejskich Policom w 2010 roku. Wiele placówek muzealnych, w tym n.p. Muzeum Narodowe w Szczecinie, prowadzi podobne zajęcia z dziećmi i młodzieżą. Wzorcowe pod tym względem jest Muzeum Powstania Warszawskiego w Warszawie, słynące z nieszablonowych metod uczenia i przypominania historii i budowania, wzmacniania poczucia patriotyzmu wśród odwiedzających.

Jako pierwsze do MOK-u przybyły przedszkolaki z Przedszkola Publicznego z Trzebieży pod opieką Wioletty Janyszek oraz Magdaleny Straburzyńskiej i Doroty Wierzbickiej. Tematem pierwszych zajęć” byli „Muzealni szperacze”. Zabawa z historią zaangażowała dzieci, czas pobytu w MOK przedłużył się z planowanej godziny lekcyjnej do półtorej godziny. Najpierw spotkaliśmy się w hallu MOK pod tańczącą figurą Mikołaja /wszak to okres przedświąteczny/, później była kilkuminutowa wizyta w Galerii, a następnie rozpoczęliśmy zabawy i zajęcia manualne w pracowni plastycznej. Dzieci dużo mówiły o tym, że ich rodzice posiadają w domu stare przedmioty. Były aktywne i świetnie przygotowane do zajęć.

Fot. Tomasz Łój

sobota, 13 grudnia 2008

13 grudnia w Policach

Dziś mija 27 rocznica ogłoszenia stanu wojennego. Po latach niepokojów, dynamicznie rozwijającego się ruchu związkowego, „Solidarności” oraz impulsu z Watykanu w osobie Ojca Świętego Jana Pawła II, nie radząc sobie z sytuacją w kraju ówczesne władze państwowe podjęły ostateczną, skrajną decyzję.



Moje pokolenie pamięta ascetyczną, beznamiętną twarz generała Jaruzelskiego, w jak zawsze przydużych przyciemnionych okularach, który z ekranu telewizyjnego ponurym głosem odczytywał swoje przemówienie. W kraju zapadła trwoga. Jak to jest możliwe? Stan wojenny w sercu Europy, na oczach całego świata, w kraju doświadczonym straszliwą II wojną światową? Nastąpiły aresztowania czołowych działaczy Solidarności. Na ulice wyległy zastępy ORMO-wców, MO, żołnierzy LWP. Wojskowe czołgi, skoty, milicyjne, „nyski”, „żuki”, łaziki, stały się akcentem pejzażu polskich miast.

Rok wcześniej podczas strajków w Szczecinie stanęły wszystkie kluczowe zakłady pracy w tym największe: stocznia, port. W Policach nie było inaczej. Powstała w 1980 roku w zakładach chemicznych NSZZ Solidarność także poparła bojkot systemu i istniejącego stanu rzeczy. Na jego czele stanęli Roman Tomczyk, Jan Mikołajczak i Adam Sura. W 1980 roku zakładowa Solidarność strajkowała, komitety strajkowe prowadziły rozmowy z dyrekcją przedstawiając postulaty i żądania.

13 grudnia 1981 roku w Policach odczuwało się grozę i przygnębienie z faktu ubezwłasnowolnienia Polaków przez komunistyczny rząd. Utrudniony był dojazd do Szczecina. Zamilkły telefony, wyludniły się ulice. Obok zakładów chemicznych stanęły inne pomniejsze zakłady pracy. Na bramach zakładowych wywieszono transparenty, flagi narodowe, tablice z napisem „Strajk”. Życie praktycznie zamarło.

Tego dnia w kioskach „Ruchu” ukazał się 1 numer nowego, reżimowego pisma informacyjnego „Wiadomości Szczecińskie”. Na pierwszej stronie widniał duży tytuł „Ogłoszenie stanu wojennego na obszarze całego kraju”. Numer zawierał przemówienie Jaruzelskiego, obwieszczenie o wprowadzeniu stanu wojennego, słowo „wstępniak” od redakcji, „ zarządzenie prezesa rady ministrów w sprawie zawieszenia działalności związków zawodowych i niektórych innych organizacji społecznych na czas obowiązywania stanu wojennego”. Moją uwagę w brzemiennym, „ciężkim” numerze Wiadomości zwróciły także krótkie informacje „z życia” wzięte o sprzedaży dodatkowego pół kilograma cukru na numerek „55” wojewódzkiej karty zaopatrzeniowej, informacja o produkcji nowego gatunku papierosów, o ambitnych zamierzeniach budowlanych, o szewcach: „szewcy nareszcie na prostej”, apel „o spokój, ład i porządek”, krótka notka o zwycięstwie „Wilków Morskich” z Polonią Leszno w koszykówce, o śniegu, który zasypał mocno 1,700 km dróg w Polsce. Tymczasem zaczynał się 14 dzień grudnia 1981 roku.

wtorek, 9 grudnia 2008

Obelisk w rynku

Tuż po wyzwoleniu dla podkreślenia polskości ziem nadodrzańskich przejętych przez Polaków, było m. in. stawianie pomników Na cześć żołnierza polskiego, sowieckiej armii lub PKWN.

Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego był samozwańczym tymczasowym organem władzy wykonawczej w wyzwalanej Polsce. Działał od 23 czerwca do 31 grudnia 1944 roku. PKWN powołano w Moskwie, a funkcje kontrolną nad nim sprawował Józef Wissarionowicz Stalin. Manifest ogłoszono w Moskwie. PKWN wydał represyjne dekrety m. in o „rozwiązaniu tajnych organizacji wojskowych na terenach wyzwolonych”. Jak odbywała się ta akcja wiemy. Wielu AK-owców i żołnierzy innych formacji straciło życie lub siedziało w więzieniach. Znaczna część udała się lub przebywała na wygnaniu.

Także w Policach w 1949 roku wolą rządzących postanowiono ustawić pomnik ku czci 5 rocznicy powstania PKWN. Wskazano miejsce: centrum rynku vis a vis dawnej proboszczówki, na kościelnym placu obok kaplicy kościoła mariackiego. Dzięki zdjęciom z archiwum Galerii Historycznej Polic, które udało mi się zgromadzić, wiemy, że był to czarny, niewyniosły obelisk o wysokości lekko ponad 2 metry, osadzony na trzech cementowych stopniach. Umocowano na nim tablicę z treścią: „Ku czci 5-ej rocznicy powstania P.K.W.N”. U góry widniało stylizowane godło Polski.



Na rocznicę 700- lecia nadania praw miejskich Policom w 1960 roku, postanowiono, by obelisk stał się bardziej „modern”: wyniosły, nowocześniejszy, widoczny z każdego miejsca starego miasta. Ustawiono więc betonowy słup u węższej podstawie i szerszym szczycie. Napis pozostał taki sam. Słup owy ustawiono na...płycie epitafijnej XIX wiecznej poświęconej burmistrzowi Kroenningowi i jego żonie, która zachowała się po kościele mariackim. Do dziś w swoich archiwach posiadam fragmenty inskrypcji, które z niej przepisałem. Fragmenty, bowiem płyta była miejscami zniszczona i zachlapana cementem przez współczesnych.



Gdy o zgrozo u schyłku lat.80. XX wieku postanowiono obelisk zlikwidować, wywieziono w nie wiadomo jakim kierunku epitafium, zabytek niewątpliwej klasy. Robiliśmy z ówczesnym naczelnikiem Jakubem Pisańskim śledztwo w tej sprawie, bezskutecznie! Kto jest winien zniszczenia lub zagubienia płyty nie wiadomo. Dziś epitafium stanowiłoby cenną pamiątkę policką. Jedną z nielicznych jakie pozostały potomnym. Może też być tak, w co wątpię, że płyta leży gdzieś w chaszczach pod zakładami chemicznymi lub innym miejscu gminy. Oby, bo prędzej czy później zostałaby odnaleziona i uratowana.

W miejscu, na którym stal obelisk o dwóch wyglądach dziś sadzi się kwiatki. Też dobrze. Szkoda jednak, że tak się stało. Zarówno epitafium jak i komunistyczny obelisk stanowiłyby niezwykły relikt przeszłości o dwóch skrajnych wartościach w Galerii. Podobnie stało się na przykład z kamieniem węgielnym spod głazu przeniesionym z cmentarza na ul. Mazurskiej do lapidarium. Rozpłynął się w powietrzu. Tak czynić nie wolno! Stąd chwała burmistrzowi Diakunowi, który zasoby GHP wzbogacił dwiema osobliwymi pamiątkami:...butelką szampana z nocy sylwestrowej z 1999 na 2000 rok, z której wzniesiono toast za pomyślność policzan w III tysiącleciu, oraz tablicą z pasa granicznego pod Dobieszczynem ze znamiennym napisem „Granica państwa- przekraczanie zabronione”. Dzięki burmistrzu. Ta tablica z betonowym słupem to niewątpliwy cenny zabytek ruchomy naszych czasów!

wtorek, 2 grudnia 2008

Policki grajek

Tę figurkę zna wielu policzan. Mały grajek, harmonista, odpoczywał przez wiele lat pod rozłożystym dębem naprzeciw komendy milicji w starych Policach przy ul. Grunwaldzkiej. Relaksował się nikomu nie przeszkadzając. Po zmianach społeczno- politycznych przekształceniu milicji w policję i zmianie miejsca komendy z ul. Grunwaldzkiej na Siedlecką, grajek powędrował za mundurowymi i stanął obok wejścia do komendy. Sympatyczna sprawa!



Do końca II wojny światowej figurka owa stała w ogrodzie obok Domu Strzeleckiego przy Muehlenstrasse. Po wojnie w budynku mieścił się MOK oraz legendarne kino „Bajka”. Ogród był piękny, zadbany z tarasowymi opadającymi nad lustro Łarpii alejkami. Stały przy nich ogrodowe ławki, na których można było spocząć, podumać, poromansować. W ogrodzie działała też letnia kawiarnia i pijalnia piwa. Duża ilość stolików i krzeseł ustawionych wprost na trawniku powodowała, że dla nikogo nie brakło miejsca, a widoki dookoła były imponujące.

Schuetzenhaus - Dom Strzelecki, nazywany rzadziej Schiesshaus, był obiektem wpisanym w pejzaż niejednego niemieckiego miasta. Towarzystwa Strzeleckie skupiały członków tej organizacji. Domy te spełniały również rolę ośrodków kultury, w których organizowano różnego rodzaju imprezy dla mieszkańców miasta. Wspomniany przez mnie Dom Strzelecki przy ul. Młyńskiej miał co najmniej dwóch właścicieli: Albertine Ney i Friedricha Hoefta. Mały harmonista był wdzięcznym „gadżetem” polickiego ogrodu. Podobne figurki można było ujrzeć w niejednym parku, ogrodzie, skwerze w pomorskich miastach i osadach. Plenerowa postać chłopca była bardzo popularna w owych czasach. Po wojnie grajek stanął w miejscach powyżej wskazanych.

Przedstawiam 2 zdjęcia z archiwum Galerii Historycznej Polic ukazujące Dom Strzelecki i wspomniany ogród, dziś dzikie i zaniedbane miejsce vis a vis kościoła mariackiego. Sądzę, że ten tekst i fotografie wyjaśnią całkowicie wątpliwości zainteresowanych, wypowiadających się na ten temat na forum Wirtualnych Polic.

środa, 26 listopada 2008

Lokalny biały kruk

Leży przede mną pożółkła, niepozorna broszura formatu A-5. Niepozorna z wyglądu, a jednak niezwykła, cenna, pierwsza pozycja wydawnicza dotycząca Polic, historii miasta. Okoliczność wydania równie oryginalna: 700-lecie nadania praw miejskich Policom.



Jej autorzy Tadeusz Noszczyk i Eugeniusz Tegler w 1960 roku we wstępie piszą: ”Niniejsza broszurka, wydana z okazji 700- lecia istnienia Polic oraz 25 rocznicy Wyzwolenia stanowi pierwszą próbę usystematyzowania zebranych na gorąco niezwykle cennych a przy tym nader skąpo zachowanych materiałów, związanych z historią miasta. I dalej piszą znamienne słowa, które w czasach nam współczesnych ziściły się „Broszurka ta winna stać się bodźcem dla podjęcia dalszych prac badawczych nad stworzeniem szczegółowej monografii tej starej, słowiańskiej osady”.

Pierwsza policka pozycja wydana została przez Komitet Wojewódzki PZPR w Szczecinie pod redakcją Zdzisława Czaplińskiego. Zawiera niewiele, bo 20 stron. Praca zawiera trzy rozdziały. W pierwszym opisano „Krótki rys historyczny miasta”. Drugi to „Police po 15 latach Polski Ludowej” i trzeci nader ciekawy „Police jutro”. Broszurę czyta się wartko i z ciekawością. Autorzy operują dobrym językiem, obrazowo ukazują w krótkich informacjach dzieje miasta. Serwują sporo dat i dwie legendy, w tym jedną z wersji o Bogusławie X, księciu pomorskim, który wypoczywał opodal Polic pod dębami.

Część druga zawiera kilka faktów trącających o wątpliwości. Data wejścia wojsk Armii Czerwonej wskazana jest na 20, a nie 26 kwietnia 1945 roku. Dowiadujemy się, że aż blisko połowa, bo 45-50 % domów mieszkalnych zostało zniszczonych podczas wojny. Sporo informacji o tworzonych zakładach pracy: Spółdzielni Zaopatrzenia „Dobrobyt”, Spółdzielni Kaflarskiej, Krawieckiej, które zatrudniały około 250 pracowników. Mowa o 4 szkołach podstawowych z 1700 uczniami, o Państwowym Ośrodku Wychowawczym, kinie „Bajka” i kinie związkowym na IV osiedlu. Wspomina się świetlice ZMS i ZBOWiD. Napisano o 27 sklepach, w tym dwóch prywatnych.

W rozdziale III autorzy snują wizję przyszłych Polic. Najważniejsze priorytety ówczesnych władz to:
- stworzenie nowych miejsc pracy,
- rozbudowa własnej bazy przemysłowej w oparciu o istniejące możliwości po byłej fabryce benzyny syntetycznej, zlokalizowania tam kilku zakładów przemysłowych,
- rozbudowa Spółdzielni Kaflarskiej, unowocześnienie zakładu i sposoby wypalania kafli nie drewnem, lecz elektrycznie,
- rozwój urządzeń i usług komunalnych,
- rozbudowa szkoły podstawowej nr 1,
- przeniesienie kina „Bajka” na ul. Grunwaldzką,
- instalacja budek telefonicznych, lamp jarzeniowych, uruchomienie stacji benzynowej,
- odbudowa dworca kolejowego,
- uruchomienie łaźni miejskiej, urządzenie kilku ogródków jordanowskich,
- usprawnienie działalności placówek handlu detalicznego.

Takimi sprawami żyli wówczas policzanie i ówczesne władze, w 1960 roku, 48 lat temu. Broszura jest zapisem tamtych czasów sporządzona niemal świeżo, bo zaledwie 15 lat po wojennej gehennie. Jest niezwykle cennym zabytkiem piśmiennym dotyczącym Polic. Mogłem ją poznać dzięki panu Romanowi Choroszyńskiemu - przewodniczącemu Miejskiej Rady Narodowej w Policach w latach- 1962- 1972.

środa, 19 listopada 2008

O Policach w Polskim Radio

Chyba z dwa lata temu o Policach mówiono już w Polskim Radio. Audycja „Szczecin we wtorek” prowadzona przez Agatę Rokicką i Arkadiusza Bisa wychodzi nieraz poza granice wielkiego miasta i przybliża słuchaczom inne miejsca, godne uwagi. Wówczas w studio zasiedli dwaj pracownicy szczecińskiego IPN, przedstawiciele Stowarzyszenia „Skarb” oraz ja. Dyskusja była zawężona do okresu II wojny światowej, fabryki benzyny syntetycznej oraz obozów wokół niej istniejących.



>>> POBIERZ PLIK Z ZAPISEM AUDYCJI

Tym razem we wtorek 18 listopada w studio zasiadłem wraz z synem Jakubem. Obu nas oprócz więzów krwi łączy m. in. zainteresowanie Policami, ich losem od samego początku istnienia. Rozmowa tym razem skoncentrowała się na zbliżającej się rocznicy 750- lecia nadania praw miejskich miastu nad Łarpią. Jubileusz to nader zacny i warto wszem i wobec ogłaszać ten fakt. Niewiele jest miast pomorskich lokowanych wcześniej niż Police.

Rozmowa inspirowana przez Agatę i Arka- twórcy znanego portalu szczecińskiego „Sedina”, potoczyła się wartko. Ja mówiłem o przeszłości miasta, zaś Jakub o miejscach wartych odwiedzenia. Mówiliśmy o ludziach związanych z Policami przed II wojną światową oraz o współczesnych policzanach, którzy pracują, m. in. Wiesław Gaweł, Edward Fudro, Aleksander Doba lub pracowali na rzecz promocji miasta- dr Włodzimierz Brzeziński i Krzysztof Toboła. Wspomnieliśmy stowarzyszenia: „Skarb”, „Impuls”, „Łarpia”, „Czas- Przestrzeń- Tożsamość”. Mówiliśmy o relacjach z Niemcami, Miejskim Ośrodku Kultury, Jarmarku Augustiańskim, polickim lapidarium o osobliwościach miasta, które przez turystów jest omijane.

Nadchodzący jubileusz jest możliwością zamiany tego stanu rzeczy. Police niestety nie leżą na szlaku n. p. południe- północ jak inne miasta. Jadąc do Szczecina nie przejeżdżamy przez Police. Musimy tam dojechać „extra”. Stąd, aby ściągnąć do miasta autokar pełen turystów, trzeba odpowiedniej reklamy i zachęty do pofatygowania się 15 km dalej na północ.

Mówiliśmy o dobrej atmosferze jaka panuje w Policach w kierunku zgłębiania przeszłości miasta oraz tworzenia tradycji dziś, która za lat 20-30 będzie już faktem i historią współczesnych Polic. Wspomnieliśmy o planach wydawniczych, które mamy zamiar zrealizować.

Nasza wizyta w studio była świetną okazją do promowania Polic. Warto to czynić gdzie się tylko da. Mamy pomysły na dalsze działania w tym kierunku!

wtorek, 18 listopada 2008

Na obrzeżach Polic

i Podpolickie Mścięcino podobnie jak Jasienica rozwijało się zawsze w cieniu Polic, choć wzmianek o tym miejscu w źródłach jest nader wiele. Choćby z tego powodu, że Mścięcino było nabywane przez kolejnych właścicieli. Ta część Polic słynie przede wszystkim z istnienia grodziska u zbiegu ulic Dębowej i Asfaltowej. W IX wieku plemię słowiańskie rozpoczęło budowę, a później kontynuowało rozbudowę grodu. Był on jednym z wielu, które okalały Szczecin. Gród istniał do XI wieku po czym ludność osady zaczęła się przemieszczać na północ w okolice dzisiejszego rynku, tworząc strukturę centrum przyszłego miasteczka.



Zapiski dotyczące najwcześniejszych dziejów osady pochodzą już z 1333 roku, a dotyczą sprzedaży przez szczecińską radę miasta ¼ części wsi Mścięcino nazwanego grodziskiem Burchardowi von Schwennenz. Mścięcino, niektóre jego części było sprzedawane i przechodziło do kolejnych właścicieli jeszcze kilkukrotnie. W 1634 roku ¾ Mścięcina za 300 guldenów od Anny Glinde, pozostałe ¼ od Barthela Halle kupił Szczecin. Podobnie jak w Policach także w Mścięcinie rozwijało się rzemiosło i drobny handel. Spis z 1777 roku wymienia 3 działających kmieci, tyleż samo budników i 19 rybaków. Na słynnej mapie Lubinusa obok Polic osada Messenthin widnieje już w 1618 roku.



Turystyczny rozwój Mścięcina rozpoczął się na przełomie XIX/XX wieku, gdy do osady dotarła ze Szczecina kolej żelazna. Mścięcińskie Towarzystwo Miłośników Lasów wytyczało ścieżki piesze po Lesie Mścięcińskim i dalej w kierunku Przęsocina, Tanowa i północnych dzielnic Szczecina. Ze wzgórza Pfingsberg /dzisiejszy zarośnięty koniec ulicy Palmowej/ roztaczał się imponujący widok na nadodrzańskie łąki i okolice. Z myślą o turystach otwarto restauracje Waldhalle, w centrum lasu nad stawem powstała restauracja Mueckenmuehle, a także Landhaus i Kurhaus. Wszystkie oferowały posiłki, napoje, potańcówki, noclegi. Urządzały chrzciny, wesela, spotkania okolicznościowe, związkowe, stypy.



Istotna rozbudowa osady nastąpiła na przełomie XIX i XX wieku. Do ulicy głównej Dorfstrasse, dobudowano, wytyczono kolejne o wdzięcznych powojennych nazwach Palmowa - Villenstrasse, Cisowa, Klonowa, Dębowa. Przy ul. Wiejskiej w otoczeniu starych wiązów, pomników przyrody dochodzących w obwodzie pnia do 7,60 metra stała ozdoba osady, ryglowy kościółek z końca XVII wieku. Wnętrze świątyni było interesujące z ołtarzem, kazalnicą, obrazami i zwisającym z pułapu modelem statku podkreślającym charakter nadodrzańskiej osady. Wyposażenie kościółka opisuje precyzyjnie Hugo Lemcke. Wymienia m.in. srebrny kielich o wysokości 21 cm, dwa wykonane w brązie lichtarze z 1643 roku, żyrandol z 1752 roku, dzwon z 1689 roku Nieopodal świątyni stał tętniący życiem Dom Strzelecki, centrum wydarzeń kulturalnych organizowanych dla okolicznych mieszkańców. Wieści o wydarzeniach można było przeczytać w kościelnej Messenthiner Gemeindeblatt.

Mścięcino cieszyło się popularnością przybyszów i prosperowało spokojnie do wybuchu II wojny światowej. Pod koniec wojny zatracił się wypoczynkowy charakter tej części Polic. Urządzono tam filię obozu koncentracyjnego Stutthof. Ale to opowieść na inny czas.



Na zdjęciach:
1- ogólny widok Mścięcina- początek XX wieku
2- jedna z restauracji Mścięcińskich- Kurhaus
3- wnętrze Restauracji Leśnej
4- kościółek, którego niestety już nie ma

niedziela, 16 listopada 2008

Na skraju miasta, półtora kilometra od rynku

Tuman kurzu unosił się nad żużlową drogą wiodąca do miasta. Tłumił stukot trepów i chodaków więźniarskich. Od statku Bremerhaven kolumna podążała kilkadziesiąt minut do zwodzonego metalowego mostku na Łarpii. Potem przemarsz przez rynek.



Był wczesny ranek, miasto jeszcze drzemało w półśnie. Tylko sklepikarze i handlarze szykowali się do dnia pracy. Ulicą Adolfa Hitlera, dzisiejszą Grunwaldzką kolumna wędrowała wystukując swoistą melodię cierpienia i tęsknoty za wolnością i bliskimi. Potem jeszcze tylko długa Falkenwalderstrasse- Tanowska. Mijając cmentarz leśny po lewej stronie dochodziła do lekko wygiętego w kształcie ceglanego budynku administracji, by za nim wejść na teren fabryki. Koncernu produkcyjnego i fabryki śmierci...

Historia Polic w okresie II wojny światowej zapisała się szczególnymi zdarzeniami. Prowadząc wojnę z niemal całym światem Niemcy nie mając własnych złóż ropy naftowej pilnie potrzebowały paliwa wysokiej klasy, zwłaszcza na potrzeby Luftwaffe. W latach 30. XX wieku Niemiec inżynier Bergius wymyślił i opracował misterny proces przetwarzania paliwa stałego węgla w paliwo ciekłe. Otrzymał za to pokojową nagrodę Nobla. W momencie wybuchu II wojny światowej przypomniano sobie o Bergiusie i postanowiono wcielić w życie jego pomysły.

Police idealnie nadawały się na taką inwestycję- bliskość Odry, dobre połączenie kolejowe ze Śląskiem i Zagłębiem Ruhry, tania siła robocza. Budowę fabryki rozpoczęto na rok przed wybuchem wojny, w pierwszych jej miesiącach rozpoczęto produkcję. Na nieszczęście dla inwestycji, więźniów oraz mieszkańców miasteczka koncernem zainteresowali się alianci, tym bardziej, że wykonywali loty zwiadowcze, a później bombardowali pobliskie Peenemuende, gdzie prowadzono badania i produkowano słynne V-1 i V-2. Po pierwszym bombardowaniu w 1940 roku naloty nasiliły się, gdy front zachodni znalazł się w Belgii i Holandii. Piekło bombardowań osiągnęło swe apogeum w 1944 roku. Niszczona była infrastruktura zakładu, ginęli ludzie, więźniowie, mieszkańcy. Przypadkowe bomby padały na miasto i okoliczne miejscowości. Po jednym z bombardowań z powierzchni ziemi znikła całkowicie wieś Kołpin.

Aby ponosić jak najmniejsze straty w produkcji Niemcy użyli fortelu i zbudowali makietę fabryki. Ponadto istniała balonowa sieć zapór przeciwlotniczych, artyleria ostrzeliwała nadlatujące samoloty. Nic to nie pomagało, więc po nalotach Niemcy szybko naprawiali straty i wznawiali produkcję.

Z istnieniem w Policach fabryki jak naczynie połączone koreluje się istnienie ośmiu obozów różnego przeznaczenia i nazw. Przebywało w nich blisko 30 tys. więźniów z Polski, Rosji, Włoch, Holandii... Przebywali w trudnych warunkach, umierali z powodu nadludzkiej pracy, chorób, niedożywienia, znęcania się i szykan. Ginęli i grzebani byli poza obozami i fabryką. W mieście nie ma miejsca ich pochówku, są pochowani wszędzie, stąd wędrując po okolicach Polic, możemy niechcący deptać ich prochy.

Końca wojny nie doczekało 13 tys. więźniów, 9 tys. z nich to Polacy. Wraz z nadchodzącym frontem kolumny więźniarskie pognano w głąb Rzeszy. Zniszczono dokumentacje obozowe. Gdyby zachowały się do dziś, stanowiłaby oskarżenie i wyroki śmierci dla wielu oprawców.

Cień „starej fabryki”

„Stara fabryka”- taka potoczna nazwa wpisała się w świadomość policzan. Rzesze dzieciaków, młodzieży buszowały w jej ostępach. Wszak na wyobraźnię działają sterczące kikuty zbombardowanych hal, silosów, przepustów, ciągów taśmowych i innych bliżej nieokreślonych urządzeń. Dotąd wiedza mieszkańców miasta o tym miejscu była nikła. Ostatnio wzrosło zainteresowanie kompleksem. Skąd to zainteresowanie?



Istnienie takiego niezwykłego, choć tragicznego w swym wymiarze miejsca chcąc nie chcąc staje się pamiątką i miejscem historyczno- turystycznym. Wpisuje się w krajobraz ziemi, świadomość ludzi, którzy na niej żyją. Staje się problemem, jeśli nie przechodzi się obok niego obojętnie. W Policach właśnie tak jest. Sprawa została na tyle nagłośniona, że zna ją szerokie grono osób, którym los Polic nie jest obcy. Znają ją ludzie nie będący mieszkańcami gminy.

Co z fabryką zrobić? Zostawić w takim stanie jak dotąd? Zabrać się i uporządkować? Jeśli tak, to w jaki sposób, by wyszło to jak najkorzystniej i najlepiej? Czy z tego miejsca można czerpać korzyści promocyjne dla gminy? Kto ma to robić, pod czyim kierownictwem, nadzorem, z jakimi ludźmi? Przy pomocy jakich środków finansowych?

Pomysłów jest wiele, a kilka z nich jest sensownych. Jak to jednak zwykle bywa tworzą się sprzeczności i konflikty interesów. Jedno moim zdaniem nie ulega wątpliwości. Aby byłą Hydrierwerke upamiętnić profesjonalnie, jak należy, trzeba przeprowadzić poważne badania, opłacić kompetentne osoby, które fachowo zajmą się przygotowaniem dokumentacji, inwentaryzacją zabytkowych ruin, wytyczeniem ścieżek do zwiedzania, wyszkoleniem przewodników, i.t.d. W tym momencie sprawą nie najważniejszą jest to, kto jest właścicielem gruntu, na którym leży rdzeń, centrum fabryki. Istotne zaś to, czy chcemy, aby to miejsce na pewno wyeksponować, czy też tylko „pomądrzyć” się na jego temat. Jak narazie sprawa zawieszona jest w próżni, trwają dyskusje i polemiki, póki co Stowarzyszenie „Skarb” nadal mozolnie, ale z efektami kontynuuje swą pionierska misję, gromadzi pamiątki i poszerza swą ekspozycję.

Tymczasem w Policach do dziś zachowało się niewiele, a zarazem sporo pamiątek z okresu II wojny światowej, które należy eksponować. To teren fabryki, pomnik martyrologii w Trzeszczynie oraz filia obozu koncentracyjnego w Sztutowie, dziś miasteczko rzemieślnicze. Zachowały się w nim jeszcze dwa w oryginalnym kształcie baraki więźniarskie.

Jak cień nad Policami wisi brzemię historii, którą przejęliśmy. Nie da się przed nią uciec. Więc jak ją w pełni wykorzystać, aby była właściwie oceniona i wyeksponowana?

środa, 12 listopada 2008

O polickich cmentarzach w TV Kab Police

Autorska prezentacja na temat polickich cmentarzy w siedzibie Stowarzyszenia Przyjaciół Ziemi Polickiej "Skarb":




Fot. Mariusz Hałgas (Wirtualne Police)

Wystawa „Kobieta po wojnie”

W hallu Miejskiego Ośrodka Kultury można obejrzeć wystawę fotografii i plakatu z okresu powojennego ukazującą polską kobietę w różnych wcieleniach. Są więc robotnice, kobiety wiejskie, laborantki, sprzedawczynie, listonoszki, lekarki... Taki obraz polskiej kobiety jawił się w oczach ówczesnej propagandy: silnej, zwartej, rozwojowej w pracy na rzecz ówczesnego systemu.

Wystawa zawiera blisko 30 fotografii i plakatów z okresu wczesnopowojennego do połowy lat 60. XX wieku. Można ją obejrzeć do końca listopada. Zapraszam!

jan

niedziela, 9 listopada 2008

Polickie pieczęcie

Polickie pieczęcie

Pieczęć od dawien dawna towarzyszy ważnym dokumentom, pismom sporządzanym przez ludzi. Wedle encyklopedii powszechnej „...to znak własnościowy i rozpoznawczy osoby fizycznej lub instytucji, wyciskany za pomocą stempla /tłoku/”. Pieczęć jest uwiarygodnieniem dokumentu, nadaje mu moc prawną. Jest środkiem nienaruszalności zamkniętego pisma lub przedmiotu.

Pieczęcie mają swój podział ze względu na osobę, funkcję. Wśród pieczęci osób fizycznych wyróżnia się ich kilkanaście rodzajów. Są pieczęcie państwowe, samorządowe, korporacyjne: instytucji kościelnych i organizacji społecznych. Ze względu na godność społeczną wystawcy są pieczęcie papieskie, monarsze, rycerskie, mieszczańskie, miejskie, wiejskie.

Mają rożny kształt i wielkość. Są koliste, owalne, ostroowalne, tarczowe, czworoboczne. W czasach nam współczesnych najczęściej mamy do czynienia z pismami i pieczęciami państwowymi, samorządowymi, korporacyjnymi. Nauką zajmującą się badaniami nad pieczęcią jest sfragistyka. Terminu tego użyto po raz pierwszy w XVIII wieku. Jednym z pierwszych, który poświecił się badaniom w tej dziedzinie był Joachim Lelewel.

Gdy 748 lat temu książę pomorski Barnim I nadawał Policom prawa miejskie, sporządził dokument lokacyjny zwieńczony pieczęcią monarszą, majestatyczną /patrz reprodukcja/. Oryginalny dokument niestety się nie zachował, ale kilka innych podobnych dotyczących miast pomorskich są w zasobach Archiwum w Szczecinie i w Greifswaldzie.

Prezentuję pieczęcie z okresu początku XX wieku. Są to stemple kościelne- Kirchensiegel z Polic, Tanowa i Tatyni oraz Warnołęki. Jest pieczęć Polickiego Stanu Urzędu Cywilnego- Poelitzer Standensamt, pieczęć landrata Powiatu Randow- Der Landrat des Kreises Randow, pieczęć magistratu polickiego- Magistrat der Stadt Poelitz in Pommern, pieczęcie Stanu Urzędu Cywilnego w Tanowie- Standesamt Falkenwalde. Pokazuję dwie pieczęcie okolicznościowe, ozdobne Mścięcińskiego Towarzystwa Leśnego- Messenthiner Waldverein. Ciekawa jest owalna pieczęć Zarządu Miejskiego w Policach, stosowaną we wczesnych latach powojennych w naszym mieście.

jan

czwartek, 30 października 2008

Kalendarium obchodów Święta Niepodległości w Policach

6.11. 2008, godz. 14.00 Miejski Ośrodek Kultury
Konferencja popularno- naukowa „Drogi do Niepodległości”

9.11. 2008, godz. 18.00 Miejski Ośrodek Kultury
koncert „Muzyka polska”
Wykonawcy: Andrzej Janaszek- fortepian, Małgorzata Biernat- wiolonczela. W programie utwory F. Chopina, I. Paderewskiego, F. Schuberta, L. van Beethovena

10.11. 2008, godz. 17.00 i 19.30 Miejski Ośrodek Kultury
sala widowiskowa- Kabareciarnia Laskowika „Co się dziej, co się dzieje...”
impreza biletowana

11. 11. 2008, godz. 16.00 Miejski Ośrodek Kultury
Powiatowo- Gminne obchody Święta Niepodległości
Listopad 2008 Miejski Ośrodek Kultury
Wystawa fotograficzna „Kobieta po wojnie”

17-23. 11. 2008 stacja kolejowa w Policach
„Pociąg do historii”

Lapidarium w mieście nad Łarpią

Polickie Lapidarium

Wszystkich Świętych zmusza do refleksji nad przemijaniem, nad odejściem i brakiem osób, które kochaliśmy, szanowali... Dla mnie to dobry moment, by podumać o miejscu niezwykłym w Policach, jakim jest lapidarium.

Od Niemca do Polaka

To było tak. Wybuchła II wojna światowa, ludzie ginęli na frontach, w obozach i miejscach kaźni, umierali śmiercią naturalną. Wojna pochłonęła miliony ofiar. Po jej zakończeniu nad Odrę przybyli Polacy, repatrianci. Założyli nowe życie, po uciekających Niemcach przejęli domostwa, rzadziej inwentarz. Następowała powolna stabilizacja życia. Przybysze mozolnie budowali swój dobrobyt. To wszystko nowe zostało wpisane w krajobraz ziemi nad zachodnią, północną Odrą. W nowym otoczeniu, krajobrazie elementami stałymi były między innymi poniemieckie, opuszczone, niszczone i dewastowane cmentarze. Nikt się temu zjawisku nie dziwił. Bo niby czemu? Kogo we wczesnych latach powojennych obchodziły niemieckie cmentarze? Przecież wielu ludziom nie obeschły jeszcze łzy po utracie bliskich, swych domów, ojcowizny.
By zatrzeć ślady dawnych mieszkańców, a także miejsca ich pochówku, usuwano ślady niemieckości w mieście, na wsiach. W Policach jak w innych byłych miastach niemieckich likwidowano cmentarze, kruszono kamienie nagrobne, rozrzucano je po okolicy, topiono w stawach, budowano ozdobne murki, porzucano na odludziu. Tymczasem Niemcy cichcem odwiedzali swe dawne domy, zapalali znicze nad grobami bliskich i odjeżdżali do siebie.

Nadeszły nowe czasy. Zaczął się czas samorządów lokalnych, samostanowienia społeczności lokalnych. W Policach nawiązywano przygraniczne kontakty z Pasewalkiem, Ueckermuende, Eggesin, Torgelow. Wizyty Niemców nasiliły się, a wraz z nimi wracała wstydliwa sprawa niemieckich cmentarzy. W latach 1990-1996 napisałem kilkadziesiąt artykułów o polickich cmentarzach w Gazecie Polickiej, a także w Kurierze Szczecińskim. Czytali je interesujący się historią. Czytali również samorządowcy. Postanowili uporządkować te sprawę. Zostałem zaproszony do współpracy w dziele urządzenia lapidarium. Posiadałem bogatą dokumentację, mapki terenowe, plany cmentarzy, setki rysunków, fotografii zachowanych płyt nagrobnych z inskrypcjami. Odnajdowałem nowe cmentarze. Także te maleńkie, kameralne. Śródleśny cmentarzyk w Gunicach został z czasem uznany za osobliwość historyczno- turystyczną. Zlokalizowałem drugi cmentarz w Tatyni, cmentarz w Duchowie, Leśnie Górnym, Leśnie Nowym i Starym. To wszystko zawierała moja, sporządzana tylko na moje wewnętrzne potrzeby dokumentacja, która jak się później okazało, stała się bardzo przydatna.

Nie byłoby wojny, zabrakłoby lapidarium

Rozpoczęliśmy budowę lapidarium. Z błogosławieństwem władz, za ich zgodą, z gminnych funduszy, fachowo i merytorycznie. Pracowali nad tym dziełem Gmina, Wojewódzki Konserwator Zabytków, firma renowacji obiektów zabytkowych „Konsart” ze Szczecina, architekt. Po kilku miesiącach pracy powstało lapidarium. Mieliśmy obawy jak zostanie przyjęte przez mieszkańców miasta, przez ludzi ze starej jego części. Wielu z nich pamiętało jeszcze czasy II wojny światowej. Obawy okazały się bezpodstawne. Uroczyste otwarcie nastąpiło 30 września 1998 roku. A potem pomnik pamięci, piękny w swej wymowie, zadbany, świetnie usytuowany, wpisał się w Park Staromiejski, w stare miasto. Nie odnotowano aktu dewastacji, czy profanacji miejsca. Dziś obok lapidarium przechodzi wielu ludzi, na spacerze, do pracy, na zakupy do Netto.

Głaz na którym przymocowano tablicę marmurową „Polickie Lapidarium” został przeniesiony o niespełna kilkadziesiąt metrów z terenu zachowanej części cmentarza przy ul. Mazurskiej. Stał tam przez lata bez tablicy potwierdzającej, że jest poświęcony pamięci policzan poległych w I wojnie światowej. Stał i nikt nie zwracał na niego uwagi. Dobrze się stało, że trafił w centrum zbiorowiska stelli, pni stylizowanych, kamieni z inskrypcjami, zebranymi z terenu gminy. Głaz na terenie byłego cmentarza miejskiego został przesunięty w inne bardziej mu teraz należne miejsce. Tuż przy wejściu do lapidarium stoi płyta z figurą anioła i znamiennym wyrytym słowem „daheim”- „w domu”, domu nieziemskim. Ziemskie miejsce spoczynku przez zbieg wojennych zdarzeń zostało przez ludzi naruszone i zniszczone.

Kamień- memento, pamiętaj, że odejdziesz

Głaz upamiętniał ofiary I wojny światowej. Nie zostali pochowani pod głazem, tak jak teraz pod bryłą kamienną nie spoczywają prochy byłych mieszkańców tej ziemi. Zasadne stają się więc tu słowa maksymy łacińskiej „Ingrata patria ne ossa quidem habebis”- „Niewdzięczna ojczyzno, nie będziesz nawet miała moich kości”. Kamień nic nie stracił ze swego znaczenia i symboliki, a wręcz odwrotnie jeszcze ją zyskał i wzmocnił.

Niemcy odwiedzają lapidarium. Indywidualnie, grupowo. W sobotę 25 października odwiedziłem to miejsce z Frauenchor z Luckow w Niemczech. Przed koncertem w pobliskim kościele, Niemki miały okazję przeżyć refleksje i zadumę. Wielu Niemców odwiedziło lapidarium, postrzegając je jako przyjazny gest polickiej społeczności, szacunek dla zmarłych. Nigdy nie jest za późno, by pewnych zaległych spraw nie naprawiać. Niemcy z uznaniem patrzą na niewątpliwe kamienne dzieło i ronią łzy. Ale nie dlatego, że płyty zostały przewiezione z rozbitych cmentarzy, lecz dlatego, że płyty z rozbitych cmentarzy z nazwiskami zmarłych zostały uszanowane i ustawione w jednym miejscu.

Kolejne lapidaria powstają na terenie Polski południowo- zachodniej i zachodniej. Przybierają różny kształt i formę. Są duże i małe. Nieraz są to zestawione i ułożone obok siebie popękane elementy cmentarne inne zaś rozbudowane w terenie kompozycje przestrzenne, istne małe dzieła sztuki cmentarnej. Wszystkie zwieńczone są stosowną tablicą pamiątkową. Nieraz okolone są kamiennymi słupami połączonymi łańcuchami, innym razem rozrzucone są w terenie wkomponowując się w jej rzeźbę. Jeszcze innym razem przypominają zwykłe, zadbane miejsce pochówku i wiecznego spoczynku.

Sprawy renowacji, uszanowania zniszczonych cmentarzy nie da się nigdy załatwić do końca. Także tu w Policach. Co rusz gdzieś w chaszczach, na podwórkach obrzeżach lasu, znajdują się kolejne zachowane płyty z nazwiskami zmarłych. Gdzie mają trafić? Przewieźć je do lapidarium, czy usadowić na miejscu w zapomnianych i zaniedbanych wiejskich miejscach grzebalnych? Koncepcji jest wiele. Ja skłaniam się ku tej, aby dobrze zachowane płyty z terenu gminy z inskrypcjami i motywami zdobieniowymi przewozić do lapidarium, pozostałe potłuczone gromadzić na miejscu, w pryzmach ze stosowną tablicą informacyjną. Wszystkie cmentarze winny być odchwaszczone, wycięte z samosiejek, dzikich krzewów i drzew. Muszą tam być tablice pamiątkowe informujące, że jest to miejsce pochówku byłych mieszkańców osady, wsi, miasta.

Jan Matura

Na zdjęciach:
1-takie fragmenty kamieni nagrobnych można znaleźć co rusz
2-plyty nagrobne przed konserwacją
3-na budowie lapidarium
4-uroczyste otwarcie lapidarium
5-grupa niemców z pasewalku

wtorek, 21 października 2008

Spacerem wzdłuż Młyńskiej

Współczesna ulica Wojska Polskiego dziś nader ruchliwa, przeciążona setkami przejeżdżających aut, potężnych tirów, przed II wojną światową była jednym z najciekawszych, najatrakcyjniejszych miejsc miasta. Przy ulicy Młyńskiej- Muehlenstrasse okoliczni mieszkańcy z pokolenia na pokolenie mogli obserwować wydarzenia, zjawiska, postęp cywilizacyjny miasta.

Ulica Młyńska rozciąga się między rynkiem, a dzisiejszą ulicą Piłsudskiego z jednej i Dębową z drugiej strony.



Zbiegają się z nią małe dojazdowe uliczki: Staszica, Słoneczna, Rycerska. Niespełna 900 metrowej długości Młyńska na przełomie XIX/XX wieku, w okresie największego rozwoju miasta, została szczelnie wypełniona domami, kamienicami o specyficznej, małomiasteczkowej architekturze. Przy Młyńskiej postanowiono u schyłku XIX stulecia zbudować nowy neogotycki kościół. Równolegle do Młyńskiej przebiegała równie ruchliwa ulica Strzelecka- Schuetzenstrasse, dzisiejsza Kołłątaja.

Wędrując w kierunku rynku od zbiegu Dębowej i Piłsudskiego, w pobliżu oczyszczalni ścieków, mijamy przydomowy rozległy ogród, w którym przed wojną funkcjonował sięgający brzegów Łarpii okazały tartak. Zanim dotrzemy do wspomnianego kościoła, który powstał w miejsce starego z rynku, po prawej stronie mijamy kamienicę, byłą siedzibę Miejskiego Ośrodka Kultury i kina „Bajka”. Obok budynku straszy zaniedbany, zarośnięty, dziki ogród. Przed wojną okazały, zadbany tarasowy Garten, z którego można było dostrzec lustro przepływającej leniwie Łarpii, był jednym z najchętniej odwiedzanych miejsc w mieście. W budynku dawnego domu kultury istniał Schuetzenhaus- Dom Strzelecki, jeden z dwóch istniejących w okolicy /drugi funkcjonował w Mścięcinie/.

Naprzeciw Domu Strzeleckiego, po drugiej stronie ulicy, w małej kamienicy funkcjonowała piekarnia Kummerów. Przy niej usytuowano przystanek kursującego od 1929 roku autobusu Police- Gocław.



Obok za ceglanym murem nad okolicą górowała bryła kościoła mariackiego, z wieży którego roztaczał się wspaniały widok na pobliskie ulice, wyspę Polickie Łąki, zalesione Mścięcino i gdzieś hen daleko drugi brzeg Odry- Domiąży.

Kierując się w stronę rynku przechodzień pokonujący tę trasę 80 lat temu mijał ładne, stylowe kamienice ze zdobieniami fasad, ożywiającymi bryłę domów szczytami, sterczynami, wieżyczkami często zwieńczonymi chorągiewkami z wybitym rokiem budowy obiektu. Przy Młyńskiej skupiło się wielu sprzedawców, rzemieślników, przedsiębiorców. Między innymi Emil Graunke, wydawca, drukarz, który miał swój zakład tuż u końca ulicy przed wjazdem do rynku, Alfred Niedworok- piekarz, Carl Uecker- usługi budowlane, Franz Kuhfuss- piekarz, Karl Vogelsang- sprzedawca odzieży i wyrobów futrzarskich.



Ulica Młyńska była wyłożona kostką brukową. Po obu jej stronach wytyczono chodniki. Ulica jak wiele na starym mieście była skanalizowana. Woda deszczowa ściekała do otworów kanalizacyjnych. Wzdłuż Młyńskiej posadzono drzewa. Do domów wchodziło się po kilku kamiennych stopniach. Sklepy posiadały markizy nad oknami wystawowymi. Latarnie oświetlały o zmroku chodniki i ulicę. Z tyłu domów rozciągały się ogrody, sady, a za nimi po zejściu ze stromej skarpy można było dotrzeć do brzegu Łarpii. Wiele rodzin posiadało własne łodzie. Niektórzy mieszkańcy Młyńskiej trudnili się rybołówstwem.

Jan Matura

poniedziałek, 20 października 2008

Historia jednej wizyty


To było latem 2004 roku. Do Miejskiego Ośrodka Kultury przybyli Anneliese i Hans Koester z Tutow koło Demmina w Niemczech. Przyjechali, by odnaleźć ślady swoich rodziców ze strony Anneliese. Była nią Ursula Schultz z domu Zummack urodzona 7 marca 1924 roku, przez wiele lat mieszkanka niedużego domu przy Muehlenstrasse 98, na rogu Hospitalstrasse i Muehlenstrasse, dziś u zbiegu Wojska Polskiego i Słonecznej.




Małżeństwo po krótkiej wizycie w Urzędzie Gminy skierowano do Galerii Historycznej Polic. Ruszyliśmy w sentymentalną podróż po mieście dzieciństwa i młodości ich rodzicówi teściów.
Ojciec Ursuli Schultz Richard Zummack był stelmachem i budowniczym wozów konnych. Zostało po nim i jego rodzinie sporo rodzinnych pamiątek. Przeglądałem je. Wiele z nich utrwaliłem na kolorowym ksero. Były to akty urodzenia i śmierci członków rodziny, świadectwa chrztu, "„Familien Stambuch"” pamiętnik rodzinny, plan budowy domu z 1931 roku, kilka zdjęć i widokówek. Jedno z nich Zjazd Polickiego Towarzystwa Rzemieślniczego przekazano w zasoby Galerii. Zummackowie przebywali w Policach do końca wojny, potem wraz z innymi powędrowali w głąb Niemiec, uciekając przed zbliżającym się frontem.

Domu przy Młyńskiej 98 już nie ma, został jak wiele innych rozebrany. Goście z Niemiec zwieńczyli trzygodzinny pobyt w Policach wieloma zdjęciami i odjechali.

Takich wizyt w Galerii było wiele. Wielu Niemców przyjeżdża do Polic i samotnie wędruje ulicami miasta ich przeszłości. Nic w tym dziwnego, wszak swoich korzeni się nie zapomina.

/jm/

niedziela, 19 października 2008

Jerzy Surwiłło

Miejski ośrodek Kultury odwiedził Jerzy Surwiłło. 67- letni wilnianin od urodzenia. Dziennikarz, publicysta, pisarz, autor kilku książek, książek o Polsce, tej wileńskiej.

Jerzy Surwiłło ma w swoim dorobku wiele cennych inicjatyw na rzecz dobrych stosunków polsko-litewskich. Działał między innymi w sprawie budowy pomnika wieszczów Adama Mickiewicza, i Juliusza Słowackiego. Współpracował przy renowacji muzeum Mickiewicza. Pisał w Kurierze Wileńskim i Gazecie Wileńskiej. Aktualnie redaguje audycję „Magazyn Kombatancki Radia znad Willi”.

Na spotkanie pan Jerzy przywiózł swoje książki: „Od Grunwaldu do Litpolbatu”, „Spacerkiem z marszałkiem po Żmudzi, Wilnie i Wileńszczyźnie”, „To wszystko było, jest w Wilnie”, „Przewodnik po Rossie”.

Spotkanie upłynęło w miłej atmosferze, która przeniosła obecnych na Kresy Rzeczpospolitej, do Rodaków zamieszkujących tam do dziś. Opowieść autorska wzbogacana osobistymi refleksjami, snuta piękną polszczyzną, ze swadą, szczyptą specyficznego kresowego humoru, jak wartki potok popłynęła przez kilkadziesiąt minut spotkania.

Autor mówił o czasach dawnych, okresie wojny, o zmaganiach Polaków o wolność i suwerenność, II wojnie światowej, zmaganiach z sowietyzacją, czasach nam bliższych, teraźniejszości. Kilka osób kupiło przywiezione przez rodaka jego książki.

/Jan/

Jak świętować rocznicę odrodzenia?

Ostatnio nasilają się pytania i idące za nimi dywagacje, jak winno się w Polsce świętować 11 listopada. Narodowe święto według jednych jest zbyt smutne, poważne, pompatyczne wręcz nieciekawe. Inni twierdzą, że tak właśnie powinno być: wspomnienie o ofiarach Polaków którzy przelali swą krew za Ojczyznę. Jeszcze inni postulują, by sposób przeżywania święta zmienić na radosny czas, jak to się dzieje w innych krajach. Także w Policach organizatorzy 90- tej rocznicy odzyskania niepodległości zastanawiają się co w tej sprawie zrobić.

Pokusiłem się o zerkniecie na strony internetowe największych miast Polski, by podpatrzeć co działo się 11 listopada 2007 roku w innych regionach kraju. W ten sposób zawitałem do Łodzi, Olsztyna, Tarnowa, Zielonej Góry, Katowic, Wrocławia, Rzeszowa, Poznania, Trójmiasta, Warszawy, Giżycka, Ełku, Mrągowa, Olsztynka, Piły, Nysy...

W większości miast przebieg uroczystości obejmuje msze święte z udziałem władz i społeczności lokalnej, spotkania pod pomnikami, wieczornice, akademie, pokazy, przemarsze, parady. W tym dniu odbywają się imprezy kulturalne, spektakle teatralne, widowiska plenerowe, koncerty, coraz modniejsze imprezy sportowe, wystawy. Przykłady różnorodności imprez wyłuskanych z szerokiej oferty propozycji: kiermasz kolekcjonerski i wystawa sterowanych radiem modeli samolotów i samochodów- Olsztyn, inscenizacja historyczna „Przyjazd komendanta”- Ełk, wręczenie odznaczeń państwowych- Warszawa, wypuszczenie białych gołębi pokoju- Poznań, wystawa „Legendy marszałka Piłsudskiego”- Rzeszów, warsztaty dziennikarskie „Wolność- kiedyś a dziś”- Katowice, pokaz sztucznych ogni- Zielona Góra, apel poległych- Tarnów, mecz rugby, wyścig kolarski, otwarty turniej szachowy- Olsztyn, koncert grup rockowych- Łódź. Dla każdego coś miłego!

Wszystkich organizatorów przerośli jednak mieszkańcy Trójmiasta i Wrocławia. W stolicy Dolnego Śląska obchodzono Radosne Święto Niepodległości z udziałem wrocławian od wieku przedszkolnego po wiek dojrzały. Parada z udziałem barwnie odzianych w biało- czerwone gadżety wrocławian była spontaniczna, radosna, witalna. W Trójmieście organizatorzy wyszli z założenia, że święto niepodległości nie musi być obchodzone oficjalnie i z powagą. Przez Gdańsk przeszło, przejechało ponad 10 tysięcy osób. Gdańszczanie nieśli ze sobą biało- czerwone szaliki, czapki, parasole. Udowodnili, że polska flaga może mieć różnorodne zastosowanie z jednoczesnym szacunkiem dla barw narodowych.

Także w Policach tegoroczne obchody będą miały nieco inny charakter. Będzie można ujrzeć kabaret Laskowika, uczestniczyć w konferencji popularno- naukowej „Drogi do Niepodległości”, ujrzeć wystawę fotografii „Kobieta po wojnie”, uczestniczyć w akademii- wieczornicy oraz w okolicznościowej mszy świętej. Propozycji jest kilka i uczestnictwo choćby w jednej z nich udowodni nasze przywiązanie do kultywowania tradycji narodowych. Zapraszam więc do wyjścia z domu między 6 a 11 listopada.

/Jan/

poniedziałek, 13 października 2008

Polickie (i nie tylko) pamiątki w Galerii Historycznej Polic

Galeria posiada wiele przedmiotów z dawnych, nieraz bardzo odległych lat. Należą do nich, przedmioty codziennego użytku, pamiątki, bibeloty, ozdoby, przedmioty kultu religijnego, fotografie, dokumenty, książki, pocztówki, medale, porcelana, narzędzia stolarskie, fryzjerskie, ślusarskie, maszyny biurowe, części wyposażenia domu.

Gdy w połowie lat 90. XX wieku zacząłem snuć wizję powstania Galerii i pisać o tym w Gazecie Polickiej, od mieszkańców Polic i nie tylko zaczęły napływać do mnie różnego rodzaju dary, od nader osobliwych, po zwyczajne drobiazgi, przekazywane głównie przez dzieci.

Niektóre z nich są cennym wyposażeniem w ekspozycji Galerii. Inne są odkładane do magazynku „na zaś” do ekspozycji okazjonalnych, tematycznych. Do magazynku odkładam także ciekawe drobiazgi współczesne, które za 20-30 lat będą już „pachniały przeszłością” i będą miały wartość... tak, tak muzealną!

Forma przekazywania pamiątek jest różnorodna. Większość z nich jest przekazana na zawsze, część wypożyczona jest na czas określony lub nieokreślony. Oznacza to, że właściciel pamiątki nie chce jej tracić, ale zarazem nie trzymać w szufladzie lub komórce tylko umożliwić jej pokazanie. Odnotowane jest to w stosownym piśmie. Przykładem takich pamiątek jest choćby zegar szafowy- własność parafii p.w. św. Kazimierza, pisma kościelne, czy też ozdobny szczyt kominka.
W zasobach GHP są także dary nader osobliwe. Przykładem mogą być sztandary ZBOWiD-u i Szkoły Podstawowej nr 3. Ostatnio- 2008 rok, burmistrz Polic Władysław Diakun przekazał Galerii tablicę z pasa granicznego, zdemontowaną w momencie wejścia Polski do układu z Schengen i otwarcia granicy. Tablica już jest niewątpliwą cenną pamiątką dla potomnych. Tenże sam burmistrz przekazał Galerii...butelkę po szampanie, otwartą o północy na przełomie II i III tysiąclecia podczas spotkania z mieszkańcami Polic 1999/2000. To też ciekawa pamiątka.
Oczywiście najcenniejsze są przedmioty pochodzące z Polic i okolic. Ale wywodzące się z innych regionów też są mile widziane, gdyż wyobrażają w dużym stopniu życie policzan na przestrzeni wieków. Stąd np. kołowrotek z centralnej Polski, tylko nieznacznie różni się od tego używanego na Pomorzu w okolicach Szczecina.

GHP nadal zbiera, kolekcjonuje, przejmuje i eksponuje dary od policzan. Zachęcam do przekazywania starych, często niepotrzebnych przedmiotów do Galerii. Wzbogacą one stan posiadania Galerii i wiedzę o przeszłości jej mieszkańców. Obecnie liczba osób, które przekazały do GHP jakikolwiek przedmiot, wynosi 129.

Jan Matura

O blogu w TV Kab Police :-)

TV Kab Police, "Teletydzień", 10.10.2008

piątek, 10 października 2008

Łarpia

Leniwie przepływa wzdłuż wschodnich granic obrzeży miasta. Jedni mówią rzeka, inni bardziej zapoznani z tematem- kanał. Jakby nie było pod miastem sporo wody, dziś trochę mętnej, ale nadal pełnej ryb. Łarpia- o niej piszę jest jednym z symboli Polic. Od zachodniej strony na pograniczu łąk, działek, moczarów okala wyspę o dość oryginalnej nazwie „Polickie Łąki”. W literaturze i źródłach niemieckich nazywana była Larpe.



Jej znaczenie dla historii miasta jest niebagatelne. Niegdyś w średniowieczu wraz z rozlewiskiem stanowiła miejsce połowu ryb dla mieszkańców grodu mścięcińskiego. Później zwłaszcza w XIX wieku nabrała charakteru rzeki żeglownej z portem, przystanią, a w XX wieku także ze stocznią rzeczną.

Usytuowanie Polic nad rzeką Łarpią, pobliską Odrą- Domiążą, Inoujściem, możliwość spławiania towarów i opłynięcia Szczecina, stało się w średniowieczu sporym problemem dla zaborczego, wielkiego już wówczas grodu. Stąd w zaledwie 61 lat po nadaniu w 1260 roku praw miejskich Policom, książę pomorski Otton I przypisał Police Szczecinowi, ograniczając autonomię i niezależność miasteczka aż do początku XIX wieku.

W momencie odzyskania suwerenności po 1808 roku Police zaczęły się dynamicznie rozwijać. Budowano nowe, okazałe gmachy użyteczności publicznej, drogi, połączono linią kolejową Police ze Szczecinem, a później z Trzebieżą. Wzmożono jednocześnie prace przy doskonaleniu transportu i komunikacji wodnej.

Na Łarpii opodal rynku już na początku XIX wieku budowano port rzeczny. W 1821 roku Police uzyskały regularne połączenie żeglugowe ze Szczecinem i Świnoujściem. W 1841 roku umocniono nabrzeża, pogłębiono tor wodny, poszerzono Łarpię, aby do Polic mogły zawijać większe statki. Później wybudowano stocznię rzeczną, w której budowano łodzie rybackie, żaglówki, większe łodzie transportowe, dokonywano napraw i konserwacji. W 1912 roku dokonano modernizacji stoczni. Rok później rozbudowano port.

Najlepsze i najefektywniejsze lata polickiego portu i stoczni przypadają na okres międzywojenny. Stare fotografie ukazują port z cumującymi w nim statkami żeglugi pasażerskiej, dużymi towarowymi statkami rzecznymi. Taki stan trwał do końca II wojny światowej. W latach powojennych Łarpia straciła swe znaczenie. Do rzeki zaczęły spływać ścieki. Łarpia obumarła. Nie zachowała się żadna infrastruktura stoczni i portu.

Od 6 lat czynione są starania o ożywienie rzeki. Założono w tym celu Stowarzyszenie Ekologiczne „Łarpia”. Miłośnicy reaktywacji nabrzeża rzeki czynią starania, aby przywrócić jej znaczenie i atrakcyjność turystyczną. Samo stowarzyszenie niewiele zdziała. Gmina wspiera starania pasjonatów. Nadal niezbędne są fachowe prace badawcze i profesjonalne działania na rzecz oczyszczenia zamulonego dna, umocnienienia wałów, zarybienia rzeki. Być może w przyszłości nad jej brzegami powstaną małe zacisza, kawiarenki, place rekreacji i zabaw dla dzieci. Trzeba jednak planowego działania i funduszy. W innym wypadku nad brzegami Łarpii będzie można jak dotąd spotkać tylko wędkarzy, stosy śmieci i opakowań po mocnych trunkach.

Jan Matura







poniedziałek, 6 października 2008

Pomnik w Trzeszczynie

W słoneczny dzień 23 kwietnia 1967 roku za Trzeszczynem przy drodze do Tanowa i bocznej w kierunku Tatyni zgromadził się pokaźny tłum. Ludzie stali na wybrukowanym placu obok nowego pomnika, który miał być tego dnia uroczyście odsłonięty. Poczty sztandarowe, delegacje szkół, zakładów pracy prężyły się gotowe do rozpoczęcia uroczystości. W tłumie uczestników uroczystości kręcił się większości nieznany mężczyzna o nieszablonowym wyglądzie. Był to Mieczysław Welter, twórca monumentu, który na zlecenie ówczesnych władz i działaczy zaprojektował i wykonał pomnik w swej pracowni.



Artysta najpierw zapoznał się z literaturą historyczną, dokumentami z okresu II wojny światowej. Spotkał się z historykami drążącymi temat. Objechał teren w poszukiwaniu jakichkolwiek śladów po licznych obozach, jakie istniały przy fabryce benzyny syntetycznej w latach 1939-1945. Po takich zabiegach stworzył artystyczną wizję pomnika upamiętniającego śmierć i męczeństwo kilkunastu tysięcy więźniów, którzy zginęli w podpolickich niemieckich obozach. Pomnik przedstawiał postaci dwóch osób, ludzi umęczonych, udręczonych, cierpiących, wygłodzonych, zrezygnowanych.



Mieczysław Welter urodził się w 1928 roku w Śremie. Rzeźbę studiował w Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych w Poznaniu, a następnie w Akademii Sztuk Pięknych w stolicy. Tam w 1956 roku otrzymał dyplom w pracowni Mariana Wnuka. Wcześniej w 1952 roku otrzymał swą pierwszą nagrodę w ogólnopolskim konkursie rzeźbiarskim w Brzezince. Nagród było znacznie więcej. W latach 1952- 1987 nagradzano jego prace w licznych konkursach w kraju i zagranicą. Swoje dzieła wystawiał między innymi w warszawskiej Zachęcie, Szczecinie, Wrocławiu, Sopocie, Krakowie...

Welter jest twórcą licznych pomników, popiersi choćby Kopernika w Fromborku i Meksyku, Chopina w Słupsku, Kochanowskiego w Czarnolesie, Szajnowicza w Salonikach, Konopnickiej we Wrześni czy Krasińskiego w Opinogórze. Prace rzeźbiarza w ocenie krytyka sztuki Lecha Grabowskiego są ”...wsparte mistrzostwem warsztatu, opanowaną do perfekcji techniką i całą ową nabywaną latami wiedzą z zakresu rzeźbiarskiego rzemiosła...”.



Pomnik martyrologii w Trzeszczynie obok pomnika papieża Jana Pawła II jest dziełem na lokalne warunki wielkim, profesjonalnym, na stale wkomponowanym w pejzaż polickiej gminy. Niefortunne okazuje się jedynie usadowienie tablic pamiątkowych tuż przy ruchliwej szosie o kilkadziesiąt metrów od pomnika. Niegdyś były tam tablice mosiężne. W latach 90. XX wieku tablice zostały ukradzione. W ich miejsce zamocowano nowe marmurowe, dziś niestety też nadniszczone przez wandali. We wspomnianych latach 90. pomnik poświęcono, wcześniej poddając go gruntownej konserwacji przez szczecińską firmę „Konsart”, tę samą, która pracowała przy „ustawieniu” polickiego lapidarium. W przeszłości z inicjatywy ks. Jana Kazieczko pod pomnikiem 26 kwietnia odbywały się uroczystości, była odprawiana msza święta. Dziś pod pomnikiem co roku w rocznicę wkroczenia do Polic wojsk Armii Czerwonej i Wojska Polskiego gromadzą się uczestnicy rajdu turystycznego. W 2007 roku Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa w Warszawie wnioskowała o zmianę treści napisów na tablicach oraz ustawieniu krzyża opodal pomnika. Wiem, że artysta nie wyraził na to zgody. Kłóci się to z jego pierwotną wizją artystyczną pomnika, jego usadowienia w otoczeniu. Zdaniem rzeźbiarza nowe elementy zakłóciłyby ten artystyczny porządek.

Jan Matura


Foto:
1- w pracowni artysty, pierwsza wizja i wygląd pomnika w Trzeszczynie,
2- uroczystości pod pomnikiem, lata 70. XX wieku
3- warta honorowa, lata 90. XX wieku