piątek, 31 grudnia 2010

Sylwestrowe rozważania

Za niecałe 8 godzin przełom 2010/2011 roku. Jak zawsze w takich chwilach nachodzą człowieka różne myśli. Zdecydowanie większość ludzi z nowym rokiem liczy, że kolejne 365 dni będzie dobrych, lepszych od roku mijającego. Snujemy plany i nadzieje, stawiamy sobie cele do osiągnięcia. Zwykle związane są one z życiem zawodowym i osobistym. Oba obszary funkcjonowania człowieka są w symbiozie, nierozerwalnie związane. By godnie żyć, trzeba...no choćby pracować, by mieć na przykład środki na życie. Jest super, gdy praca zawodowa sprawia nam przyjemność i satysfakcję, gdy odnosimy w niej sukcesy, rozwijamy się. Żyjemy i spełniamy się.

Dla mnie osobiście miniony rok był dobry. W szkole uzyskałem awans nauczycielski na nauczyciela dyplomowanego. Szkoła jest fajna, uwielbiam ją, a dzieci jaki zawsze chętne do współpracy intelektualno- fizycznej (w-f). W MOK żyłem polickim rokiem jubileuszowym. Plany były wielkie, śmiałe i możliwe do realizacji (wcale niedrogie). Wyszło niezgodnie z moimi oczekiwaniami i marzeniami. Wszystko się “pokręciło” przez przeciwników historii, tradycji, tożsamości, na rzecz lobby gospodarczego. Mimo tego zrealizowaliśmy imprezy, pod wspólnym mianownikiem 750- lecia Polic i zrobiliśmy to dobrze. W wakacje zaskoczyła nas awaria dachu i zalanie Galerii Historycznej oraz pomieszczeń pod nią. Było dużo pracy fizycznej z przenoszeniem całego dobytku GHP z miejsca na miejsce. Teraz jesteśmy na swoim, trwa urządzanie wystawy na nowo. Prace dobiegają powoli do końca i z lutym ruszamy z działalnością edukacyjną, poznawczą do przodu.

Plany na 2010 rok mam(y) ambitne. Nowością będzie realizacja pomysłu związanego z adaptacją nowego obszaru historyczno- kulturowego, o którym jeszcze w przyszłości wspomnę. Sprawa jest ciekawa, warta zaangażowania osobistego i nadzwyczajniej budzi u mnie twórczy niepokój. Na pewno zrealizuję wystawę plastyczną w ”Galerii Obok” mego autorstwa: “Police jakich nie znamy”. Jestem po wstępnej rozmowie z prowadzącym Galerię Tomkiem Łojem. Termin ustalimy lada dzień.

Dużą wagę przykładam do prowadzenia blogu. To ważne dla mnie forum wypowiedzi. Oczywiście będę “udzielał” się na innych przyjaznych forach. Mam na myśli m. in. “Wieści Polickie”, http://www.policeinfo.pl/ i inne. Nadal będę prowadził “Kronikę Gminy Police”, która ma być w całości zdigilityzowana na stronie Biblioteki Miejskiej. Póki co dziękuję wszystkim przyjaciołom historii Polic, memu synowi Jakubowi, za współpracę, życzliwość i wspólne działania w zakresie rozkwitu kultury Ziemi Polickiej.

Jan Matura



Na zdjęciu-makieta rozwoju przestrzennego Pilchowa wykonaną przez uczniów Szkoły Podstawowej w tejże miejscowości na konferencji nauczycieli regionalistów - MOK - maj - 2010 roku

niedziela, 26 grudnia 2010

Jubileuszowe kalendarium Polic

Schyłek roku służy wspomnieniom, refleksjom, przypomnieniem ważnych dla nas wydarzeń, osobistych, zawodowych w szerszym wymiarze środowiskowych, społecznych. Dziś pokuszę się o przypomnienie najważniejszych imprez, przedsięwzięć jakie odbyły się pod wspólnym mianownikiem 750- lecia Polic. Mimo przeszkód, o których nie warto wspominać ze względu na fatalny styl jakim były realizowane, obchody 750- lecia zostały jednak uczczone. Nie tak jak wprawdzie sobie wyobrażaliśmy, ale zawsze z zaangażowaniem i pasją. Oto kalendarium wydarzeń o charakterze historycznym. Nie wymieniam innych (było ich wiele) turystycznych, wystaw, konkursów...

Styczeń

31.12-1.1 plenerowe powitanie Nowego Jubileuszowego Roku na placu przed MOK. Inauguracja jubileuszu 750-lecia nadania praw miejskich Policom. Na placu zebrała się kilkusetosobowa grupa policzan chcąca powitać nowy rok inaczej. Na scenie pojawił się Barnim I zaś burmistrz Diakun i dyrektor MOK złożyli życzenia i wznieśli toast lampką szampana za pomyślność mieszkańców miasta i samego grodu.
27.1 „Zabytki Gminy Police” stały się polem zainteresowania miłośników historii. Prelegent Jan Antoni Kłys zaprezentował wybrane obszary zabytkowe i obiekty chronione prawem w Gminie Police. Tematu nie wyczerpano. Wrócimy zapewne do niego jeszcze.

Luty


25.2 Gawęda historyczna. Marek Dworaczyk mówił o grodzie mścięcińskim, o średniowieczu w Policach. Wdrożył słuchaczy w atmosferę roku jubileuszowego w mieście. Po prelekcji rozwinęła się interesująca dyskusja obecnych z historykiem- archeologiem.

Marzec

17.3 Kulturalna prezentacja Tanowa w Miejskim Ośrodku Kultury „Tanowo wczoraj i dziś”. Zależało mi na pokazaniu niedocenionej niestety osady, trzeciej po Policach i Trzebieży miejscowości w gminie pod względem liczby mieszkańców (około 1.400 osób w marcu 2010). Tanowo ma swoją historię, swoje atuty i obszary do kulturalno- społecznego zagospodarowania (cmentarz, Góra Żalisko).

Maj

19.5 III Konferencja Nauczycieli Regionalistów w MOK. Udane przedsięwzięcie nauczycieli metodyków historii. Wystawy, występy, prezentacje szkół i ich zainteresowania regionalizmem dowiodły inwencji nauczycieli i ich podopiecznych.

Czerwiec

4-5.6 Uroczysta sesja Rady Miejskiej w MOK z udziałem wszystkich miłośników miasta, zaproszonych gości na okoliczność 750- lecia Polic. Odczytanie przez przewodniczącego Rady Miejskiej Witolda Króla aktu lokacyjnego miasta. Przemarsz do rynku i odsłonięcie dwóch pamiątkowych tablic: na ścianie Urzędu Stanu Cywilnego oraz przed boczną kaplicą kościoła mariackiego. Otwarcie Centrum Informacji Turystycznej i Kulturalnej w kaplicy mariackiej.

Sierpień

28.8 IV Jarmark Augustiański. Impreza na stałe wpisana w pejzaż Jasienicy. Formuła ta sama, wykonawcy inni. Rzecz w tym, że w jednym miejscu spotkało się wielu sympatyków przeszłości Ziemi Polickiej i zwykłych ludzi, którzy lubią się bawić, w tym wypadku z historią w tle. Przy okazji wizyty Niemców, byłych mieszkańców miasta i regionu odsłonięto dwie tablice w Jasienicy- Duchowie oraz w Policach upamiętniając przeszłość tych ziem w kontekście wydarzeń pierwszej połowy XX wieku.

Wrzesień

4.9 Widowisko, koncert muzyczny „Lux Aeterna” w Parku Staromiejskim poświęcony byłym i obecnym mieszkańcom Polic. O tej imprezie już pisałem na blogu. Odnoszę się do niej na końcu tekstu. Znakomite wydarzenie!

Październik


28.10 Konferencja naukowa „Police na przestrzeni dziejów”. Nigdy dotąd o Policach nie mówiło tak wielu historyków, dotykając tak szerokiego obszaru dziejowego. Pisałem o tym na blogu i w „Wieściach” obszernie.
22-24 Polickie Dni Muzyki 2010 z udziałem wykonawców z Polski i Niemiec. Coroczne święto muzyki chóralnej i sakralnej.

***

Lubię rankingi. Wynika to z natury sportowca maratończyka, nauczyciela wuefisty. Stąd i w tym przypadku po krótkim namyśle najwyżej z wymienionych wydarzeń pod względem kunsztu, przygotowań, organizacji, rozmachu realizacji oceniam koncert „Lux Aeterna”. Tu ukłon w stronę kolegi kompozytora Piotrka Brody, który odważył się takie zadanie podjąć i uczynił to znakomicie. Oczywiście przy pomocy sztabu ludzi nie tylko z MOK, ale też z zewnątrz: Robert Kaanan, chór Akademii Morskiej, inni. Widowisko - koncert zapadł w mej pamięci jako najbardziej spektakularne dzieło w rodzimym wydaniu (sami sobie potrafimy). Niezwykła atmosfera, miejsce koncertu, liczba widzów, to wszystko było na szóstkę. Wielki ukłon dla MOK, dyrektor Anny Ryl, Piotra i kolegów, koleżanek, którzy w tym dziele pracowali!

Wysoko oceniam konferencję historyczną „Police na przestrzeni dziejów”. Cenne, interesujące przedsięwzięcie, dobrze zorganizowane wraz ze swoistą otoczką: okazjonalne wystawy, kuluary.

Trzecim najważniejszym wydarzeniem 750- lecia Polic było poprzez uroczystości, skumulowanie i ożywienie (chyba po raz pierwszy w takiej skali) polickiego starego rynku. Było to niekłamane święto tej zapomnianej kulturowo części miasta.

jan
Zdjęcia: Mariusz Hałgas, Tomasz Łój, Marcin Kłys

piątek, 24 grudnia 2010

niedziela, 19 grudnia 2010

Przygody z Galerią

14 sierpnia mijającego roku, w sobotę odebrałem alarmujący telefon od dyrektor MOK Anny Ryl. Zalewa Galerię! W tym czasie przez kilka dni intensywnie padał deszcz, który w dachu nad Galerią Historyczną znalazł dziurę. Woda ciekła z sufitu i przenikała do pomieszczeń na dole za sceną na parterze. Wyglądało to bardzo groźnie, więc przy pomocy kolegów z MOK Tomka Łoja, Piotrka Brody przenieśliśmy najważniejsze przedmioty i eksponaty do pobliskiego pomieszczenia, resztę zabezpieczyliśmy, zakryliśmy folią.

Całkowita intensywna ewakuacja GHP trwała ponad 2 dni. Po niej w nowym miejscu rezydowałem, egzystowałem do początku września wśród tysiąca przedmiotów, bibelotów, dokumentów, zaś budowlańcy zabrali się za remont dachu i wymianę starej, pękniętej kanalizacyjnej rury ściekowej. Jako, że po wakacyjnej przerwie rozpoczynały się zajęcia taneczne, musiałem ją pilnie opuścić przenosząc się do garderoby za sceną. Tam też nie zagrzałem długo miejsca, gdyż zbliżały się Polickie Dni Muzyki, a wraz z nią występ Anity Lipnickiej, która potrzebowała garderoby.

Ponownie na własnych ramionach oraz przy pomocy wolontariusza przez kilka dni przenosiłem wyposażenie GHP na I piętro do własnych pomieszczeń. Były już wyremontowane, rura wymieniona, ściany elegancko wymalowane, pomieszczenia suche i estetyczne. Rozpocząłem urządzanie Galerii na nowo. Zmieniałem koncepcję prezentacji. Inaczej ustawiłem gabloty przez co uzyskałem dodatkową powierzchnię dla zwiedzających. Zrezygnowałem z części eksponatów. Dołożyłem kilka nowych.



Urządzanie GHP trwa nadal. Na szczęście nie ma pośpiechu. Wszystko musi być na tip-top! Narazie historyczne spotkania realizuję w sali konferencyjnej, wspomagając się prezentacjami wizualnymi na ekranie, jak też przy pomocy rekwizytów i makiet.



Otwarcie GHP na nowo planuję na początku lutego, o czym poinformuję. Póki co jestem na etapie wykonywania polsko- niemieckich opisów poszczególnych działów Galerii, opisu rekwizytów, polickich pamiątek.



Na zdjęciach prezentuję wygląd Galerii sprzed 10 dni. Aktualnie wygląda to już znacznie lepiej i estetyczniej.

czwartek, 16 grudnia 2010

Przedszkolaki...

...sprzed 51 lat. To zdjęcie do GHP przekazała popularna pani Marysia Wasiun z portierni MOK. Przedstawia ono Marysię i jej siostrę Wiesię Knaszak przed przedszkolem nr 1 przy ul. Traugutta w Policach. Na zdjęciu widać jedną z dziewcząt trzymającą psiaka. Druga siedzi na zabawce ulubionej przez chłopców, na koniu na biegunach.

Przedszkole jest najstarszym w mieście. Powstało w 1947 roku. Od 1995 jest Przedszkolem Publicznym, a od 16 maja przyjęło nazwę „Calineczka”.

sobota, 11 grudnia 2010

Lepiej poznać Mścięcino


Dla policzan Mścięcino, dzielnica miasta w kontekście historycznym kojarzy się mniej lub więcej z wiedzą o filii podobozu Stutthof w Mścięcinie. Tymczasem w tej części miasta, niegdyś samodzielnej osadzie, zawiązała się pracywilizacja policka. Niewielu wzgórze między ulicami Asfaltową i Dębową kojarzy z istnieniem w tym miejscu grodu słowiańskiego. Niewiele osób ma świadomość, że na przełomie XIX/XX wieku osada była miejscem spotkań, turystycznych wędrówek, życia kulturalnego.


Stąd zainteresował mnie projekt nauczycieli klas szóstych Szkoły Podstawowej im. Jana Pawła II w Policach, którzy postanowili uczniom historię tego miejsca przybliżyć. Między 19 a 29 listopada w poniedziałki i piątki odwiedziło mnie blisko 200 uczniów z ośmiu klas VI “ósemki” z paniami: Anną Sarkowską, Joanną Cudak, Iwoną Gagatek, Małgorzatą Miłoszewską, Wiktorią Bziukiewicz, Beatą Kowalczyk, Beatą Obuchowską i Ewą Jędruch- Dembek.

Spotkania odbywały się w sali konferencyjnej MOK, poparte prezentacją wizualną Mścięcina, starymi, zabytkowymi przedmiotami z okresu osadnictwa grodowego, kopiami, makietami mającymi związek z osadą. Do Galerii Historycznej na I piętrze nie zapraszałem, bowiem trwają tam na nowo prace przy urządzaniu wystawy po zalaniu pomieszczeń, o czym jeszcze przy okazji wspomnę.

Lekcje historii regionalnej spotkały się z życzliwym, uważnym przyjęciem przez uczniów. Spotkania upływały w miłej atmosferze dając mi satysfakcję ze sposobu ich realizacji i uzyskania oczekiwanych efektów.

Na zakończenie w kilku zdaniach (tak gwoli przypomnienia)kalendarium historii Mścięcina:

Neolit- Pierwsze ślady osadnictwa na Wzgórzu Mścięcińskim
IX-XI w. Powstanie i istnienie grodu słowiańskiego
XI w. Migracja ludności w okolice dzisiejszego polickiego rynku
1298 r. Książę Otton I nadaje braciom Gobello i Janowi von Hovene miejsce pod Mścięcinem zwane grodziskiem
XIV - XVIII w. Osada przechodzi przez ręce i władanie kolejnych właścicieli m.in. Burcharda von Schwennenz, Szczecina. W osadzie kwaterują żołnierze cesarscy, Wallensteina, Branderburczycy
XVIII w. Budowa ryglowego kościoła w osadzie
1898 r. Do Mścięcina dociera kolej
Przełom XIX/XX w. W Mścięcinie powstają Dom Strzelecki, Waldhalle, Kurhaus, Waldrestaurat Mückemühle- obiekty restauracyjne, wypoczynkowe, rozrywkowe
1929 r. Do Mścięcina dociera autobus na linii Gocław - Police
1944 r. Założenie i budowa filii obozu KL Stutthof - Außenlager Pölitz
luty-kwiecień 1945 Ewakuacja więźniów, likwidacja obozu
3.9.1956 r. Otwarcie Szkoły Podstawowej nr 2 w Mscięcinie
lata 50-60. XX w. Na terenie obozu założono tuczarnię trzody chlewnej
lata 80-90 XX w. Powstanie i rozbudowa na terenie obozu miasteczka rzemieślniczego.

niedziela, 5 grudnia 2010

Spacerem przez fabrykę

Za oknem śnieg. Od czasu do czasu pada biały puch, a wiatr rozwiewa go we wszystkie strony świata. Piszę o tym, bowiem wybranie się na zwiedzanie Hydrierwerke w zimie nie jest najlepszym pomysłem. Śnieg zasłania wiele żelbetowych konstrukcji, zatraca się widoczność. Jeśli zwiedzać fabrykę benzyny syntetycznej, to przede wszystkim wczesną wiosną lub późną jesienią.

Ostatnio skorzystałem z łaskawości aury i zaprosiłem dzieci z klas 4-5-6 szkoły podstawowej w Tanowie, w której od lat pracuję, na wycieczkę po “starej fabryce”. Zrobiłem to w ramach czwartej godziny w-f, która jest do “dyspozycji uczniów”. Turystyka jest jedną z form wykorzystania cennego lekcyjnego czasu.

Po ustaleniu terminów z członkami Stowarzyszenia “Skarb”, zjawiłem się w dwie listopadowe soboty pod bunkrem Stowarzyszenia w obecności wspierających mnie wychowawców: Melanii Peda, Agnieszki Kryzan i Krzysztofa Adamczaka. Ruszaliśmy na wycieczkę pod opieką przewodnika, w towarzystwie członków grupy rekonstrukcyjnej istniejącej przy Stowarzyszeniu. Na fabryce oglądaliśmy najbardziej charakterystyczne obiekty: powalony komin, “estakadę” na przewody i rury, młynownię, zrujnowane hale, silosy na gaz z podziemnym przejściem, wieżę wartowniczą, zasieki okalające teren koncernu.



Po zakończeniu eskapady byliśmy zapraszani do wnętrza bunkra na projekcje filmów i obejrzenie wystawy. Na zakończenie ku uciesze dzieci piekliśmy kiełbaski odpoczywając przy ognisku. W ten sposób blisko 70-tka tanowskich uczniów poznała miejsce im nieznane, tajemnicze. Taka forma poznania historii jest najlepszym sposobem na przybliżanie najmłodszym historię tej ziemi.

Hydrierwerke jest nadal miejscem niezwykłym, mało znanym, choć w tym dziele wiele już zrobiono. W lokalnym wymiarze benzyna syntetyczna kojarzy się wielu z terenem za Gimnazjum nr 1. W kraju tylko nieliczni wiedzą, że coś takiego istnieje w Policach. Atut historyczny Polic choć tragiczny w swym wymiarze jest nadal niewykorzystany.

jan

niedziela, 28 listopada 2010

Przemijanie

Jeszcze trwa miesiąc wspomnień, nostalgii, westchnień za ludźmi, którzy byli nam bliscy, ale nas opuścili. Listopad jest okazją do odwiedzenia grobów, mogił naszych bliskich, niedaleko nas, ale też często odległych, w innych regionach Polski. Refleksje o przemijaniu nie opuszczają nas. Są wkalkulowane w naszą egzystencję. Naszych Zmarłych otacza się zwykle dobrym wspomnieniem, ciepłą, życzliwą myślą. W ostatnich trzech latach pożegnałem kilku przyjaciół, osoby znane i cenione w Policach. Ich odejście pozostawiło pustkę. Pozostał dorobek ich życia utrwalony na brystolu, papierze, zdjęciach, w artykułach prasowych, rzeczach, przedmiotach trwałych, zapiskach kronikarskich.

Krzysiek - Krzysztof Toboła 1963-2008



Spotykałem go w różnych sytuacjach. Na ulicy, stadionie, podczas imprez sportowych, które współorganizował, na wernisażach, w tym także jego własnych (Anataz i Rada Osiedla nr 4). Zawsze uśmiechnięty, kipiący werwą i optymizmem snuł opowieści o jego uczestnictwie w licznych konkursach, wyjazdach, planach na teraz, na przyszłość.

Byłem niezmiernie rad, gdy bywał na imprezach organizowanych przeze mnie w Galerii Historycznej Polic, jak i przedsięwzięciach indywidualnych - na wystawach "„Moje małe ojczyzny” oraz „Moje Anioły”. Podczas jednej z nich wręczył mi moją karykaturę, która stała się jedną z najcenniejszych moich pamiątek. Żałuję, że nie mogłem być na bodaj ostatniej wystawie jego życia w MOK. Ceniłem go za karykatury. Są świetne.

Marian - Marian Yoph - Żabiński 1947-2009



Człowiek nieszablonowy, niekonwencjonalny, oryginalny. Człowiek czynu. Choć na co dzień otoczony wieloma ludźmi, hasał ulicami miasta samotnie ze swymi myślami, planami, nadziejami, wątpliwościami. Zanim trafił do Polic, wędrował niestrudzenie po Polsce, ze swym nieodłącznym bagażem fascynacji słowem pisanym, rymowanym lub nie. Tam poznał wielu ciekawych ludzi, utytułowanych, uznanych, poetów, prozaików. Swoje myśli, refleksje, analizy literackie publikował w wielu czasopismach kulturalnych i literackich. Sam też pisał dla siebie i innych wiersze, opowiadania.

Był laureatem wielu ogólnopolskich konkursów poetyckich. W Policach założył Regionalne Stowarzyszenie Literacko - Artystyczne, którego został prezesem. Skupił wokół siebie ludzi wrażliwych, piszących wiersze, opowiadania. Wraz z nimi stworzył swoistą bohemę artystyczną, która znalazła dla siebie miejsce spotkań w bibliotece w rynku. Spotykali się cyklicznie. Wspólnie stworzyli ideę organizowania Konkursu Literackiego im. K. I. Gałczyńskiego. Promował polickie środowisko literackie. W serii poetyckiej „Pegaz Policki” wydał tomiki wierszy wielu piszącym policzanom. Cieszył się każdym nowym debiutem, wydanym tomikiem, realizacją nowego pomysłu. Publikował w „Wieściach Polickich”. Pisał systematycznie artykuły podnosząc jakość pisma. Wielu twierdziło, że czyta Wieści, bo pisze tam Żabiński.

Jego teksty były żywe, interesujące, nawet dla ludzi nie związanych ze środowiskiem twórczym. Pisał felietony, opowiadania. Miał plany związane ze zbliżającą się rocznicą 750- lecia Polic. Chciał wydać książkę o polickich „literackich” ulicach. Wiele o tym mówił swym bliskim. Dzieła nie dokończył, choć było już niemal gotowe. Nie doczekał. Odszedł nagle zostawiając po sobie pustkę nie do wypełnienia. Był nader skromny, żył skromnie, nigdy nie wychodził przed szereg. Ale zostawił po sobie bogactwo słowa i czynu.

Bronia - Bronisława Mesterhazy-Okopińska 1918- 2010

Hrabina polickiej kultury. Przez lata aktywna zawodowo, społecznie. Żona Bronisława Okopińskiego, aptekarza, działacza sportowego. Skromna osoba wysokiej kultury. Poznałem ją dość dawno, gdy zostałem zaproszony do jej domu wraz z paniami Różą Kłys, Anną Ryl i Witoldem Stefańskim. Byłem wówczas na etapie tworzenia Galerii Historycznej Polic. A Okopińscy postanowili przekazać wiele osobistych pamiątek do zbiorów GHP.

Potem spotykałem się z Bronią wielokrotnie przed i po śmierci swego męża. U schyłku życia objawiła się jako poetka. Wydała kilka tomików swych wierszy. Żywo uczestniczyła w życiu kulturalnym, a zwłaszcza literackim Polic. To ona poinformowała mnie o śmierci Mariana Yopha - Żabińskiego. Kazała mówić do siebie po imieniu. Dość często dzwoniła do mnie z różnymi swoimi sprawami, radościami i wątpliwościami. Będę ją wspominał jako dobrego, zacnego człowieka.

Zyzio - Zygmunt Zdanowicz 1941- 2010



Zdarza się,że w suacjach istotnych, smutnych, bolesnych, radosnych, mniej, bardziej ważnych, w obecności ludzi cytuje się słowa znanych osób: poetów, myślicieli, filozofów, świętych. Gdybym musiał do ludzi powiedzieć słowa o Zygmuncie Zdanowiczu, zapewne nie cytowałbym niegdyś wypowiedzianych myśli Wiktora Hugo, Umberto Eco, czy Alberta Einsteina. Nie cytowałbym fragmentów wierszy poety księdza Jana Twardowskiego. Bowiem nie oddałyby one prawdy o człowieku, który był niezastąpiony w tym co czynił dla siebie, dla nas w swoim pięknym życiu.

Zygmunt był osobą żyjąca na przełomie XX/XXI wieku, ale wydawało się, że był osobą eklektyczną, z ”dawnej” epoki. Związany przez lata z teatrami szczecińskimi, szczecińską kulturą, posiadał wyłączność na osobistą interpretację zdarzeń, przedsięwzięć, pomysłów związanych z kulturą, sztuką.Szczecinianin, ale tak naprawdę policzanin. Kilkanaście swoich ostatnich lat życia spędził z nami w murach Miejskiego Ośrodka Kultury, na imprezach kameralnych, plenerowych, wielkich, kameralnych, których był współrealizatorem.

Był zawsze blisko sceny. Polegaliśmy na nim, bowiem jak nikt inny posiadał wiedzę o tym co się robi za kulisami, na proscenium, w garderobie, podczas występów, spektakli.Był wszechstronnie przygotowany do podjęcia zadań z zakresu teatru, pantomimy, wystaw okolicznościowych, tematycznych, przygotowania rekwizytów, aktorów, wykonawców do wyjścia na scenę. Miał szerokie znajomości. Wielu znanych szczecińskich artystów lansował i prezentował w kulturalnym polickim środowisku. Snuł o nich często anegdoty, opowiadania. Zaskakiwał nas osobista znajomością z wieloma ludźmi kultury, sztuki, artystami. Choćby z Emilą Krakowską, braćmi Englertami.

Zyzio był firmą. Był lubiany i szanowany przez ludzi zwykłych, osoby publiczne, polickich, szczecińskich VIP- ów. Często proszono Go o pomoc w realizacji kolejnych różnorakich przedsięwzięć. Miał pomóc mi w przygotowaniu wystawy na okoliczność konferencji historycznej. A tu nagle brakuje Zygmunta.Gdy dotarła do nas wieść o odejściu Zyzia, pytaliśmy się: jak to możliwe? Przecież jeszcze niedawno kilka dni wstecz, kilkadziesiąt godzin temu rozmawialiśmy z nim, dotykaliśmy Go, niektórzy zakurzyli z nim ostatniego papierosa.

Odszedł nagle bez uprzedzenia nas o swoim życiowym zmierzchu pięknej przygody, pełnej niepowtarzalnej otoczki, jaką był spowity. Zostawił nas wśród wielu osobistych przedmiotów, pamiątek, których pełno w Miejskim Ośrodku Kultury...Mam po nim dwie pamiątki. Dwa rysunki. Zyzio rysował. I to jak! Prawie jak Kantor. Na próbach kolejne sceniczne sytuacje miast syntetycznie opisywać...rysował na licznych karteluszkach.Nieraz mawiamy: trzeba zadzwonić do Zyzia. Tylko, że on telefonów już nie odbiera.

jan

sobota, 13 listopada 2010

Gdzie to jest?

Na listopadowy, ciepły weekend proponuję zgadywankę. To zdjęcie sprzed II wojny światowej przedstawia jedną z miejscowości dzisiejszej Gminy Police. Jaka to miejscowość pytam miłośników przeszłości miasta i regionu, którzy w wolnym czasie odwiedzą blog police750.

wtorek, 9 listopada 2010

Konferencja jakiej dotąd nie było

Na zakończenie obchodów jubileuszu 750- lecia Polic Urząd Miejski, burmistrz Polic zorganizował konferencję historyczną „Police na przestrzeni dziejów”. Konferencję nader udaną, jakiej dotąd w Policach nie było, tym bardziej, że tematyka wykładów, wystąpień prelegentów dotyczyła naszego miasta i ich okolic. O Policach nierzadko mówiono poprzez porównania, analogie w kontekście dziejów Pomorza. Bowiem w historii miasta są czarne dziury. Brak dokumentów, ikonografii, materialnych pamiątek, zabytków ruchomych i nieruchomych jakie posiadają inne grody, choćby Stargard Szczeciński, Goleniów, Gryfino Trzebiatów. Podkreślali to od czasu do czasu historycy.

Tematyka obejmowała kilka obszarów dziejowych: pradzieje, średniowiecze, czasy nowożytne, a w nich między innymi okres II wojny światowej i czasy powojenne. Emocjonalnie związany z Policami Przemysław Krajewski mówił o najdawniejszych dziejach Polic i znaczeniu zmian geologicznych na kształtowaniu się osadnictwa. Marek Dworaczyk po raz wtóry w Policach snuł opowieść o grodzie mścięcińskim opierając się głównie na badaniach innych archeologów Garczyńskiego, Filipowiaka, Rogosza. Nie usłyszeliśmy nic szczególnego, co wzbogaciłoby wiedzę o grodzie, który wzmiankowano niegdyś w dokumentach. Prezentacja multimedialna też opierała się o ryciny i zdjęcia z książki Rogosza.

Ciekawy był referat Alicji Kościelnej z Archiwum Szczecińskiego o dokumencie lokacyjnym z 1260 roku. To właśnie dzięki niej miasto otrzymało przetłumaczony cały dokument, który zaginął lecz dzięki kopiście został upubliczniony w Pommersches Urkundenbuch w XIX wieku. Blog police750 jako pierwszy przedstawił tłumaczenie całego dokumentu. Później wielokrotnie był wykorzystany, cytowany, przedstawiany wszystkim zainteresowanym.

O lokacji Polic i ich dziejach pod zwierzchnictwem rodzin rycerskich mówił Krzysztof Guzikowski, zaś o ramach prawnych i ustroju Polic w średniowieczu i czasach nowożytnych Paweł Gut (również gość GHP podczas marcowego wykładu na gawędzie w Policach). Obaj historycy przytoczyli kilka mało znanych faktów, dat w historii Polic, rzadko publikowanych i przedstawianych w literaturze historycznej.

Po przerwie uczestnicy konferencji przenieśli się czasie do XX wieku poznając losy miasta w kontekście uczestników polskich akcji wywiadowczych w Policach podczas II wojny światowej - Paweł Knap, bombardowań wytwórni paliw syntetycznych w Policach - Grzegorz Ciechanowski. O okresie powojennym mówili Radosław Ptaszyński - „Zbrodnicza szarańcza”. Proces „sabotażystów polickich”, Arkadiusz Słabig - „Uchodźcy polityczni z Grecji w świetle materiałów SB”, oraz ksiądz Robert Włodkowski - „Ks. Jan Mleczko w kontekście represji wobec duchowieństwa katolickiego na Pomorzu Zachodnim”.

Konferencja trwała kilka godzin przy niemal całkowicie wypełnionej sali. Wśród słuchaczy, co szczególnie cieszy nie zabrakło uczniów szkół ponadpodstawowych ze swymi nauczycielami. Choć tematyka była obszerna, nikogo nie nużyła. Konferencja stała się organizacyjnym sukcesem inicjatorów z Urzędu Miejskiego, naczelnika Witolda Stefańskiego, dowodem na to, że chęć poznania przeszłości miasta, regionu jest wśród policzan coraz większa.

Osobiście emocjonalnie byłem mocno zaangażowany w przedsięwzięcie, które stało się przysłowiową „kropką nad „i” 750- lecia Polic. Konferencję oceniam wysoko, choć poziom prelekcji był zróżnicowany. Najbłyskotliwszy, fachowo, wartko przeprowadzony, był wykład dra Grzegorza Ciechanowskiego, specjalisty od lotnictwa z okresu II wojny światowej. Bardziej przypadły mi do gustu wystąpienia wsparte pokazami multimedialnymi, choć te wbrew pozorom wymagały mniejszego przygotowania. Bowiem co innego opowiadać dzieje i komentować pokazywane obrazy, a znacznie trudniej opowiadać barwnym językiem o czymś czego się nie widzi, by zainteresować obecnych na sali.

Cieszę się, że uczestniczyłem w tym spotkaniu i z ramienia MOK dostąpiłem zaszczytu nadać „start” konferencji. I na koniec wyrażam satysfakcję, że włodarz gminy Władysław Diakun był obecny na konferencji od jej pierwszych chwil, po samo zakończenie. Dowodzi to autentycznego zainteresowania historią burmistrza, czemu daje wielokrotnie wyraz i ma to przełożenie na wielu jego urzędników.

Niebawem przypomnę najważniejsze inicjatywy, przedsięwzięcia, imprezy, które w skromny sposób przypomniały policzanom historię miasta w jego 750- letnim istnieniu.

piątek, 29 października 2010

Przemijanie

Przed nami kilka dni wspomnień, nostalgii, westchnień za ludźmi, którzy byli nam bliscy, ale nas opuścili. Wszystkich Świętych jest okazją do odwiedzenia grobów, mogił naszych bliskich, niedaleko nas, ale też często w odległych, innych regionach Polski.

Refleksje o przemijaniu nie opuszczają nas. Są wkalkulowane w naszą egzystencję. Naszych Zmarłych otacza się zwykle dobrym wspomnieniem, ciepłą, życzliwą myślą. Pracowników Miejskiego Ośrodka Kultury dotknęła nagła, śmierć Zyzia Zdanowicza. Dziś odbył się Jego pogrzeb na Cmentarzu Komunalnym w Szczecinie.

Zdarza się, że w sytuacjach istotnych, smutnych, bolesnych, radosnych, mniej, bardziej ważnych, w obecności ludzi cytuje się słowa znanych osób: poetów, myślicieli, filozofów, świętych. Gdybym musiał do ludzi powiedzieć słowa o Zygmuncie Zdanowiczu, zapewne nie cytowałbym niegdyś wypowiedzianych myśli Wiktora Hugo, Umberto Eco, czy Alberta Einsteina. Nie cytowałbym fragmentów wierszy poety księdza Jana Twardowskiego. Bowiem nie oddałyby one prawdy o człowieku, który był niezastąpiony w tym co czynił dla siebie, dla nas w swoim pięknym życiu.
Zygmunt był osobą żyjącą na przełomie XX/XXI wieku, ale wydawało się, że był osobą eklektyczną, z ”dawnej” epoki. Związany przez lata z teatrami szczecińskimi, szczecińską kulturą, posiadał wyłączność na osobistą interpretację zdarzeń, przedsięwzięć, pomysłów związanych z kulturą, sztuką.

Szczecinianin, ale tak naprawdę policzanin. Kilkanaście swoich ostatnich lat życia spędził z nami w murach Miejskiego Ośrodka Kultury, na imprezach plenerowych, wielkich, kameralnych, których był współrealizatorem. Był zawsze blisko sceny. Polegaliśmy na nim, bowiem jak nikt inny posiadał wiedzę o tym co się robi za kulisami, na proscenium, w garderobie, podczas występów, spektakli, widowisk.

Był wszechstronnie przygotowany do podjęcia zadań z zakresu teatru, pantomimy, wystaw okolicznościowych, tematycznych, przygotowania rekwizytów, aktorów, wykonawców, do wyjścia na scenę. Miał szerokie znajomości. Wielu znanych szczecińskich artystów lansował i prezentował w kulturalnym polickim środowisku. Był lubiany i szanowany przez ludzi zwykłych, osoby publiczne, polickich, szczecińskich VIP- ów. Często proszono Go o pomoc w realizacji kolejnych różnorakich przedsięwzięć.

Gdy dotarła do nas wieść o odejściu Zyzia, pytaliśmy się: jak to możliwe? Przecież jeszcze niedawno, kilka dni wstecz, kilkadziesiąt godzin temu rozmawialiśmy z nim, dotykaliśmy Go, niektórzy zakurzyli z nim ostatniego papierosa. Odszedł nagle bez uprzedzenia nas o swoim życiowym zmierzchu pięknej przygody, pełnej niepowtarzalnej otoczki, jaką był spowity. Zostawił nas wśród wielu osobistych przedmiotów, pamiątek, których pełno w Miejskim Ośrodku Kultury...

Do osoby Zygmunta wrócę we wspomnieniach w listopadzie, miesiącu wspomnień. Póki co ruszam w drogę na groby drogich mi rodziców do Kępnicy opodal biskupiej, pięknej Nysy. To pół tysiąca kilometrów od Polic. Jak wrócę, odniosę się też do konferencji historycznej, jaka odbyła się wczoraj w Miejskim Ośrodku Kultury.
jan

wtorek, 19 października 2010

Kroniki Gminy Police 1994 - 2010

Wszystko zaczęło się, gdy na początku 1994 roku naczelnik Wydziału Oświaty i Kultury Witold Stefański (z wykształcenia nauczyciel historii) udał się ze mną na spotkanie z burmistrzem Stanisławem Szymaszkiem. Tematem naszej rozmowy był pomysł rozpoczęcia spisywania dziejów Polic na kartach opasłych ksiąg formatu A-3.



Księgi nazwano “Kronikami Gminy Police”. Pierwsza z nich objęła dzieje miasta od czasów średniowiecza (XI wiek) po koniec I kadencji samorządu lokalnego - 1994 roku.

Kroniki spisuję już 16 rok. Będzie je można obejrzeć na okazjonalnej wystawie podczas zbliżającej się konferencji historycznej “Police na przestrzeni dziejów”, w holu MOK, w czwartek 28 października. Nadarza się niepowtarzalna okazja przeglądnąć którąkolwiek z 11 już ksiąg kroniki miasta. Każda z nich liczy ponad 100 stron, zawiera fotografie, wycinki prasowe, kserokopie dokumentów, grafikę, rysunki i nade wszystko opisy zdarzeń jakie miały miejsce w Policach i gminie. Są to karty poświęcone władzy samorządowej, pracy urzędów, Rady Miejskiej, burmistrza, opisy wydarzeń z zakresu sportu, kultury, życia społecznego, osiągnięć policzan, prezentacje ciekawych osób i ich dokonań.

Kroniki znajdują się w Urzędzie Miejskim i nie ma możliwości ich wypożyczenia. Zdarza się, że na miejscu przeglądają je studenci, osoby zainteresowane historią miasta. Aby kroniki stały się ogólnodostępne postanowiono je upowszechnić na stronie biblioteki miejskiej www.biblioteka.police.pl w zakładce Kronika Polic. Na razie jest to druga księga, ale jak informuje Urząd wszystkie kroniki w wersji elektronicznej zostaną z czasem dostępne na wspomnianej stronie.



Nie ukrywam, że prowadzenie “Kroniki Gminy Police” spisywanie jej od samego początku daje mi wiele satysfakcji, radości, przyjemności. Tym bardziej też chętnie wezmę w ręce kroniki z opisami zdarzeń w jakich uczestniczyliśmy, by je przejrzeć, wspomnieć, porównać zmiany jakie zaistniały w naszym mieście w ostatnich latach. Ponadto będzie można obejrzeć wystawę kilkunastu najcenniejszych fotografii ze zbioru Galerii Historycznej Polic dotyczących Polic na przełomie XIX/XX wieku.

Zapraszam do odwiedzenia MOK-u i uczestnictwa w konferencji historycznej.

niedziela, 10 października 2010

"Police na przestrzeni wieków"

Mija 2010 rok. Dla nas jubileuszowy, bowiem 750 lat wstecz Police z łaski, woli i uznania książę pomorski Barnim I podniósł osadę nad Łarpią do rangi ośrodka miejskiego wzorowanego na prawie magdeburskim.

Jubileuszowy rok zapisał w swym kalendarium sporo imprez, przedsięwzięć zorganizowanych na tę okoliczność. Przypomnę je u schyłku roku. Teraz chcę zaprosić miłośników historii Polic, wszystkich chłonnych wiedzy o regionie policzan do uczestnictwa w sympozjum historycznym z udziałem kilku znawców przeszłości od pradziejów poprzez średniowiecze po czasy nam obecne.
Takiego szerokiego spektrum rozległości tematów, oraz tak wielu historyków z pomorskich uczelni, instytutów w Policach jeszcze nie było. Nadarza się zatem doskonała, niepowtarzalna okazja osobistego uczestnictwa w konferencji pod tytułem “Police na przestrzeni wieków”. Kto interesuje się historią miasta, niech już teraz załatwia sobie dzień urlopu, bowiem konferencja odbędzie się w czwartek 28 października o godz. 11.00 w sali widowiskowej MOK. Kto zaś liczy na pokonferencyjne materiały może czuć się zawiedziony, gdyż zwykle są one niskonakładowe i trafiają w ręce historyków, do bibliotek, rzadziej do rąk indywidualnego odbiorcy.

Konferencja odbędzie się pod przewodnictwem naukowym prof. dr. hab. Radosława Gazińskiego. Prelegentami będą pracownicy naukowi Instytutu Historii i Stosunków Międzynarodowych US w Szczecinie, Instytutu Archeologii i Etnografii PAN, Archiwum Państwowego w Szczecinie, Oddziałowego Biura Edukacji Publicznej IPN w Szczecinie oraz Instytutu Historii Akademii Pomorskiej w Słupsku. Nad całością będzie czuwał sekretarz konferencji dr Waldemar Potkański, zaś mnie przypadła rola współpracy w dziele z ramienia MOK i Galerii Historycznej Polic, co z przyjemnością czynię.

Układ tematyczny konferencji jest różnorodny i interesujący. Oto tematy i prelegenci konferencji:
“Pradzieje ziemi polickiej” - dr Przemysław Krajewski,
“Od grodu do miasta. Wczesnośredniowieczne początki Polic” - mgr Marek Dworaczyk,
“Dokument lokacyjny- nadania praw miejskich dla Polic” - mgr Alicja Kościelna,
“Lokacja Polic i ich dzieje pod zwierzchnictwem rodzin rycerskich (1249 -1321)” - dr Krzysztof Guzikowski,
“Ramy prawne i ustrój Polic w średniowieczu i czasach nowożytnych (do 1808 roku)” - dr Paweł Gut,
Wicki, Szymichowska, Sulewscy. Uczestnicy polskich akcji wywiadowczych poprzedzających operację “Synteza” i ich losy” - mgr Paweł Knap,
“Bombardowania wytwórni paliw syntetycznych w Policach w latach II wojny światowej” - Grzegorz i Jakub Ciechanowscy,
“Zbrodnicza szarańcza”. Proces “sabotażystów” polickich” - dr Radosław Ptaszyński,
“Uchodźcy polityczni z Grecji w Policach w świetle materiałów SB” - dr Arkadiusz Słabig,
“Ks. Jan Mleczko - przykład represji wobec duchowieństwa katolickiego na Pomorzu Zachodnim” - ks. Robert Włodkowski,
“Działalność opozycji demokratycznej w Policach w latach 1976 - 1989” - dr Tomasz Kenar.

Zapraszam zatem do uczestnictwa w konferencji, jakiej jeszcze w naszym mieście nie było. Będzie można poznać wiele faktów dotąd mało lub nieznanych. Dalsze szczegóły wkrótce.

sobota, 2 października 2010

Lux Aeterna

O mającym nadejść wydarzeniu z racji wykonywanej pracy w MOK wiedziałem od dawna. Zdawałem sobie sprawę, że pomysłodawca, organizator, wykonawca Lux Aeterna, Piotr Broda ma niełatwe zadanie do wykonania. A jednak Piotr podjął dzieło i wykonał je bardzo dobrze.



Nie jestem krytykiem muzycznym i nie moja rola w ocenie koncertu, który dla mnie był nade wszystko wielkim w lokalnym wymiarze widowiskiem muzyczno- historycznym, przenoszącym widza, słuchacza w minione wieki Polic.

Lux Aeterna - światło wieczne w założeniu autora było utworem poświęconym mieszkańcom Polic. To w kontekście 750-lecia miasta. Przedsięwzięcie było udane, o czym świadczyła ilość ponad tysiąca widzów. Scenografia znakomita- Park Staromiejski (były cmentarz), pobliskie Lapidarium Polickie, podświetlona opodal wieża kościoła mariackiego, oświetlone korony drzew, dymy i atmosfera jakiej to miejsce nigdy wcześniej nie zaznało.

Na świetność koncertu przysłużyli się kompozytor Piotr Broda, Emi Trih Nakajima- pianistka z USA, Chór Akademii Morskiej ze Szczecina, Robert Kanaan- reżyser świateł i Zygmunt Zdanowicz- choreografia. Wspierali ich członkowie Zespołu Tańca Nowoczesnego “Impuls”, członkinie Zespołu Folklorystycznego “Balbiny”, dziewczyny z Teatru “Elipsa”.

Dla mnie najistotniejszym walorem koncertu był fakt, że muzykę skomponował człowiek stąd. Dowodzi to, że ludzi utalentowanych w naszym mieście, regionie nie brakuje. Stąd koncert nabrał dodatkowego waloru, regionalnego, miejscowego, polickiego.



Foto - Tomasz Łój

niedziela, 25 lipca 2010

Na pamiątke 750-lecia

Rzadko w samorządności lokalnej zdarzają się uroczyste sesje Rady Miejskiej. Organizowane są w niezwykłych okolicznościach, wydarzeniach jak choćby nadanie honorowego obywatelstwa zasłużonej dla miasta, regionu osobie. Tym razem wydarzeniem osobliwym i ważnym w historii miasta była okrągła rocznica 750-lecia nadania praw miejskich Policom przez księcia pomorskiego z dynastii Gryfitów - Barnima I.



Działo to się w 1260 roku. Barnim I widząc dynamiczny rozwój osady nad Łarpią postanowił ustanowić tu gród na prawie magdeburskim. Podniosło to rangę Polic i pozwoliło na dalszy rozwój społeczno - ekonomiczno - regionalny. Przypomniał to przewodniczący Rady Miejskiej Witold Król odczytując podczas sesji w sali widowiskowej MOK akt nadania praw. W Miejskim Ośrodku Kultury zgromadzili się radni Rady Gminy, Miejskiej z lat 1990 - 2010. Byli radni Rady Powiatu obecnej kadencji, włodarze miasta i powiatu. Z osób szczególnie znanych i cenionych zauważyłem ks. Jana Kazieczko - Honorowego Obywatela Polic, Siegfrieda Wacka- byłego starostę powiatu Uecker - Randow. Na ekranie ujrzeliśmy film o Policach dawnych i współczesnych. Były życzenia, upominki, gratulacje.

Po sesji jej uczestnicy w korowodzie przemaszerowali do miejsca rzadko ożywianego spektakularnymi zdarzeniami - polickiego rynku. Tam odsłonięto pamiątkową tablicę na ścianie Urzędu Stanu Cywilnego - dawnej proboszczówki. Jest ona niemal identyczna kształtem jak ta, którą powieszono w 1960 roku na 700 - lecie miasta. Na nowej widnieje herb Polic oraz wizerunek Barnima I. Nieco dalej obok bocznej kaplicy byłego Marienkirche odsłonięto kolejną tablicę z logo 750-lecia Polic. Obie wykonał znany w Policach i poza jego granicami Jan Ziętek. Był to jego dar na jubileusz. Odsłonięcia dokonali Witold Król oraz Cezary Arciszewski - przewodniczący Rady Powiatu. Po chwili otwarto pierwsze w mieście Centrum Informacji Turystycznej i Kulturalnej w Policach. Aby wszystko nabrało ładu, ks. Waldemar Gasztkowski dokonał poświęcenia obu tablic i CITiK-u. Na zakończenie uroczystości członkowie Stowarzyszenie Miłośników Broni Dawnej „Grajcar” oddali salwy honorowe. W rynku na telebimie do późna wyświetlano filmy o Policach. My zaś wszyscy przenieśliśmy się na polanę za „ósemką”, gdzie już ruszały Międzynarodowe Dni Polic.

Honor miasta został w części uratowany. Policom daleko jednak do obchodów takiego samego jubileuszu jak w Ueckermünde. Najważniejsze, że oficjalne uroczystości odbyły się. Zostały odnotowane przez media, a także w pamięci choćby mieszkańców starego miasta, zaskoczonych takim tłumem ludzi w środku dnia. Także goście zza granicy zapamiętają, że Police to wiekowe miasto należące kulturowo i historycznie do Pomorza Zachodniego.

Było mi miło uczestniczyć w przygotowaniach uroczystości, i w ich prowadzeniu w rynku oraz w Książnicy Pomorskiej. Czułem się zaszczycony zaproszeniem do takich działań. Jubileusz jest dla mnie jednym z najważniejszych momentów w istnieniu Polic na przestrzeni ostatnich 20 lat. O 750 - leciu pisałem już w 1990 roku w Gazecie Polickiej, prorokując nadejście tego momentu. W kontekście 750-lecia miasta jesienią odbędzie się jeszcze jedno ważne wydarzenie - sympozjum historyczne na temat Polic i jego ponad VII - wiekowego istnienia. Z czasem poinformuję o nim i przedstawię program.

PS. Letnie gawędy w rynku starego miasta z przyczyn obiektywnych zostały odwołane i przesunięte na inny czas (letnia kanikuła).

niedziela, 16 maja 2010

Symbole miasta

Police są miastem specyficznym. Z jednej strony, jedną z najstarszych na Pomorzu średniowieczną osadą, z drugiej miastem praktycznie bez zabytków, które miłośnicy historii znają jedynie ze starych fotografii, a których w zasobach też nie ma za dużo. Dziś Police kojarzą się z ponad 35 tysięczną aglomeracją, z wielkimi, cierpiącymi kłopoty zakładami chemicznymi, które kładą się cieniem nad policką gminą.

Police mają swoją historię z symbolami istniejącymi jak i minionymi, zniszczonymi podczas zawieruchy wojennej. Zapraszam do spaceru po mieście szlakiem historii i nieistniejących w większości obiektów- zabytków.

Rozpocznijmy wędrówkę od miejsca słabo znanego- rozległej wysoczyzny mścięcińskiej rozpościerającej się między ulicami Dębową i Asfaltową. To tu w IX wieku w miejscu starych kultur osiedlili się mieszkańcy grodu, który strzegł Szczecina od strony północnej. Słowianie przetrwali w tym miejscu do prawie końca XI wieku, by powoli przenieść się w nieodległe miejsce także nad Łarpią, w której założyli osadę, a która dziś stanowi rynek starych Polic.

Mścięcino niegdyś niezależna osada ma wiele tajemnic. Przy ul. Cisowej na trójkątnym placu stoją stare drzewa. Jeszcze we wczesnych latach powojennych stał tam zabytkowy szachulcowy kościół z XVII wieku. Jak twierdzą niektórzy sędziwi mieszkańcy Mścięcina obiekt był w dobrym stanie i wcale nie musiał być rozebrany. Tajemnicą więc zostanie dlaczego został tuż po wojnie unicestwiony.

W Lesie Mścięcinskim nieopodal torów kolejowych i wiaduktów stoi okazały dom. To przedwojenna restauracja. Waldhalle, a w czasie II wojny światowej, u jej schyłku komendantura filii obozu koncentracyjnego KL Stutthof - Außenlager Pölitz. Kilka baraków zachowanych jeszcze w oryginalnym stanie, krzyż i pamiątkowe tablice dowodzą, że w 1944-1945 roku przebywali tu więźniowie kilku narodowości. Po wojnie przez kilka lat była tam tuczarnia trzody chlewnej.

Wędrując w stronę rynku nie w sposób ominąć Parku Staromiejskiego i istniejącego w nim od kilku lat lapidarium. Stoi ono na niewielkim wzgórzu w centrum byłego istniejącego do końca wojny niemieckiego miejskiego cmentarza.

Rynek dziś stanowi w zaledwie 30 procentach jego przedwojenną strukturę. Zachował się gmach biblioteki- pierzeja wschodnia, proboszczówki- północna Urząd Stanu Cywilnego, zachodnia- powstała u progu XX wieku i mocno „sterana” przez budowlańców kamienica pierzei południowej, w której mieści się Apteka Rycerska. Zachowała się także działająca na wyobraźnię boczna kaplica byłego kościoła mariackiego, rozebranego w 1895 roku.



Z rynku tylko krok do placu przy ulicy Kościuszki, na którym jeszcze w 1947 roku stał obszerny gmach Królewskiego Ewangelickiego Seminarium Nauczycielskiego. Szkoła na przełomie XIX i XX wieku kształciła nauczycieli, którzy później rozpoczynali pracę w szkołach pomorskich. Dziś po dawnym świetnym obiekcie z salą gimnastyczną pozostała tylko wysadzona topolami aleja, a plac stał się terenem ogródków działkowych.



Niedaleko rynku istniały jeszcze dwa obiekty, których już nie ma. Pierwszy z nich to ratusz, secesyjny obszerny gmach z trzema skrzydłami, w którym naturalnie był magistrat. Źródła informują, że w obiekcie mieścił się także areszt miejski i małe miejskie muzeum.

Obok ratusza u zbiegu dzisiejszych ulic Grunwaldzkiej i Kołłątaja stał budynek ochotniczej straży pożarnej z charakterystyczną narożną wieżą. Okoliczne ulice były zwarto zabudowane, zwłaszcza dawna ulica Strzelecka, dziś Kołłątaja.

Sentymentalną wędrówkę śladami przeszłości należałoby zakończyć na terenie fabryki benzyny syntetycznej. To miejsce dzięki miłośnikom przeszłości staje się policzanom coraz bardziej znane. Wierzę, że kiedyś stanie się atrakcją historyczną miasta, że będą tu zajeżdżać autokary z turystami z kraju i zagranicy. Miejsce uświęcone cierpieniem i śmiercią blisko 13 tysięcy ludzi warte jest uszanowania i turystyczno- historycznego zagospodarowania. Wędrówka między sterczącymi ruinami sprawia na przybyszu wielkie wrażenie.

To tylko kilka znanych miejsc miasta. W rzeczywistości jest ich znacznie więcej. O nich przy najbliższej okazji.

niedziela, 2 maja 2010

Nieznane Tanowo

Uff, po długiej przerwie (przyczyny obiektywne) wracam na blog wspomnieniem imprezy, która odbyła się 17 marca w Miejskim Ośrodku Kultury. Ta prezentacja kulturowa osady w której mieszkam od kilku lat, leżała mi długo na sercu. Choćby z tego powodu, że dla większości policzan jest to tylko miejscowość przez którą przejeżdża się w kierunku Głębokiego, Dobieszczyna, Jeziora Świdwie, na jagody, grzyby w ostępy Puszczy Wkrzańskiej. Tymczasem Tanowo znane jest już od 1277 roku jako własność zakonna, książęca, państwowa, rozbudowywana zwłaszcza na przełomie XIX/XX wieku.



Dziś jest osadą słabo znaną, choć mieszka tu blisko 1400 mieszkańców. Nie wszyscy także wiedzą, że Tanowo ma 4 ośrodki opiekuńczo-dydaktyczno- wychowawcze: Szkołę Podstawową im. Jerzego Noskiewicza, Przedszkole Publiczne, Specjalny Ośrodek Szkolno- Wychowawczy oraz Dom Dziecka. Tanowo ma swą pocztę, aptekę, przychodnię lekarską, sklepy, wiele firm, zakładów rzemieślniczych, Ochotniczą Straż Pożarną, stowarzyszenie „Sokoli Las”, 2 kompleksy sportowe, sieć ulic, kościół.Mając to na uwadze postanowiłem pokazać Tanowo w Policach w Miejskim Ośrodku Kultury. Imprezę zorganizował MOK i Szkoła Podstawowa. Przy współpracy nauczycieli, wychowawców ze wspomnianych placówek przygotowaliśmy prezentację wizualną, wystawę poszczególnych placówek, OSP, kolekcję państwa Trykaczów, Leszka Budyłowskiego z „Weteran Garaż”, Nadleśnictwa Trzebież. Na scenie 72 dzieci z Tanowa zaprezentowało przedstawienia „Marcowe kucharzowanie” (28 przedszkolaków na scenie!), „Baśniowe opowieści”- SOSW, „Fraszki o szkole”- SP, „Kopciuch”- Dom Dziecka. Po występach i kuluarowej przerwie rozpoczęło się sympozjum „Tanowo wczoraj i dziś” do którego zaprosiłem: Witolda Króla- przewodniczącego Rady Miejskiej, mieszkańca Tanowa, sołtysa Zygmunta Kołackiego, dyrektorów placówek Alicję Szyndlarewicz- SP, Beatę Brzostek- SOSW, Małgorzatę Wycichowską- PP, Krystynę Załęską DD, Antoniego Michnowicza- Nadleśnictwo Trzebież, Annę Szostak- naczelnik Wydziału Urbanistyki i Architektury UM, Mariana Siwielę- prezesa OSP. Mówiliśmy o historii osady, jej teraźniejszości, atutach, walorach krajobrazowo- turystycznych, pilnych potrzebach oraz przyszłości Tanowa w najbliższych latach.Prezentację zaszczycili swą obecnością zacni tanowiainie: m.in. małżeństwo Czarnieckich, Trykaczów, dr. Stanisław Zasadziński. Władze reprezentowali: wiceburmistrz Piotr Mirowski, wspomniany przewodniczący RM Witold Król, Janusz Chmielewski. Cezary Arciszewski- przewodniczący Rady Powiatu, naczelnicy ds. oświaty Witold Stefański (gmina), Beata Kropidłowska (powiat). Z przyczyn obiektywnych zabrakło burmistrza Diakuna i starosty Lecha Guździoła. Wszyscy przybyli do MOK goście spędzili w ciekawy sposób blisko 4 godziny.

niedziela, 21 marca 2010

Tanowo w MOK

W środę 17 marca b.r. w Miejskim Ośrodku Kultury prezentowało się Tanowo: wizualnie, scenicznie. Na koniec odbyło się sympozjum "Tanowo dziś i jutro". O tej imprezie, która leżała mi mocno na sercu niebawem napiszę. Póki co dziękuję wszystkim tym, którzy w organizację prezentacji osady włączyli się oraz tym, którzy w niej uczestniczyli jako widzowie.

piątek, 5 marca 2010

Policzan wiedza o grodzie w Mścięcinie

.
W lutowe popołudnie, 25 lutego w sali konferencyjnej MOK zebrała się rekordowa liczba elitarnych gości, których zwabiła gawęda na temat grodu słowiańskiego w Mścięcinie. Temat był wyjątkowo frapujący, stąd sala pękała w przysłowiowych szwach. Także zapowiedź, że temat podejmie zawodowy archeolog Marek Dworaczyk, zachęciła do odwiedzenia MOK.


Wiedza o grodzie w Mścięcinie jest z natury ograniczona. Przed wojną Niemcy, po 1950 roku Polacy przeprowadzili tu szczątkowe badania. Ograniczone, gdyż brak środków finansowych nie pozwalały na kompleksowe „przekopanie” obszaru, na którym kiedyś budowano chaty wczesnośredniowieczne, wytyczano trakty komunikacyjne. Podobno (tak podają źródła) Niemcy wykopali w Mścięcinie skarb z wieloma ozdobami, monetami, po którym ślad jednak zaginął. Polskie odkrycia to przede wszystkim tysiące ułamków naczyń glinianych, niewiele ozdób oraz rarytas- srebrna saksońska moneta „Otto i Adelajda”.

Marek Dworaczyk - kierownik zespołu badań ratowniczych Instytutu Archeologii i Etnologii PAN - fachowo opowiedział o grodzie w Mścięcinie. Powołał się na źródła bibliograficzne traktujące o sprawie. Sam badań w Policach nie prowadził, robili to wcześniej prof. Władysław Filipowiak, Władysław Garczyński, a w latach 60. XX wieku Ryszard Rogosz. Archeolog Marek Dworaczyk prowadził liczne badania, ale w innych miejscach Pomorza i do nich się odwoływał.

Podczas spotkania wyszła na jaw bardzo ważna informacja. O tamtych czasach wczesnego średniowiecza nie da się opowiedzieć szczegółowo. Nie ma takiej możliwości. Choćby z powodu ograniczonych dotychczasowych badań i wspomnianych braków finansowych. Można oczywiście dywagować lub powoływać się na Geografa Bawarskiego i Ibrahima ibn Jakuba, którzy pisali ongiś o dawnych dziejach tych ziem (pomorskich). O życiu Słowian funkcjonujących na przełomie tysiąclecia między IX i XI wiekiem można mówić przede wszystkim w kontekście innych badań i wiedzy zdobytej przy pracach archeologicznych licznych grodów słowiańskim okalających Szczecin. (np. Siadło, Krzekowo). Dał temu wyraz prelegent, kończąc wywód w rekordowo szybkim czasie 37 minut. Potem zaczęła się dyskusja zainteresowanych tematem, miłośników przeszłości miasta. Marek Dworaczyk odpowiadał szczegółowo na zadane pytania. Obalił też kilka tez dyskutantów. Najczęściej zadawanym pytaniem była przyczyna opuszczenia grodu w Mścięcinie i założenie osady w okolicach dzisiejszego rynku.

Gawęda była wartka i miło było mi posłuchać komplementów na temat prelegenta i sposobu przebiegu spotkania. Udowodniło ono, jak duże jest zapotrzebowanie policzan na wiedzę o mieście w dawnych czasach. Tak się bowiem zdarzyło, że najwięcej pasjonatów ma okres II wojny światowej w Policach. Jest to zrozumiałe z powodu istnienia tu dużego koncernu chemicznego pracującego na potrzeby wojenne III Rzeszy. Tymczasem historia tej ziemi sięga okresu neolitu, kilku tysięcy lat wstecz. Szkoda zatem, że na Wzgórzu Mścięcińskim pod warstwami ziemi niewątpliwie zalega jeszcze wiele śladów materialnych po ludziach, którzy tam żyli i funkcjonowali jako społeczność.

Tymczasem zapraszam wszystkich chętnych w środę 17 marca na godzinę 10.00 do MOK na prezentację kulturalną Tanowa!
.

środa, 24 lutego 2010

sobota, 20 lutego 2010

ZAPRASZAM NA SPOTKANIE: Osada grodowa w Policach

.
Galeria Historyczna Polic zaprasza miłośników przeszłości miasta w najbliższy czwartek 25 lutego o godz. 17.00 do Miejskiego Ośrodka Kultury, do sali konferencyjnej, na kolejne spotkanie. Tym razem Marek Dworaczyk - kierownik zespołu badań ratowniczych Instytutu Archeologii i Etnologii PAN Oddział w Szczecinie - opowiadał będzie o niezwykłym miejscu Polic, a właściwie Mścięcina, grodzie słowiańskim istniejącym u zbiegu dzisiejszych ulic Dębowej i Asfaltowej między IX a XI wiekiem.




Prelegent opowie o fazach budowy grodu, jego mieszkańcach, zajęciach ludności, wyrobach produkowanych na potrzeby społeczności, o badaniach prowadzonych w XIX i XX wieku w grodzisku i skarbach tam znalezionych. Opowieść będzie poparta prezentacją multimedialną.

Na spotkanie warto przyjść, gdyż im dalej wstecz sięgamy w przeszłość tych ziem, tym mniejszą mamy o nich wiedzę. A okres średniowiecza był ciekawy w dziejach Polic. Warto go poznać.
Gawęda jest cyklem spotkań w skromny sposób uświetniający jubileusz 750- lecia miasta nad Łarpią.
.

sobota, 6 lutego 2010

Zabytki Gminy Police (www.police.info.pl, TV Kab Police)

...były kolejnym tematem gawędy historycznej w Miejskim Ośrodku Kultury pod auspicjami Galerii Historycznej Polic. Temat obszerny, choć... zabytków w tym miejscu Polski za wiele nie ma. Do podjęcia tematu zaprosiłem Jana Antoniego Kłysa, osobę znaną w Policach, dziennikarza, inspektora do spraw ochrony zabytków w Urzędzie Miejskim.





Prelegent rozpoczął od obszernej definicji pojęcia zabytku w polskim prawie. Są podziały na zabytki ruchome, nieruchome, przyrody, krajobrazu... Instytucji zajmujących się ochroną zabytków i dziedzictwa kulturowego w kraju jest wiele. Na szczeblu lokalnym może być (jeśli chce) gmina. Tak się dzieje u nas. Dowodzą tego wsparcie finansowe przy odbudowie, restauracji niektórych zabytków sakralnych, urządzenie lapidarium, wspieranie finansowe organizacji pozarządowych, które stawiają sobie za cel ochronę zabytków (np. "Skarb"), istnienie od 1997 Galerii Historycznej Polic, wydawanie pozycji książkowych o przeszłości miasta.

Na spotkaniu Jan Antoni Kłys obszernie i rekordowo szczegółowo omówił zabytki starego miasta oraz nieistniejących kościołów w Policach i Mścięcinie. Jak sam powiedział temat jest tak obszerny, że można go w pełni dopowiedzieć podczas co najmniej kolejnego spotkania. Nie mówił więc jeszcze o Hydrierwerke, budownictwie okresu II wojny światowej (liczne bunkry), o pozostałych obiektach sakralnych gminy, pałacach. Opowieść była barwna, dało się czuć, że prelegent "czuje" temat i nim się pasjonuje. Na spotkaniu licznie zjawili się członkowie stowarzyszeń "Łarpia", "Skarb", dyrektorzy placówek odpowiedzialnych za policką kulturę, przedstawiciele władz miasta i powiatu.

Tymczasem zapraszam na kolejne spotkanie w Galerii historycznej, które odbędzie się 24 lutego. Temat "Gród słowiański w Mścięcinie". Opowiadał o nim będzie archeolog z Muzeum Narodowego w Szczecinie.

Handel w grodzie mścięcińskim

O randze ośrodków grodowych, w czasach późniejszych miastach, świadczyła także umiejętność prowadzenia handlu, sprzedaży i kupna towarów niezbędnych do życia mieszkańców, ale także przedmiotów cennych, tzw. zbytków: ozdób, biżuterii, ozdobnych naczyń metalowych. Gród słowiański w Mścięcinie w odnalezionych przez archeologów znaleziskach, pozostawił po sobie wiele przedmiotów zbytku.

Należy do nich nabyte zapewne w drodze importu paciorek z krwawnika, srebrna monetka z dalekiej Saksonii zwana przez archeologów „Otto i Adelajda” (fot.1), mnogi zestaw pozostałych monet, ozdób srebrnych, kabłączków skroniowych (fot.2), wczesnośredniowiecznej ozdoby noszonej przez kobiety na skroni na opasce skórzanej lub płóciennej. Odnaleziono też paciorki wykonywane zwykle ze szkła lub bursztynu. Datowane są one na około 1100 rok na czas schyłku funkcjonowania grodu.

Rozwijający się o kilkanaście kilometrów na południe Szczecin był jednym z najważniejszych ośrodków handlowych obok Wolina i Kołobrzegu. Do grodu drogą wodną docierały towary z Czech i Śląska. Szczecin miał też swoje drogi lokalne, którymi docierano do ośrodków nadmorskich. W średniowieczu ważną rolę odgrywał szlak handlowy ze Szczecina do Wołogoszczy i innych ośrodków zlokalizowanych u ujścia Piany (mapka). Szlak przebiegał w pobliżu Mścięcina stąd kupcy po drodze w jednym i drugim kierunku odwiedzali gród ze swymi towarami. Dalej biegł w kierunku Wkryujścia - Ueckermünde, Nakła - Anklam, Wołogoszczy - Wolgast, Uznamu - Usedom. Według historyków rola handlu w rozwoju mścięcińskiego grodu była znaczna. Sprzedając swe towary, w większości przedmioty użytku codziennego, mogli na miejscu bez udawania się do Szczecina kupić produkty, jakich w grodzie nie wykonywano. Majętniejsi mieszkańcy osady kupowali cenniejsze towary świadczące o ich zamożności.



Najwięcej skarbów, zabytków ruchomych pochodzących z handlu odkryli archeolodzy niemieccy. Pisze o tym Otto Kunkel w swym sprawozdaniu badań „Forschungsberichte Urgeschichte” w Baltische Studien w 1939 roku.

Środkiem płatniczym, wymiennym we wczesnym średniowieczu były głównie towary. Handlowano futrami, skórami, drewnem, smołą, miodem, rybami, produktami rolnymi, wyrobami rzemieślniczymi, bursztynem. We wczesnym średniowieczu rodzima moneta jako środek płatniczy pojawiła się pod koniec X wieku. Wcześniej w handlu używano monety arabskie. Płacono także srebrem. Bywało, że srebrne monety, ozdoby cięto na kawałki. Płacono także kawałkami srebra. Oznacza to, że miernikiem wartości takich ułamków była ich waga. Stosowano do tego przenośne wagi i odważniki.

Ryciny zaczerpnięte z:
R. Rogosz, Grodzisko słowiańskie wczesnośredniowieczne w Szczecinie - Mścięcinie, Warszawa 1974 - fot. 1,
A. Gardawski, J.Gąssowski, Z. Rajewski, Archeologia i pradzieje Polski, Warszawa 1957 - fot. 2.

niedziela, 24 stycznia 2010

Piera van der Horsta droga do nieba

W połowie października ubiegłego roku Galerię Historyczną ni stąd ni z owąd odwiedzili przybysze z Holandii. Małżeństwo David, Klas Ine Scheele i towarzyszący im Frank i Tanja Bruggeman. Z Hotelu Dobosz wysłali e-maila z zapytaniem, czy spotkanie w MOK jest możliwe. Celem ich wizyty w Polsce były losy Piera van der Horsta ojca Klas Ine, który 17 marca 1944 roku trafił do obozu KL Stutthof Außenlager Pölitz w Messenthin. I tu po więziennej tułaczej gehennie ślad po nim zaginął.

Pier van der Horst urodził się w styczniu 1902 roku w Sneek w Holandii. Z zawodu był fryzjerem w Arnhem. Za działalność w ruchu oporu został skazany i osadzony w obozie koncentracyjnym Bergen- Belsen wraz z grupą innych więźniów. Przyznano mu numer obozowy 100896. 17 marca 1944 przetransportowano go do Pölitz-Messenthin i tu ślad po nim zaginął. Rodzina Piera rozpoczęła starania o ustalenie faktów związanych z ostatnimi miesiącami życia ojca, jako że po zakończeniu wojny do domu już nie wrócił.

W związku z tym, że nie znajdował się w transporcie kolejowym skierowanym do Barth (informacja uzyskana od jednej z instytucji zajmujących się badaniem zbrodni wojennych) istnieją przypuszczenia, że pozostał w baraku dla chorych. Rodzina odnalazła jednego z żyjących jeszcze byłych więźniów, który podał kilka zapamiętanych faktów. Według niego osoby przebywające w baraku dla chorych zostały ewakuowane przez Niemców tylko w bieliźnie osobistej i wywiezione w nieznanym kierunku. Co 20 minut powracały do obozu po nowych więźniów. Według świadka więźniowie zostali straceni w pobliskim lesie. Na 2 dni przed wywozem chorych z baraku komando niemieckie zorganizowało wymarsz kobiet uzbrojonych w łopaty z położonego obok obozu żeńskiego. Było to dziwne, gdyż dotąd były one zatrudnione w fabryce.

Na usta rodziny do dziś cisną się liczne pytania, na których odpowiedź pozwoliłaby ustalić losy zaginionego ojca. Ten stan niewiedzy trwa do dziś. Rodzina pisała liczne pisma, listy m.in. do ZG PCK w Warszawie, Ambasady Polskiej w Den Haag. Nic praktycznie nie ustalono. Wszystko wskazuje więc na to, że Pier został rozstrzelany w Messenthin zaraz po przybyciu do nowego miejsca kaźni. Józef Jagodziński we wspomnieniach „Bunkry na ruinach” wspomina, że 17 marca 1945 roku „...wywożono(...)do lasu i rozstrzeliwano(...)wywieziono i rozstrzelano 345 osób (...) gdy z jednego z samochodu zdejmowano chorych i rozstrzeliwano, drugi ładował więźniów z rewiru. Wywożono ich w koszulach, tak jak kto był ubrany.” Także Dunin - Wąsowicz w swych „Policach” cytuje więźnia Arkadiusza Zimnickiego: „...(...)na początku kwietnia 1945 roku, kiedy front stał na Odrze, zapadła decyzja ewakuacji więźniów. Wtedy postanowiono niezdolnych do marszu chorych w liczbie 300 osób różnej narodowości rozstrzelać. Chorych więźniów wywieziono samochodami z obozu i rozstrzelano w rowach, uprzednio wykopanych w lesie, oddalonych 500 m od obozu.(...)W dniu egzekucji(...) widziałem jak wywożono samochodami więźniów, a potem słyszałem strzały...”

Tajemnicy i tragicznych ostatnich dni życia Piera, jak i wielu innych więźniów wielu obozów nie da się ustalić. To jeden z symboli tragizmu II wojny światowej: Maksyma łacińska powiada: Ingrata patria ne ossa quidem habebis - niewdzięczna ojczyzno nie będziesz miała nawet (moich) kości...

Moi goście przebywali w Policach dwa dni. Obfotografowali miejsca związane z II wojną światową i wrócili do Holandii bardziej spełnieni. Przynajmniej będą mieli w oczach obraz miasta nad Łarpią, w którym ostatnie dni swego trudnego życia przeżył skromny fryzjer z Arnhem. Pier miał przy sobie obrączkę ślubną z napisem: Jantine 24-12-22...



Na zdjęciu: Pier van der Horst

sobota, 16 stycznia 2010

Herb Polic

Mamy drugi tydzień Jubileuszowego Roku 750-lecia Polic. Na razie cicho o właściwych obchodach jubileuszu z wiadomych względów. Tymczasem miłośnicy historii Polic nie próżnują i na swój indywidualny sposób czczą ten fakt. Choćby Andrzej Kowalik, kolekcjoner starych pocztówek i nie tylko. Ostatnio nabył oryginalną i rzadką w obiegu kartkę pocztową, która pięknie koresponduje z rocznicą nadania praw miejskich.



Kartka którą mogę dzięki uprzejmości Andrzeja pokazać, jest jedną z cyklu „Herby miast pomorskich”, wydanych na początku XX stulecia. Kartki były drukowane przez Theodora Wendischa w Berlinie.

Na kartce widzimy „szczeciński”, używany przez wieki herb Polic. Swój autonomiczny herb Police mają dopiero od lat 90. XX wieku. Na niebieskiej tarczy widnieje czerwona głowa Gryfa ze złotym dziobem i koroną. U góry nad herbem sterczy korona w kształcie murów miejskich (corona muralis), stosowana w przypadku uznania rangi miasta. Zwykle składa się z trzech do pięciu baszt. Po obu stronach widnieją stanowiące ornament roślinny kształtne labry. U dołu krzyżują się stylizowane gałązki z liśćmi dębowymi i oliwnymi, złączone wstążkami czerwoną i niebieską. Całość wygląda efektownie i stanowi kolekcjonerski rarytas w zbiorach Andrzeja.

czwartek, 14 stycznia 2010

Wielka Orkiestra z historią w tle

Wśród wielu przedmiotów przeznaczonych na aukcję XVIII edycji WOŚP w Policach nie zabrakło akcentów związanych z historią naszego miasta. Znany i popularny twórca portalu www.trzebiez.pl Andrzej Kowalik przekazał do sprzedaży widokówkę datowaną na 1901 rok ukazująca Trzebież z kościołem i otoczeniem. Widokówkę kupił mieszkaniec osady burmistrz Władysław Diakun.



Ciekawe i sympatyczne przedmioty przekazali na aukcję w Miejskim Ośrodku Kultury członkowie Stowarzyszenia Przyjaciół Ziemi Polickiej „Skarb”. Była to „wejściówka” dla 2 osób na liczenie nietoperzy w podziemiach fabryki benzyny syntetycznej 23 stycznia 2010 roku. Ponadto „Skarb” przekazał do licytacji 2 butelki ze szczecińskiego browaru po piwie bergschlos i elysium oraz „Ruiny na bunkrach”, wspomnienia Józefa Jagodzińskiego z pobytu w KL Stutthof Auβenlager Pölitz. Na koniec Dariusz Szaliński i jego znajomi ze stowarzyszenia wręczyli zdjęcie lotnicze z 1944 roku ukazujące zbombardowaną fabrykę, z oznaczonymi, zinwentaryzowanymi przez „Skarb” zachowanymi do dziś obiektami.

Miałem przyjemność prowadzić licytację i sprzedać m. in. te wspomniane przeze mnie przedmioty i pamiątki. Nietoperze za 150 złotych (tyle zlicytowano „wejściówkę”) będzie liczył wspomniany Andrzej Kowalik - miłośnik przeszłości tego miasta, znany kolekcjoner i posiadacz niezliczonej ilości pamiątek z dawnych Polic, Trzebieży i innych miejscowości z terenu gminy.

Dziękuję w imieniu organizatorów Andrzejowi i „Skarbowi” za wsparcie finansowe o kilkaset złotych szczytnego celu, jakim jest ratowanie zdrowia i życia małych Polaków.
.

poniedziałek, 4 stycznia 2010

(Polickie) pozycje wydawnicze 2009 roku

Witamy w nowym roku! Kiedyś mawiano „latoś śliwki obrodziły”. Oznaczało to obfitość plonów choćby w przydomowym sadzie. To powiedzenie choć w zupełnie innym wymiarze ma odniesienie do bibliografii polickiej, czyli takich wydawnictw książkowych, które w całości lub częściowo traktują o mieście lub regionie (Powiat Policki). 2009 rok był nader obfity w książki, albumy, okazjonalne wydawnictwa, które powstały w Policach i Szczecinie. Ukazało się ich aż dziewięć, każda skierowana do różnych grup czytelników, specjalizujących się w zdobywaniu wiedzy o swym ulubionym przedziale minionego czasu.

Dwie pierwsze wydało Stowarzyszenie „Czas Przestrzeń Tożsamość”. „A ty zostaniesz ze mną” Kingi Koniecznej i Andrzeja Łazowskiego, to wspomnienia autochtonów, którzy pozostali lub wrócili po latach na swoje Heimaty. Druga to obszerna monografia „Dobra i okolice” napisana przez Kazimierę Kalitę-Skwirzyńską i Mirosława Opęchowskiego. Pozycja nader obszerna (ponad 300 stron) bogato ilustrowana starymi i współczesnymi zdjęciami.



W połowie 2009 roku w Policach świętowano X-lecie Powiatu Polickiego. Z tej okazji wydano album z fotografiami miejscowości powiatu i wydarzeń, które zaistniały w jego krótkiej historii. Album luksusowy i prawie nie do zdobycia.



Niedługo potem ukazała się sympatyczna nieautoryzowana biografia lubianego i szanowanego w Policach ks. Jana Kazieczko „Podminowany optymistycznie”, którą popełnili księża Piotr Leśniak, Maciej Pliszka i Artur Rasmus. Księga X opowiada o dziejach pobytu w Policach ks. Jana.



W sierpniu podczas III Jarmarku Augustiańskiego w Jasienicy odbyła się promocja książki Hildegardy Kliche, byłej mieszkanki Jasenitz-Jasienicy „Ruchome piaski”. Wspomnienia autorki i kilku innych osób przybliżają z pozycji Niemców obraz powojennych Polic w Enklawie Polickiej.



Nieco później nastąpiła kolejna promocja wspomnień więźnia KL Stutthof Außenlager Pölitz Józefa Jagodzińskiego. Autor opisuje obszernie swój pobyt w podobozie Messenthin - Mścięcinie. Pozycja nader cenna, jako że nigdy dotąd wspomnienia z okresu II wojny światowej nie ukazały się w tak obszernej formie.



Kolejną książką był „Kurs bojowy Stettin” trzech autorów Grzegorza, Jakuba Ciechanowskich i Marka Murawskiego. Książka dotyczy bombardowań Szczecina i Polic w latach 1940- 1945 i dla chętnych poznania wojennych dziejów obu miast jest znakomitym źródłem informacji.



Na koniec przypominam dwie mocno różniące się od siebie pozycje: wspomnienia Barbary Sowińskiej-Adamczyk, mieszkanki Podgrodzia, która w bardzo osobistym klimacie i formie opisuje latach 70. XX wieku gdy zamieszkała koło Nowego Warpna i rozpoczęła jako wychowawczyni pracę zawodową. Ostatnią w minionym roku wydawniczą pozycją książkową były materiały z konferencji popularno- naukowej w 90. Rocznicę Odrodzenia Państwa Polskiego. Konferencja z udziałem znanych speców z zakresu historii międzywojnia XX wieku odbyła się w MOK w 2008 roku. „Drogi Niepodległości” pod redakcją Waldemara Podkańskiego ujrzały dzień jesienią w Policach w nakładzie stu sztuk.



Cechą charakterystyczną wydawnictw regionalnych jest ich oryginalność (zawężenie tematu nieraz np. do małej, ale ciekawej osady, miejsca) i niski nakład. Norma to 1000 egzemplarzy, który często bywa za mały, by wszystkim udało się wydanie nabyć. Jeśli wydawca, sponsor ma możliwości finansowe, następuje wznowienie. Stąd wiele z tych pozycji jest dla czytelnika nieosiągalna. Z mojej wiedzy wynika, że można jeszcze kupić książki o Dobrej, ks. Janie, o bombardowaniu Polic, wspomnienia z Podgrodzia i być może w szczecińskim IPN wspomnienia Jagodzińskiego. Kto kolekcjonuje bibliografię policką niech tropi miejsca, w których można je jeszcze znaleźć. Życzę powodzenia!