środa, 26 grudnia 2012

Okołoświąteczne wspominki

Ani się obejrzeliśmy, a za nami już 12 rok trzeciego tysiąclecia! Rok niespodzianek i anomalii pogodowych, niezwykłych, nieraz dramatycznych zdarzeń w naszym kraju, w naszej polickiej małej ojczyźnie. Nie na nich chcę się jednak skupić, to nie moja rola, lecz na tym co miłe memu sercu i duszy. A miłe: ciekawe zawodowe zdarzenia, spotkania z ludźmi, nawiązywanie kontaktów, współpracy, realizacja kolejnych zamierzeń i planów.

W szkole wiadomo praca edukacyjna, dziś dla mnie łatwa ze względu na bazę sportową, jaką dysponuje moja placówka w Tanowie: kompleks boisk, sala gimnastyczna, bieżnia lekkoatletyczna, możliwość realizacji i organizacji imprez sportowych jak i uczestnictwa w nich poza terenem osady. Lubię swoją szkołę, w której pracuję od 1992 roku, tanowskie aktywne środowisko. To szmat czasu, ale też i refleksja nad zmianami jakie przeżyliśmy w polskiej oświacie, na żywym organiźmie szkoły. Kolejne reformy oświaty doprowadziły do takiego stanu szkolnictwa jaki w Polsce teraz funkcjonuje. Wiele zmieniło się na lepsze. W Tanowie bardzo łatwo to odczuć. Niejedna miejska szkoła nie dysponuje taką bazą dydaktyczną jak moja. Gdy 20 lat temu jako wuefista rozpoczynałem pracę, miałem do dyspozycji koślawe wyasfaltowane boisko do piłki ręcznej, salkę gimnastyczną o wymiarach 9x9 m i jedną piłkę do wszystkiego. Potem zaczęło się zmieniać na lepsze. Dziś Stwórcy dziękuję za możliwość pracy w tak zacnej placówce i w tak sympatycznym sfeminizowanym gronie pedagogicznym.



Pokonałem sporo kilometrów między Tanowem a Policami od momentu, gdy przy ul. Siedleckiej opodal stadionu, policji, szpitala powstał Miejski Ośrodek Kultury. Nie chce się wierzyć, ale MOK w nowej siedzibie funkcjonuje już 15 lat! Wcześnie gnieździł się w ciasnej choć staropolickiej, tchnącej przeszłością siedzibie nad kinem „Bajka” przy ul. Wojska Polskiego. Gdy w 1997 r. w mojej głowie powstał pomysł założenia Galerii Historycznej Polic, z ideą „zaprzyjaźniłem” naczelnika Wydziału Oświaty i Kultury Witolda Stefańskiego i dyrektor MOK Annę Ryl. Na tyle skutecznie, że po konsultacjach, ustaleniach przy Siedleckiej znalazły się dwa pomieszczenia, w którym urządziliśmy wystawę istniejącą w swej formie do dziś. Od tamtego czasu odwiedziła ją rzesza ludzi różnych środowisk, dzieci, młodzieży, gości zza granicy. Galeria wpisała się w kulturalny pejzaż Polic. Działalność agendy MOK wychodzi daleko poza granice historii i jej zgłębiania. GHP współuczestniczy w wielu przedsięwzięciach samorządu lokalnego, polickich środowisk. A w międzyczasie na horyzoncie pojawiło się aktywne Stowarzyszenie Miłośników Ziemi Polickiej „Skarb”. Powstały portale historyczne, zaistniał nasz autorski blog police750, który jest dla mnie znakomitym sposobem na komunikację z innymi aktywnymi osobami, które lubią Police.



Ten rok jest dla mnie interesujący również pod względem wydawniczym. Na początku 2012 r. odbyła się promocja „Polic na przestrzeni wieków”. Nieco później promowano wspomnienia byłego pracownika przymusowego w Policach Benedykta Kozińskiego. U schyłku roku powstaje kolejna pozycja autorska. Ma ukazać się wznowienie popularnego albumu. W druku jest moja pozycja „Wzdłuż rzeki Gunicy”. Promocje tych wydawnictw odbędą się na początku 2013 r. o czym wszyscy zainteresowani zostaną poinformowani. Oczywiście możliwość wydania książki opisującej przeszłość Polic jest możliwe dzięki finansowemu wsparciu Gminy Police. Bez tego książki, monografie nie powstałyby, a luka wiedzy o mieście, regionie powiększałaby się. Zatem chwała Ci Gmino za pomoc i mecenat.

Nowy rok, nowe nadzieje. Dla mnie sporo osobistych rodzinnych, bardzo miłych wyzwań. W aspekcie dużo szerszym plany zawodowe, realizacja przedsięwzięć, współorganizacja wielu imprez w obu miejscach pracy. Sprawą, która mnie mocno inspiruje jest monografia odległej o 10 km od Nysy mojej rodzinnej wsi Kępnicy. Piszę ją jako osobisty prezent, rewanż za kilkanaście lat dzieciństwa wraz z rodzicami, w wiekowej osadzie opodal Gór Opawskich.



1 stycznia tradycyjnie pobiegnę w lesie 10 km, a na rowerze statycznym przejadę 50 km. Uwielbiam aktywność ruchową. Podczas biegu, jazdy na rowerze jest mnóstwo czasu na przemyślenia i refleksje. Mając taką możliwość na pewno wspomnę osoby, z którymi w mijającym roku spotykałem się, przyjaznymi w podejmowaniu wspólnych działań, wspierania się, osoby życzliwe, jakich w moim otoczeniu nie brak. Zatem do zobaczenia w 2013 roku!
jan
foto-Tomasz Łój, archiwum MOK i GHP

sobota, 22 grudnia 2012

Bożonarodzeniowe i noworoczne życzenia

Kalendarium Galerii Historycznej AD 2012

(wybrane wydarzenia z życia historycznego, kulturalnego, społecznego miasta i gminy)

12.1 promocja książki wydanej przez Gminę Police w bibliotece  miejskiej  „Police na przestrzeni dziejów”
27.1 promocja wspomnień Benedykta Kozińskiego „Przymuszeni z literą „P”
wydanych przez Gminę Police

29.2 gawęda historyczna  z udziałem Dominika Wołyńskiego „Obrona przeciwlotnicza Polic w okresie II wojny światowej”

18.4 gawęda historyczna, o „Tajemnicach Puszczy Wkrzańskiej”. Opowieść snuł Antoni Adamczak
26.4 złożenie przez włodarzy Polic kwiatów pod pomnikiem pamięci w Trzeszczynie w rocznicę wkroczenia do Polic wojsk sowieckich i polskich

7.5 wizyta w Urzędzie Miejskim, w GHP delegacji historyków z Pommersches Landesmuseum z Greifswaldu
13.5 poświęcenie krzyża na poewangelickim cmentarzu w Tatyni
25.5 podpisanie umowy Gminy o dofinansowanie projektu „Przebudowa Parku Staromiejskiego w ramach rewitalizacji Starego Miasta w Policach
28.5 promocja książki IPN w MOK o szczecińskim podziemiu Solidarności  „Nie wyrośli z marzeń”

1-2.6 „Międzynarodowe Dni Polic” - masowa impreza kulturalna z udziałem rzeszy widzów
23-24 „Czas na Trzebież” - polsko - niemieckie prezentacje gospodarczo - kulturalne

24.7 wizyta 50. osobowej grupy byłych mieszkańców Jasienicy w Policach
28.7 Trzebieskie Neptunalia - tradycyjna wakacyjna zabawa rozrywkowa nad Zalewem Szczecińskim

12.8 ukazał się 300-setny numer „Wieści Polickich”

1.9 VII Jarmark Augustiański na Górze Marii w Jasienicy
8.9 Piknik Organizacji Pozarządowych - prezentacje polickich organizacji działających na rzecz lokalnej społeczności
13.9 wizyta Amerykanów w Policach w poszukiwaniu grobów alianckich lotników zaginionych w okolicach miasta
16.9 poświęcenie krzyża na dawnym ewangelickim cmentarzu w Małej Trzebieży
22.9 ”Drzwi otwarte MOK” obok fontanny na deptaku przy ul. Zamenhofa
26.9 gawęda historyczna „Police i okolice w pierwszych latach powojennych 1945-1950” z udziałem Bartosza Sitarza

13.10 Wizyta w Policach, w MOK grupy Niemców z Heimatstube w Damerow koło Pasewalku
19-21 „Polickie Dni Muzyki” z udziałem chórów z Polski i Niemiec. Wycieczka objazdowa po Ziemi Polickiej z chórem Rainbow Gospel Chor z Zagłebia Ruhry

10.11 X-lecie Stowarzyszenia Miłośników Ziemi Polickiej „Skarb”
11.11 otwarcie wystawy ambrotypowej fotografii Tomasza Łoja „Zatrzymane w czasie”
28.11 ostatnia w tym roku gawęda: „Rola internetu w propagowaniu historii regionalnej” z udziałem Arkadiusza Bisa, Łukasza Sochy i Zenona Owczarka.

jan
Na zdjęciach od góry:
1-Uroczyste rozpoczęcie Międzynarodowych Dni Polic (archiwum MOK)
2-Wizyta w GHP pracowników naukowych muzeum w Greifswaldzie
3-Amerykanie nad symbolicznym grobem lotnika alianckiego na cmentarzu w Przęsocinie
4-Poświęcenie pamiątkowego krzyża na poewangelickim cmentarzu w Tatyni








































poniedziałek, 10 grudnia 2012

Biały, czerwony

Te kolory zostały nam przypisane od dawien dawna. Szanujemy je, w większości znamy ich symbolikę. Biały symbolizuje czystość, niewinność. Czerwony - życie, energię, determinację, działanie...Oczywiście znaczenie tych dwóch barw, na przykład artyści mogliby rozszerzyć o kolejne przymioty i znaczenie.



Polacy przywiązują duże znaczenie do barw narodowych. To z powodu zdarzeń historycznych, które dotknęły naród na przestrzeni wieków. Po przemianach społeczno-politycznych przełomu lat 80/90 spojrzenie na flagę narodową ulega pewnej modyfikacji, co nie znaczy, że znaczenie etosu barw maleje. Coraz częściej flagę utożsamiamy z radością, wolnością.



Podoba mi się ta modyfikacja, zmiana. Cieszą mnie przydomowe flagi, coraz częstsze w dniach świąt narodowych. Zawsze imponowali mi w tym względzie Skandynawowie. Teraz coraz częściej czynimy to my.



9 listopada AD 2012 po apelu szkolnym z okazji Odzyskania Niepodległości w Szkole Podstawowej im. Jerzego Noskiewicza w Tanowie, zorganizowaliśmy sympatyczny haeppening. W hallu szkolnym ze 150 biało - czerwonych kart ułożyliśmy z dziećmi flagę narodową. Zabawa w dwa narodowe kolory sprawiła naszym uczniom sporo radości, a świadomość, że tworzą żywy obraz o patriotycznym podtekście uzupełniła dydaktyczny aspekt małej lekcji patriotyzmu.

jan

niedziela, 2 grudnia 2012

Internet siłą

U schyłku listopada (28.11)  z inspiracji Galerii Historycznej zaprosiłem miłośników historii Polic na kolejną gawędę. Tym razem zaproponowałem temat: „Rola internetu w popularyzowaniu historii regionalnej”. Do uczestnictwa zaprosiłem Arkadiusza Bisa od 2004 roku administratora popularnego portalu sedina.pl. Arkadiusz przybył w towarzystwie Jana Skolimowskiego - redaktora prowadzącego portal. Ponadto w wykładzie uczestniczył Zenon Owczarek autor www.nowewarpno-neuwarp.pl oraz znanego wielu w Policach Łukasza Sochę ze Stowarzyszenia Miłośników Ziemi Polickiej „Skarb”, który stronę tworzy, rozbudowuje ku uciesze podobnych mu pasjonatów.



Moi goście przybliżyli obecnym swoje strony, idee ich powstania, widok strony. Podkreślili ważną rolę komunikacji poprzez coraz popularniejszy facebook, narzędzia jakie stosują w swej pracy, możliwości wypowiedzi na forum. I tak n.p. sedinę.pl odwiedza codziennie 600 gości, redakcję tworzą 3 osoby oraz 20 stałych współpracowników. Wydaje się, że to imponująca liczba osób tworzących sedinę.pl. Należy jednak pamiętać, że Szczecin jest ogromny i zamieszkuje go ponad 400 tysięcy osób. Historia grodu też przebogata, co daje możliwość dogłębnego jej poznania poprzez choćby ilość dostępnych materiałów.



Co innego w przypadku maleńkiego, ślicznego Nowego Warpna. Tam dzieło popularyzacji historii miasteczka podjęły się dwie osoby: Zenek Owczarek wraz ze swym przyjacielem. I robią to bardzo dobrze. Będąc przy osobie nowowarpianina warto zwrócić uwagę, że podczas spotkania podkreślił on ważność tzw. „czynnika ludzkiego” w takiej działalności. Rzeczywiście inicjatywę ludzi lub jej brak nie zastąpi najlepszy, najnowocześniejszy sprzęt elektroniczny.



Na gawędzie gościli przewodniczący RM Witold Król z małżonką i liczne grono stałych bywalców: Darek Szaliński z grupą „skarbowiczów”, Wiesiek Gaweł, Dominik Wołyński, Bartosz Sitarz, Marcin Kowalik i często goszczący w Policach państwo Bojarscy z Nowego Warpna.
jan




wtorek, 20 listopada 2012

czwartek, 15 listopada 2012

Szklana fotografia

Tomek Łój niespokojny duch Miejskiego Ośrodka Kultury pokusił się o realizację nowego pomysłu - wystawy - jak to określam - fotografii dawnej wykonywanej techniką, którą uprawiają dziś tylko elitarni pasjonaci. Sprawa jest szeroko reklamowana na portalach MOK, Gminy Police i innych zainteresowanych życiem miasta mediów. Opisana jest technika, którą wykonuje się fotografie rodem ze schyłku XIX w. Słowem fotografie wykonywane są jak niegdyś grubo przed ponad wiekiem, co w dobie cyfryzacji zdaje się być anachronizmem, przeżytkiem, wręcz dziwactwem. Tak jednak nie jest, bowiem wykonywanie przez Tomka i jego kolegi Andrzeja Graby Grabowieckiego kolejnych fotografii, to swoiste misterium, które mogłem osobiście na własnej skórze odczuć.



Zostałem bowiem zaproszony do atelier do pozowania do portretu. Nie ukrywam, że się ucieszyłem, gdyż mam w mojej kolekcji karykaturę Krzyśka Toboły, portret Andrzeja Łazowskiego. Ale chciałem też posiadać portret mistrza Tomasza. Udało się! W ciemni w bezruchu przy 26 krotnym błysku dużej lampy pojawiłem się na szklanej płycie, jakbym żył ponad sto lat temu w oczekiwaniu na nadchodzący XX wiek.



Wystawę otwarto 11 listopada, można ją obejrzeć codziennie. Wśród kilkudziesięciu fotografii zwanych ambrotypem są postaci Grupy Rekonstrukcji Historycznej Pułku 4 Piechoty Księstwa Warszawskiego działającej w ramach Towarzystwa Strzeleckiego i Miłośników Broni Dawnej „Grajcar”, osoby fotografowane w ramach „Fotografa objazdowego” i wreszcie kompozycje martwej natury.



Warto odwiedzić MOK i przenieść się w inne dzieje, choć nie tak strasznie odległe, to jednak pachnące modnym dziś retro.
Zdjęcia, które zamieszczam są autorstwa Andrzeja Kowalika, za które Mu teraz dziękuję i w blogu wykorzystuję. Autorem powyższych reprodukowanych przez Andrzeja portretów jest Tomasz Łój.
jan


czwartek, 8 listopada 2012

Klasowa pamiątka sprzed 23 lat

Któregoś dnia uczeń szóstej klasy Rafał Robak przyniósł i wręczył mi osobliwą szkolną pamiątkę. W sztywnych ciemnobrązowych okładkach datowaną na 10 czerwca 1989 r. „Pamiątkę ukończenia szkoły podstawowej w Tanowie”.



Strony zapisane są odręcznie estetyczną, staranną kursywą. Na 12 stronach można kolejno ujrzeć i przeczytać hymn szkolny, wykaz dyrektorów placówki w latach 80. XX w., poznać grono pedagogiczne, zdjęcia uczniów klasy oraz grupowe pamiątkowe zdjęcia klasy. Przewodził jej wychowawca Wiesław Piotrowski. W szkole pracowało wówczas dwóch panów i kilkanaście pań. Jedno ze zdjęć klasy ósmej z nauczycielam przedstawiam poniżej. W tle widnieje bryła szkoły z dobudowaną maleńką salą gimnastyczną o wymiarach... 8 na 8 metrów kwadratowych.



W tej sali, która dziś jest biblioteką szkolną od 1992 r. uczyłem  przez kilka lat wychowania fizycznego. Teraz czynię to samo, ale po rozbudowie szkoły do dyspozycji  mam pełnowymiarową salę gimnastyczną, przyszkolne tartanowe boisko lekkoatletyczne, boisko do koszykówki i siatkówki oraz kompleks „Orlika”- od 2-3 lat sportowe novum w wielu miejscowościach nie tylko naszej gminy. Pracować z dziećmi w takich warunkach to wielka przyjemność!



Pamiątka jest cennym przykładem tworzenia trwałych piśmiennych śladów ludzkiej działalności lokalnego środowiska. Wykonana została w czasach, w których xero było wynalazkiem technicznego cudu, a o komputerach jeszcze nie śniliśmy.
jan


wtorek, 30 października 2012

Przemijanie

Wędrówki po cmentarzach budzą w człowieku pokorę, nad nieuchronnością przemijania czasu. Refleksje budzą przekonanie o cenie, wartości równo upływającego czasu, wartości każdego dnia życia

Cmentarze fascynowały mnie zawsze. Miejsca wiecznego spoczynku pokoleń Polaków, innych narodowości, którzy kiedyś przed nami żyli. Są różne wielkością, położeniem. Często przykościelne, w większości samodzielne na obrzeżach wsi, osady. Najpiękniejsze prostotą są cmentarze wiejskie. Majestatyczne miejskie nekropolie poruszają ogromem przestrzeni i form sztuki cmentarnej.



Na terenie gminy Police znajduje się kilkadziesiąt cmentarzy. Gdy w latach 90. XX w. tworzyliśmy lapidarium, zebrane na nim płyty nagrobne zostały zlokalizowane na blisko 25 cmentarzach. W Leśnie Dolnym zwanym też Starym odnalazłem dwa miejsca pochówku. To samo w Tatyni, Uniemyślu. Do dziś nie udało mi się zlokalizować cmentarza w Leśnie Dolnym, Węgorniku. Za to odnalazłem miejsce po byłym cmentarzyku w Witorzy.



Gdy czytacie te słowa jestem w mojej rodzinnej Kępnicy. Przybyłem tu na groby moich Rodziców. Z kępnickiego cmentarza na wzgórzu rozpościera się wspaniała panorama Jeseników na Morawach, Gór Opawskich, Złotych. Gdzieś hen widnieje sylweta Śnieżnika w Kotlinie Kłodzkiej. Ten niezwykły na północy Polski krajobraz jest wpisany w otoczenie Kępnicy, wsi mego dzieciństwa. Stamtąd na horyzoncie można także ujrzeć widniejące sylwety wież kościołów w Nysie, mieście biskupim zwanym Śląskim Rzymem
.


Zanim moim Rodzice dotarli do Kępnicy z Kresów Wschodnich najpierw uciekali przed bandami UPA z Piasków - Wolicy koło Żółkwi przez okolice Sandomierza, by trafić wreszcie na Opolszczyznę do miejsca swego przeznaczenia. Tato stolarz, mama gospodyni domowa choć przed wojną ukończyła pełną szkołę powszechną, wiedli życie pracowicie, nieraz w biedzie, ale wychowali nas pięknie, wykształcili, wyposażyli na dorosłe, samodzielne życie. Fantastyczni ludzie...



Moje wędrówki po cmentarzach Europy dokumentowałem na wielu fotografiach. Dziś prezentuję kilka z nich. Kolejno od góry cmentarze w Kępnicy, Wolicy, Pokamieniu - Ukraina, Verdun - Francja, Echternach - Luxemburg i Tyresö - Dania.

jan

niedziela, 28 października 2012

Nowe Warpno na starych pocztówkach

Na tegorocznym lokalnym rynku wydawniczym ukazała się kolejna pozycja. Jest nią album „Nowe Warpno i okolice na starych pocztówkach”. Książka została wydana z inicjatywy znanego tam Zenona Owczarka - regionalisty, znawcy historii zacnego choć małego grodu, sfinansowana przez Urząd Gminy w Nowym Warpnie.



Album w sztywnych okładkach, szyty, poprzedza słowo burmistrza Władysława Kiragi oraz słowo wstępne Autora Zenona Owczarka. Właściciel zbioru, który w części został zaprezentowany w albumie, przedstawia krótki rys historyczny miasteczka oraz przedstawia genezę powstania swoich zainteresowań oraz stale powiększającego się zbioru pocztówek.



Fotografie podzielone są na działy: zdjęcia lotnicze, ratusz i jego okolice, spacer po ulicach Nowego Warpna, pirs i nabrzeże północne, kościół i nabrzeże południowe i zachodnie i wreszcie okolice Nowego Warpna.



Obrazy zawarte na widokówkach są fascynujące i ciekawe. Pokazują miasto początku XX w. kiedy to mieszkający w nim ludzie trudnili się rybactwem, rzemiosłem, przypływały stateczki pasażerskie, każdy mieszkaniec miał swoje zajęcia i rolę do wypełnienia. Nowe Warpno mimo że niezniszczone przez działania wojenne przed wojną, jednak różniło się od współczesnego. Przede wszystkim wielością zakładów, warsztatów, szatą zewnętrzną budynków i ich otoczenia. W albumie dominują widoki obiektów, ale też możemy odnaleźć kilka sielskich zdjęć ówczesnych ludzi. Arcyciekawe są widoki Podgrodzia, Myśliborza Wielkiego, Karszna, Warnołęki, Brzózek, Popielewa. W albumie reprodukowane są mapy okolic, miasteczka.

Pozycja jest cenna i daje kolejną możliwość lepszego poznania historii Ziemi Polickiej, do której Nowe Warpno jest przypisane. Przeglądanie jej daje prawdziwą przyjemność. Przenosi czytelnika w czasy, kiedy życie toczyło się wolniej, spokojniej w miasteczku otoczonym z trzech stron wodą Zalewu i Jeziora Nowowarpieńskiego.

jan
Na zdjęciach:
Nieznana rodzina przy dzisiejszej ul. Kościuszki 22 - 1914 r.
Sielski widok mieszkańców Popielewa - 1929 r.





środa, 24 października 2012

Polickie Dni Muzyki z historią w tle

W ostatnich dniach przez trzy dni w mieście królowała muzyka sakralna, chóralna oraz „lekka” - (koncert Miki Urbaniak). Do Polic z Zagłębia Ruhry przybył na tydzień czasu chór Rainbow Gospelchor z Neheim. Mnie przypadła w udziale organizacja wycieczki i jej oprowadzenie  po Ziemi Polickiej z przybyłymi gośćmi.

W pierwszej kolejności objechaliśmy autokarem nowe i stare Police, robiąc przystanek na odwiedzenie lapidarium i neogotyckiego kościoła przy ul. Wojska Polskiego. Lapidarium zrobiło na chórzystach duże wrażenie.

 Potem pomknęliśmy przez Jasienicę do Trzebieży, do Ośrodka Sportu i Rekreacji mijając po drodze zabytkowy kościół, starą uliczkę Rybacką, Centralny Ośrodek Żeglarski.

 Na koniec zwiedziliśmy Nowe Warpno wstępując do kościoła. Tam chórzyści wykonali dwa utwory w otoczeniu pięknego ołtarza, ambony, wiekowych płócien ze scenami biblijnymi. Był jeszcze spacer Aleją Żeglarzy i na koniec wizyta w ratuszu z krótkim spotkaniem z burmistrzem miasta Władysławem Kiragą.

jan

sobota, 20 października 2012

Gdzie to jest?

A właściwie gdzie to było? Prezentuję fotografię z 1967 roku. Źle wykadrowane, szare, a jednak cenne zdjęcie pokazuje fragment Polic, który dziś wygląda inaczej.



Na niewielkiej fotografii sprzed 45 lat widać ważny wówczas obiekt w mieście. Aby ułatwić jego identyfikację dokładam kolejne dwa kadry, które ułatwią zadanie. Życzę miłej zabawy!



środa, 17 października 2012

Stowarzyszenie Damerow w Galerii

W sobotę 13 października 2012 r. Miejski Ośrodek Kultury, Galerię Historyczną Polic odwiedzili mieszkańcy osady Damerow koło Pasewalku, przedstawiciele Stowarzyszenia Damerow T.z. Celem przybycia siedmioosobowej delegacji było nawiązanie kontaktu z Galerią Historyczną, której zadania, cele funkcjonowania są podobne do tych, które prezentuje nowo zawiązane muzeum. Goście zwiedzili MOK oraz spędzili sporo czasu w Galerii zadając wiele pytań.

Stronę niemiecką reprezentowali m.in. E. Martin - przewodnicząca Heimatverein Damerow e.V, B.Gründer - kierownik muzeum, Uta i Werner Bohm. Naszą stronę reprezentował burmistrz Polic Władysław Diakun, nieocenione Kamila Turzyńska oraz  Klaudia Wildner - Schipek z Urzędu Miejskiego. Jak się okazało kilka osób z Damerow poprzez rodziców ma powiązania  z przedwojennym Falkenwalde -Tanowem i Policami.



Nie ukrywam, że wiązałem z tym spotkaniem nadzieję na długotrwałą współpracę poprzez realizację małych projektów przygranicznych. Szczególnie chciałbym nawiązać współpracę i realizację warsztatów historycznych dzieci ze szkół podstawowych z obu stron. Nie będzie to proste, jako, że w Damerow żyje...10 dzieciaków w przedziale wieku od 1 do 10 lat. I nie jest to nic nadzwyczajnego w realiach przygranicznych miejscowości strony niemieckiej. Ale mam w zanadrzu kilka innych pomysłów do realizacji, które przedstawiłem gościom. Do końca roku Niemcy mają się do nich odnieść, co pewnie będzie owocowało kolejnym spotkaniem i podjęciem już konkretnych działań.



Spotkanie było miłe, goście byli pod wrażeniem przyjęcia i realizacji pierwszego kontaktu. Na koniec uczestnicy udali się do polickiego lapidarium, które zrobiło na nich duże pozytywne wrażenie.

jan
foto - Kamila Turzyńska



piątek, 28 września 2012

Gawęda w MOK

W środę 26 września w sali konferencyjnej MOK zgromadziła się pokaźna, bo około 40 osobowa grupa policzan. Zaprosiłem ich na spotkanie z Bartoszem Sitarzem, policzaninem magistrantem US który popełnił interesującą pracę magisterską. Jej treścią były powojenne dzieje Obwodu Weleckiego potem Powiatu Szczecińskiego. Te czasy interesują Bartka szczególnie. Stąd tematem gawędy były „Police i okolice w pierwszych latach powojennych 1945-1950”.



Podczas spotkania prelegent nakreślił genezę zmian terytorialnych od ustanowienia Powiatu Randow, poprzez ustalanie granicy państwa po zakończeniu wojny aż po ustanowienie granicy Powiatu Szczecińskiego. Opowiadał o przybyciu Polaków w okolice Polic, o utworzeniu Enklawy Polickiej, demontażu fabryki benzyny syntetycznej, o powolnym rozwoju i zagospodarowaniu nowych terenów, zakładaniu małych zakładów rzemieślniczych, sieci handlowej. Zaprezentował kopie wielu ważnych dokumentów, pieczęci urzędowych. Całość była poparta pokazem multimedialnym. Po wykładzie rozpoczęła się dyskusja, padały pytania. Ciekawa była wypowiedź pana Romana Choroszyńskiego - przewodniczącego MRN w latach 1962-1972, który przypomniał obecnym obraz Polic we wczesnych latach powojennych.



Spotkanie było ciekawe. Bartosz zaprezentował się po raz pierwszy tak szerokiemu audytorium i teraz wypada czekać na wydanie pozycji książkowej jego autorstwa, być może jeszcze w tym roku.

jan

foto - Wiesław Gaweł i Dominik Wołyński

niedziela, 16 września 2012

Wspomnienia Jana Benedykta Kozińskiego

Na tę książkę czekałem od dawna. Z przyczyn obiektywnych nie byłem na spotkaniu z Panem Janem, 89-letnim łodzianinem w Policach w „Skarbie”. Ale wieść o wydaniu jego wspomnień dotarła tam gdzie trzeba, do miłośników historii Polic. Na 111 stronach Jan Koziński zawiera swe wspomnienia z pobytu w Policach w latach 1940-1945. W swych opisach pokazuje nam miasto, jego mieszkańców, więźniów, pracowników przymusowych w nieco innym niż dotąd świetle.



Jan Benedykt Koziński został skierowany do Polic jako pracownik przymusowy. Pracował w fabryce benzyny syntetycznej od maja 1940 r. do 25 września 1941r. Potem do marca 1945 r. był zatrudniony w zakładzie ogrodniczym Gartenbau Carl Bootz. Wreszcie u schyłku wojny przebywał w Ueckermünde.

Podczas pobytu w Policach był zakwaterowany w Pommernlager (1940-1941), na statku SS Bremerhaven (1941-1943), w zakładzie ogrodniczym między dzisiejszymi ulicami Grunwaldzką - Starzyńskiego - Polną i alejką Rosenweg (1943-1945).



Autor opisuje swe przeżycia od momentu zesłania na roboty przymusowe w głąb Niemiec do Polic. Lata spędzone w Policach. Opisuje warunki egzystencji w Pommernlager, statku Bremerhaven, w przybudówce na terenie zakładu ogrodniczego. Opisuje atmosferę panującą wśród Niemców, więźniów, pracowników przymusowych. Z opowiadania wyłania się obraz III Rzeszy, butnej, ekspansywnej na początku wojny, a potem przez kolejne lata jej powolny upadek, aż po kapitulację.



Wspomnienia wzbogacone są dużą ilością zdjęć, fotografii, kopii dokumentów dowodzących wojennej drogi życia Kozińskiego. Zwraca uwagę nowy obraz wojennych Polic, relacji Niemcy - więźniowie, warunków obozowych. Znamienne jest to, że w książce ani razu nie użyto określenia tak często wcześniej powielanego „Statek śmierci „Bremerhaven”. Z tekstu wynika, że nie wszyscy Niemcy byli okrutni, bestialscy, bezwzględni. Wielu z nich nie chciało wojny i jej okrucieństw. Dowiadujemy się, że pracownicy przymusowi mogli (choć nie wszyscy) dysponować wolnym czasem, spotykać się, otrzymywać paczki żywnościowe, korzystać z okrojonej pomocy lekarskiej. Ale też w kartach książki przewija się nieustanna świadomość oddalenia, ubezwłasnowolnienia, głodu, braku higieny i podstawowych warunków egzystencji.

W końcowej części książki Jan Antoni Kłys zadaje autorowi pytania dotyczące wielu wątpliwości co do lokalizacji wojennych obiektów, obozów, fabryki, schronów. Koziński wyjaśnia wątpliwości zarzekając się, że upływ czasu może spowodować, iż jego wiadomości są niepełne lub wymagające uzupełnień.

Książkę Jana Benedykta Kozińskiego czyta się wartko. Rzuca ona nowe, skorygowane spojrzenie na Police 1939-1945. Wspomnienia Kozińskiego bardzo różnią się od Józefa Jagodzińskiego - więźnia Außenlager Pölitz. Pewnie głównie z powodu, że status więźnia obozu różnił się bardzo od pracownika przymusowego. Choć i tu i tu ludzie cierpieli okropieństwa bezsensownej wojny. Osobiście cieszę się z wydania takiej pozycji przez Urząd Gminy. Nasza wiedza o Policach systematycznie się poszerza.

Pozycję można nabyć choćby w CITiK w MOK. Zachęcam!

jan

czwartek, 13 września 2012

Amerykanie w Policach


13 września w sali sesyjnej UM spotkała się kilkunastoosobowa grupa osób. Doszło do spotkania, w którym Police odwiedziła 3 osobowa grupa Amerykanów poszukujących miejsca, groby lotników, którzy na Ziemi Pomorskiej zakończyli swe życie. Stronę amerykańską reprezentowali Christine Cohn, Scott Anderson i Brian M. Foss. Ekipie polickiej przewodził burmistrz Władysław Diakun. Pozostałe grono to znani w mieście i poza jego granicami Darek Szaliński, Łukasz Socha, Dominik Wołyński, Jan Antoni Kłys, Wiesiek Gaweł, dr Grzegorz Ciechanowski, członkowie „Skarbu” oraz moja skromna osoba.



Podczas II wojny światowej Brytyjczycy, Amerykanie wielokrotnie bombardowali wyznaczone im strategiczne cele, obiekty, miejsca. Wielu z nich zginęło. Dotąd na Pomorzu 250 z nich nie zostało jeszcze odnalezionych. W okolicach Szczecina nie zlokalizowano dotąd 35 mogił Amerykanów. Wiadomym jest, że w okolicach Polic zestrzelono 2 samoloty. Korpus jednego z nich spoczywa nadal w wodach jeziora Stolsko w Stolcu. Losy drugiej maszyny są nieznane. Dominik Wołyński przedstawił meldunki jakie we wczesnych latach powojennych składali świadkowie tamtych dni. 13 sierpnia 1946 r. w dokumencie do władz powiatu szczecińskiego pisze, że na terenie wsi Brzózki na miejscowym cmentarzu jest grób żołnierza amerykańskiego zestrzelonego nad Dużą Zatoką, lecz jego personalii nie ustalono. 21 listopada tego samego roku wójt Bukowski melduje o grobie lotnika amerykańskiego, który poległ w walce powietrznej nad zatoką.



Mamy zatem dwa oświadczenia o istnieniu mogiły. Dziś cmentarza w Brzózkach nie ma. Podobnie jak wiele innych został zniwelowany, a groby zostały zrównane z ziemią. Wójt Jan Skorek w dokumencie z 3 marca 1948 r. pisze, że w gminie mają być groby amerykańskie w Brzózkach, Jasienicy, Trzebieży. Informacje pochodziły od miejscowej ludności.

Delegacja amerykańska z uwagą notowała informacje podane przez Dariusza Szalińskiego, Łukasza Sochy, popularnego „Domino”, innych uczestników spotkania. Zadawano wiele pytań, padały odpowiedzi, które dadzą Amerykanom możliwość wskazania domniemanych mogił. Jeśli tak się stanie następna ekipa z USA przybędzie, by po uzyskaniu stosownych pozwoleń rozpocząć konkretne prace w poszukiwaniu szczątków dzielnych Aliantów.



Po pobycie w UM uczestnicy spotkania udali się do Przęsocina na cmentarz na którym w jego zachodniej części znajduje się symboliczny grób-pomnik poświęcony Aliantom ze stosowną inskrypcją: „Lotnikom alianckim poległym na polu chwały w marcu 1945 roku”. Złożono wieniec, zapalono znicze. W przyszłości (a wszystko na to wskazuje) dojdzie do kolejnego spotkania już z konkretnymi działaniami. Amerykanie mogą liczyć na władze miasta szczególnie „Skarbu”, który goście zza oceanu także odwiedzili.

jan

środa, 5 września 2012

Tanowo - kościół którego nie ma


Przejeżdżając przez Tanowo w kierunku Dobieszczyna, Węgornika, Zalesia, Tatyni mijamy charakterystyczny ostry zakręt obok niewielkiego wzgórza nazywanego często w literaturze historycznej, popularnonaukowej, przewodnikach turystycznych Górą Żalisko.

Na początku XIX wieku na Górze Żalisko wybudowano ryglowy kościół z wieżą, przy którym grzebano zmarłych. Ze wzgórzem usytuowanym na zakręcie przy ul. Szczecińskiej związana jest legenda jakoby „Żercy” mylnie tłumacząc znaczenie godów w Kanie Galilejskiej zostali zamienieni w drzewa do momentu zmiany błędnego tłumaczenia. Są przeciwnicy używania takiej nazwy wzgórza. Jest nieraz pewne, że w przedwojennej literaturze takie określenie nie było używane. Pojawiło się zapewne w czasach nam bliższych, gdy pisano przewodniki turystyczne, opracowania pomorskich, nie tylko podszczecińskich miejscowości.



Tanowo ustanowiono jako samodzielną parafię 1.10.1847 r. Podobnie jak kościół w Tatyni była kościołem filialnym w Jasienicy. W 1940 r. podlegały jej miejscowości: Alt Glashütte - Huta Gunicka, Alt Leese - Stare Leśno, Günnitz - Gunice, Hagen - Tatynia, Hohenleese - Leśno Górne, Neuhaus - Sławoszewo, Trestin - Trzeszczyn, Zedlitzfelde - Siedlice. W 1940 r. parafię stanowiło 2.300 wiernych.



Wiele dokumentów kościelnych z Tanowa: chrzty, komunie, śluby, pogrzeby znajdują się w Centralnym Archiwum Ewangelickim w Berlinie Kreuzbergu.



Proboszczowie kościoła w Falkenwalde 1847-1945

1. Karl Gustav Wilhelm Müller, 1847-1851

2. Gustav Hermann Dittmar, 1852-1854

3. Heinrich Friedrich Ferdinand Clasen, 1854-1869

4. Wilhelm Hermann Müller, 1869-1887

5. Johann Friedrich Wilhelm Gützlaff, 1888-1921

6. Friedrich Jendersie, 1922-1939.

W 1808 r. pobliskie Police odzyskały swą autonomię, co miało automatyczne przełożenie na ościenne wsie i osady. W tym wieku zbudowano w Tanowie wspomniany już wyżej kościół ryglowy, bardzo podobny do świątyni w Tatyni oraz nieistniejącego kościoła w Mścięcinie. Kościół był konstrukcji ryglowej. Wnętrze salowe z ołtarzem, ławami, wyposażeniem wnętrza. Usytuowano go na wzgórzu w otoczeniu starych lip. Przy kościele istniał cmentarz. W 1917 roku na kościelnym placu postawiono pomnik pamięci mieszkańców Tanowa, którzy zginęli na frontach I wojny światowej. Pomnik ten powalony w ziemię istnieje do dziś. Można na nim odczytać nazwiska kilkudziesięciu tanowian, którzy zginęli na frontach w różnych miejscach Europy.



Dotąd sylweta, a właściwie fragment nieistniejącego kościoła w Tanowie mogliśmy poznać jedynie z albumu „Police i okolice na starej fotografii”. Wśród wielu zdjęć jedno ukazuje szczyt wieży tanowskiego kościółka z charakterystycznym barokowym hełmem zwieńczonym kulą i iglicą z chorągiewką. Z czasem dzięki Andrzejowi Kowalikowi i jego widokówkom bryła świątyni zaczęła się powoli „odsłaniać”. Widać otoczenie kościoła zarys bryły, ostrołukowe okna boczne, ożebrowania ścian zewnętrznych. Kościół był pięknie wkomponowany w otoczenie, otoczony starodrzewiem, przykościelnym cmentarzem, blisko drogi łączącej Szczecin z Ueckermünde. Był niewątpliwie ozdobą podpolickiej miejscowości.



Dziś tylko wzgórze przypomina, że było to miejsce kultu. Lubię je odwiedzać i postać chwilę w cieniu starych lip. Od powojnia msze św. odprawiane są w osobliwym kościele p.w. NSPJ, w byłej Gospodzie pod Lipami. Wkrótce ruszy budowa nowej świątyni. Nie wszyscy wiedzą, że w pierwszych pionierskich planach budowy, jej kształt miał nawiązywać i przypominać nieistniejący kościółek z Góry Żalisko...

Jan