sobota, 28 grudnia 2013

Grodziska powiatu polickiego

Archeologia lotnicza jeszcze do niedawna znajdowała się poza zasięgiem zwykłych śmiertelników. Dostępna była wąskiemu gronu naukowców, lub - przy okazji wykonywanej pracy lub hobby - lotnicy, szybownicy czy paralotniarze. Sytuacja zmieniła się z chwilą upublicznienia zdjęć lotniczych za pomocą internetowych narzędzi. Dzięki najpopularniejszym z nich - Google Maps i Google Earth - każdy z nas może poszukiwać śladów historii sprzed wieków.

Niezwykle ciekawa jest wczesnośredniowieczna historia Pomorza Zachodniego, znajdującego się wówczas w zasięgu kultury słowiańskiej. W efekcie postepującej germanizacji po tamtych czasach nie zostało zbyt wiele pamiątek. Tym większa więc wartość ocalałych przed zapomnieniem śladów. Najbardziej wyrazistymi z nich są grodziska, których założenia szczególnie efektownie wyglądają z podniebnej perspektywy. Oto wybrane przykłady z obszaru powiatu polickiego:

Mścięcino
Dzisiaj coraz trudniej jest zauważyć naturalne walory tego miejsca, które były przyczyną budowy tutejszej osady. Postępująca urbanizacja okolicy skutecznie popsuła jej walory krajobrazowe. Ale gdybyśmy przenieśli się w czasie choćby do XIX w., gdy nie było jeszcze nasypu kolejowego i pobliskiej zabudowy, dane nam byłoby ujrzeć górujące nad otoczeniem wzniesienie z przylegającymi do niego bagnami. Ślady po dawnych grzęzawiskach, które stanowiły skuteczną zaporę przed zakusami potencjalnych agresorów, utrzymywały się jeszcze do czasów nam współczesnych. Dopiero budowa obiektów handlowych i usługowych wzdłuż ul. Piłsudskiego zatarła ich resztki. Aby wyborazić sobie pierwotne walory mścięcińskiego grodziska, warto udać się na ul. Dębową, gdzie północna ściana wzniesienia jest szczególnie stroma.



Łęgi
Grodzisko mieszczące się na terenie gminy Dobra Szczecińska. O tyle ciekawe, że powstałe na mało urozmaiconym, płaskim terenie. Powstało w XI lub XII w. Do dziś zachowało się wybijające ponad teren, zadrzewione wzniesienie - pozostałość po ziemnych wałach - wraz z otaczającą je fosą. Rzut oka na starszą mapę pozwala spostrzec zamysł lokacyjny - wówczas grodzisko wznosiło się nad taflą większego rozlewiska, które z biegiem czasu zanikło.





Siadło Dolne
Południowe rejony powiatu polickiego charakteryzują się urozmaiconą rzeźbą nadodrzańskiego brzegu. Wyniosłe wzniesienia stanowiły doskonałą bazę pod budowę trudno dostępnych siedlisk. Na jednym z nich (zwane Młyńską Górą) powstało grodzisko Pomorzan. Wznoszące się ponad 65 metrów nad płynącą w pobliżu Odrą było doskonałym punktem widokowym na pobliską okolicę. Wzgórze wyjątkowo okazale prezentuje się od strony autrostrady, jadąc w kierunku do Berlina.



Kamieniec
Wyjątkowo imponujące swymi rozmiarami oraz tajemnicze z historycznego punktu widzenia grodzisko. Funkcjonowało od IX do XII w. Mieści się 5 km na południe od Siadła Dolnego na wzgórzu wznoszącym się ponad 40 metrów ponad poziom Odry. Obszar całego założenia - grodziska i podgrodzia - rozciąga się na odcinku ponad 500 metrów. To znacznie większy obszar od innych ośrodków funkcjonujących w tym czasie na Pomorzu, parokrotnie większy nawet od nieodległego Szczecina. Mimo to jedyne poważne badania przeprowadził tu w 1910 r. niemiecki uczony Carl Schuchhardt i od tamtego czasu nie zrealizowano żadnych poważniejszych wykopalisk. Niemiecki archeolog nadał grodzisku nazwę Der Heilige Stadtberg, dziś wzniesienie zwane jest Świętą Górą. Prawdzwia gratka dla miłośników średniowiecznej historii Pomorza. Zwłaszcza, że jak jedna z hipotez głosi, to tu mógł zawitać ze swoją misją św. Otton z Bambergu (obecnie przyjęto, że miał to być Lubin na wyspie Wolin).




Południowe, nadodrzańskie rejony powiatu polickiego z racji na swoją lokalizację nie są zbyt popularne wśród samych Policzan, ale warto je zwiedzić tylko choćby ze względu na ich walory krajobrazowe. Jest to niezwykle urokliwy obszar, wzdłuż którego prowadzi ciekawa trasa turystyczna (Orła Bielika). Sporym udogodnieniem stało się skomunikowanie Siadła i Kamieńca linią autobusową nr 70 ze Szczecina, pozwalającą dotrzeć w pobliże opisanych tu grodzisk.

Jakub M.

środa, 25 grudnia 2013

niedziela, 8 grudnia 2013

Czaru PGR-u ciąg dalszy

Na początku lat 50. XX w. w mojej rodzinnej Kępnicy koło Nysy rozpoczął działalność PGR. Początkowo zajmował się on produkcją rolną, zasiewem zbóż, hodowlą zwierząt. W latach 60. XX w. w PGR wybudowano suszarnię, w której produkowano susz jako paszę dla zwierząt. Produkt eksportowano m.in. do Włoch.

Wówczas ludziom żyło się świetlanie. Były deputaty na paszę, węgiel, mleko. W przydomowych ogródkach hodowano świnie, kury, kaczki, króliki. Mój tata był stolarzem w PGR i na brak roboty nie narzekał. Miał też liczne fuchy. Na przykład po pracy budował miejscowym rolnikom bramy wjazdowe na posesje, drobny użyteczny w gospodarstwie sprzęt, regały, stoły...


Warto wspomnieć, że pierwsze Państwowe Gospodarstwa Rolne rozpoczęły działalność 12.2.1949 r., kilka tygodni po wejściu w życie ustawy. Wcześniej bo już w 1944 r. rozpoczęto reformę rolną, której celem była likwidacja własności ziemskiej. Do 1948 r. przejęto 9.707 nieruchomości o łącznej powierzchni blisko 3.5 mln. hektarów. Najwięcej pegeerów powstało w Polsce Zachodniej na tak zwanych Ziemiach Odzyskanych. W województwach szczecińskim, koszalińskim, słupskim, gdańskim i elbląskim, areał PGR-ów obejmował ponad 50 % powierzchni wszystkich znajdujących się tam użytków rolnych. Szybko okazało się, że gospodarstwa były nieefektywne ekonomicznie. Zużycie pasz, nawozów, sprzętu i innych materiałów było w nich dużo wyższe, a produkcja z jednego hektara znacznie niższa niż w gospodarstwach indywidualnych. 


Mimo to pegeery były hołubione przez władzę i chętnie dotowane z budżetu państwa i funduszu ubezpieczeń. Do 1988 r. pochłaniały ponad połowę środków przeznaczanych na inwestycje w rolnictwie. Likwidacja PGR-ów rozpoczęła się w 1991 r. W ciągu dwóch następnych lat ziemia majątek stały zostały przekazane Agencji Rolnej Skarbu Państwa, która rozpoczęła ich sprzedaż firmom prywatnym.


W Tanowie PGR-nie było. Ale było ich wiele w innych wsiach powiatu szczecińskiego. Działały też gminne spółdzielnie, kółka rolnicze. Bazą sprzętową zajmowały się POM-y Państwowe Ośrodki Maszynowe.



Dziś w naszej gminie rolników niewielu. Inaczej też pracują niż kilkadziesiąt lat temu. Sprzęt jakim dysponują jest nowoczesny, wydajny, dobry. Przypomnijmy sobie zatem jakimi cudami techniki posługiwano się dawniej. Zacznijmy od agitacyjnego plakatu dzielnej, rosłej, czerwonej na policzkach kobiety wiejskiej we wczesnych czasach powojennych. Niewiasty taka jak ta na plakacie potrafiły wykonywać po 150 i dużo więcej normy niż planowano. Takie były czasy! A dalej tzw. DET  - ruska maszyna na gąsienicach, żrąca hektolitry paliwa, ciągnąca brony, pługi, kombajn do zbioru buraków i ziemniaków, snopowiązarka.

jan

niedziela, 1 grudnia 2013

Leśne Tanowo

Tę osadę o średniowiecznym rodowodzie otacza ze wszystkich stron Puszcza Wkrzańska, która wręcz wdziera się w ulice: Leśną, Gunicką, Szczecińską. Nie dziw więc, że tu na miejscu działa leśniczy: Piotr Grzegorczyk i brodaty niczym Rumcajs Mirosław Goryniak oraz kilku jeszcze innych ludzi lasu. 

Przed II wojną światową przy ul. Szczecińskiej stał okazały dom Nadleśnictwa Tanowo - Oberförsterei Falkenwalde. Obiekt stał vis a vis zadbanego dziś domu o konstrukcji ryglowej. Sprzed nieistniejącego już budynku nadleśnictwa można było ujrzeć pobliską plebanię i nieco dalej sylwetę zabytkowego kościoła. Opodal urządzono pętlę autobusową dla lini „F” łączącej Tanowo ze Szczecinem. Jak mawiają miejscowi (wiadomości niesprawdzone) budynek uległ pożarowi i został po wojnie rozebrany.




Działalność nadleśnictwa polegała na gospodarce zasobami leśnymi, które wchodziły w jego granice. Zatem jak dziś nasadzenia drzewek, wyrąb, sprzedaż drewna na kwit, dbałość o zwierzynę oraz leśne dukty.






Dziś po dawnym nadleśnictwie pozostał duży budynek gospodarczy - stodoła spełniający swą rolę do dziś, nowa nieduża leśniczówka, a z tyłu od strony łąk mały park ze starodrzewiem.

jan

niedziela, 17 listopada 2013

W cieniu Biskupiej Kopy

Do tego momentu przygotowywałem się długo, najpierw mentalnie, potem w pracy realizując swe marzenie życia - napisać historię Kępnicy wpisaną w przeszłość biskupiej Nysy, w panoramę Biskupiej Kopy.   Tam na południu czasy „przedkępnickie” zaczęły się w okresie neolitu. Wieś duo Kameniza wspominano już w dokumentach u schyłku XIII w. Potem nastąpił okres wojen husyckich, śląskich, wojna XXX-letnia, dwie wojny światowe, okres powojenny podobnie jak na Pomorzu trudny, gdyż sowieci z niechęcią i opieszale przekazywali władzę polskiej administracji.

Perełką Kępnicy jest pyszny kościół p.w. Wniebowzięcia NMP z wieloma zabytkami ruchomymi we wnętrzu. We wsi, wokół niej stoją liczne wiekowe kapliczki domkowe, słupowe, krzyże marmurowe i drewniane. To nagromadzenie dóbr sakralnych wynika z faktu, że Księstwo Nyskie, Kępnica była krainą katolicką. Jedynie w Nysie funkcjonował kościół protestancki. U nas na Pomorzu odwrotnie, stąd i wystrój świątyń ascetyczny, surowy, bez przepychu.



Książka liczy 186 stron, zawiera blisko 150 zdjęć, a w treści informacje, których mieszkańcy mej malej Ojczyzny dotąd nie znali. Zawiera wiele ciekawostek, informacji. Opisuje dzieje od czasów najdawniejszych po 2013 rok.



Spotkanie odbyło się w świetlicy, miejscu profesjonalnie przygotowanym na takie okazje. Rada Sołecka zadbała o techniczną obsługę, a Koło Gospodyń Wiejskich o ciepłą, domową atmosferę spotkania. Na stołach stanęły pyszne ciasta wiejskie, napoje, kawa, herbata. Pomieszczenie było ciepłe, miłe i o 17.00 w niedzielę 10 listopada wypełnione po brzegi. Wśród mieszkańców wsi, sędziwych, w moim wieku, młodych zasiadła burmistrz Nysy Jolanta Barska, ks. proboszcz Roman Dyjur, przedstawiciele ościennych sołectw. Mnie naturalnie cieszyła obecność rodzeństwa, sióstr Marii i Emilii, brata Józefa oraz siostrzeńca Janusza.




Spotkanie przebiegło szybko, goście z ciekawością słuchali opowieści i obrazów o swojej rodzinnej wsi. Po spotkaniu chętni nabywali książkę, która sprawiła im sporą niespodziankę. Ujrzeli w niej wiele zdjęć osób które znali, lub znają. Wielu z nich wyłuskało z dziesiątek nazwisk także swoje, babci, rodziców, kolegi lub koleżanki.
Tych nazwisk w książce było kilkaset bowiem Kępnica jest wsią aktywną, zdobywającą fundusze na kolejne projekty i inwestycje.



Mnie najbardziej cieszy fakt, że w pozycji, dzięki źródłom kościelnym, historycznym poszerzyłem nazwiska kępnickich proboszczów do osiemnastu do 1945 r. Wykonałem inwentaryzację i spis kapliczek i krzyży przydrożnych, dotarłem do zdjęć dotąd niepublikowanych. Istotny jest fakt, że po Niwnicy jest to druga monografia w Gminie Nysa dotycząca sołectwa. Już w kuluarach zostałem zaproszony do współpracy w dziele powstania monografii sąsiednich Hajduk Nyskich. Było mi z tego powodu bardzo miło, jako że w Hajdukach przed Kępnicą z rodzicami mieszkałem i do szkoły miejscowej uczęszczałem.



Na koniec spotkania podziękowałem ks. Romanowi Dyjurowi, Sławomirowi Jankowiczowi, Józefowi Sadłowskiemu, Ryszardowi Wajdzikowi, Sławomirowi Bednarkowi, Danucie Szałackiej za organizację mego życiowego spotkania. Większość z nich otrzymało ode mnie w prezencie książkę. A w dziele jej powstania wsparł mnie syn Jakub, który stanął na wysokości zadania, książkę złożył, wydrukował i na czas do Kępnicy przesłał.

Podczas spotkania wymieniłem namiary z Darią Kacprzycką adminem strony Sołectwa Kępnica. Na jej stronie będziemy publikować materiały dotyczące wsi, zaś na moim blogu powstanie link Kępnica-Ziemia Nyska. Coraz więcej osób z Kępnicy wchodzi na nasz blog i facebook zostawiając ślad w postaci komentarzy i wpisów.
Ech żegnaj Kępnico do kwietnia, maja 2014 roku!
Entuzjastów przeszłości informuję, że pozycja w postaci kilku książek jest do nabycia u mnie.
jan
zdjęcia Daria Kacprzycka

czwartek, 14 listopada 2013

Książka o wsi

Od kilku godzin na nowo jestem tu na Ziemi Polickiej. Właśnie wczoraj wieczorem wróciłem spod Nysy, z Kępnicy z promocji monografii o tej pięknej wsi.

Ostatni post opublikowałem tuż przed wyjazdem tam. Za mało czasu, by podzielić się wrażeniami ze spotkania ze społecznością Kępnicy. Stąd narazie zachęcam do wejścia na facebook wpisać w wyszukiwarce Sołectwo Kępnica, by tam ujrzeć relację Darii Kacprzyckiej zarządzającej tą stroną. Jest też relacja na www.nysa.eu Młodzutka Darka robi bardzo dobrą robotę dla swej wsi i zamierzamy zawiązać szerszą współpracę w dziele promocji Kępnicy. Ja na spokojnie podzielę się osobistymi wrażeniami w najbliższe wolne dni.



Było bardzo sympatycznie wręcz podniośle, choć starałem się nadać spotkaniu luz i atmosferę miłego, wspólnego koleżeńskiego spotkania po latach.

jan, fot. Józef Sadłowski

wtorek, 5 listopada 2013

Kępnica - moja miłość

W chwili gdy piszę te słowa jestem, już niemal spakowany i gotowy do wyjazdu na południe Polski. Jutro w środę 6 listopada wsiądę o 5.22 do pociągu, który ruszy do Opola, by zjawić się tam 7 godzin później. Stamtąd wraz z siostrzeńcem Januszem - Johnkiem pomkniemy do Nysy, a potem do Kępnicy - mojej wsi rodzinnej. 

Powodem wyjazdu jest promocja książki mego autorstwa „Kępnica” powstałej w dwa lata przy dużej pomocy syna Jakuba. Promocja rozpocznie się 10 listopada, w niedzielę o godz. 17.00 w świetlicy wiejskiej. Plakaty rozwieszone, zaproszenie dotrze do wszystkich mieszkańców wsi, zapowiedzi spotkania popłynęły 2 dni temu z ambony, z ust proboszcza ks. Romana Dyjura.


Kępnica to solidne, rzutkie sołectwo potrafiące „wyrywać” unijne pieniądze. Takie pieniądze zyskuje też parafia. I tak ostatnio np. pozyskano znaczące fundusze na renowację cennego epitafijnego obrazu kępnickiego proboszcza ks. Jana Ignacego Francke z XVII w.



Ze spotkania z mieszkańcami wsi, zaprzyjaźnionymi sołtysami sąsiednich wsi, o których w książce też piszę, włodarzami gminy Nysa i powiatu nyskiego bardzo się cieszę. Spędzimy na pewno w miłej atmosferze 3-4 godziny. Ja zadbam o szlachetne napoje, a panie z Koła Gospodyń Wiejskich jak obiecały, upieką blachy ciasta i zaśpiewają hymn Kępnicy.


Monografia Kępnicy liczy 186 stron, zawiera blisko 150 zdjęć, setki nazwisk i historycznych faktów dotąd nieznanych mieszkańcom wsi. Wystarczy powiedzieć, że przeszłość Deutsch Kamitz została wpisana w historię Nysy, a zatem w burzliwe wojny z Husytami, wojny śląskie, wojnę 30-letnią, II wojnę światową. Na polach opodal wsi stacjonowały wojska różnych armii, a wieś cierpiała niedostatek, biedę spowodowaną zawieruchami i wojennymi obciążeniami.


Tymczasem na do widzenia zamieszczam zdjęcie Deutsch Kamitz potem Hermannstein, dziś Kępnicy - u góry sklep Simonsa, dom sióstr szarytek, kościół, poniżej szkoła i piekarnia Reineltsa  - lata 30. XX w., zdjęcie  wczesnopowojennej, zbłoconej, zaniedbanej Kępnicy z 1948 r., piękny   marmurowy krzyż z 1891 r. poświęcony tragicznie zmarłemu Josephowi Putze, oraz zdjęcie z synkiem Jakubem na boisku LZS w Kępnicy w 1979 r.

Tymczasem do zobaczenia i do poczytania na police750 u schyłku przyszłego tygodnia po moim powrocie.
jan

sobota, 26 października 2013

Książka Bartosza Sitarza

Na stronie sediny.pl pojawiła się stosunkowo niedawno recenzja znanej w Policach książki Bartosza Sitarza. Pozycja ukazała się w tym roku dzięki wsparciu finansowemu Gminy Police obok pozycji albumowych Andrzeja Łazowskiego i Andrzeja Kowalika. Opinie o książce można przeczytać już zaraz.



Oto link: http://sedina.pl/wordpress/index.php/2013/09/19/bartosz-sitarz-trudne-poczatki-powiat-szczecinski-1945-1950/


czwartek, 24 października 2013

Małe Ojczyzny...

W piątek 18 października uczestniczyliśmy w kolejnej gawędzie. Gościem Galerii był szanowany proboszcz parafii p.w. św. Piotra i Pawła w Jasienicy, ks. Waldemar Szczurowski.


Temat spotkania interesujący - Małe Ojczyzny - powroty, pojednania. Ks. Waldemara zaprosiłem do prelekcji mając wcześniej okazję wysłuchać jego kazań w tatyńskim kościele podczas spotkań dawnych i aktualnych mieszkańców tej osady. Gość przedstawił swe korzenie. Wspomniał o rodzicach, skąd znaleźli się na Pomorzu, swoją drogę do kapłaństwa, i poprzez kolejne parafie do Jasienicy.




W osobistej definicji księdza Małe Ojczyzny to przede wszystkim rodzina, ojcowizna, miejsce zamieszkania. Nasze korzenie mają swój początek w różnych miejscach. Tu na Pomorzu jest wielu Kresowiaków, przybyłych z Ukrainy, Białorusi, Litwy. Zostawili tam swe ojcowizny bo musieli. Tu z kolei swe ojczyzny mieli Niemcy, odeszli bo też musieli. Jedni i drudzy zostawili swe domy, ziemię, kościoły...



Tragizm II wojny światowej, wysiedlenia, ofiary spowodował zamieszanie w ludzkich istnieniach na niespotykaną skalę. Po latach Polacy, Niemcy odwiedzają domy, wsie, miasta dziadów, ojców i matek Czynią to z potrzeby serca. Odwiedzają cmentarze, swoje domy, przywożą pamiątki jak cenne relikwie. Stawiają pomniki pamięci, szukają swych śladów. Rozmawiają ze sobą. Polacy - Niemcy, Polacy - Ukraińcy, Polacy - Litwini. U nas czynią to byli i aktualni mieszkańcy Jasienicy, Tatyni, Niekłończycy, Polic...




Nie ma innej alternatywy choć wiele ran jest nie zagojonych. Ludzie zostawiają po sobie krzyże na dawnych cmentarzach, lapidaria, pamiątkowe tablice.



Spotkanie z ks. Waldemarem Szczurowskim było treściwe, nasączone humanizmem i obiektywnym spojrzeniem na podjęty przez prelegenta temat. Warto było tamtego dnia poświęcić odrobinę swego czasu, by jasienickiego kapłana wysłuchać i z nim się spotkać.


Na zdjęciach - Kresowiacy ze Lwowa, byli mieszkańcy Polic, wizyta Niemców w lapidarium, 
poświęcenie krzyża na byłym poewangelickim cmentarzu w Tatyni z udziałem ks. Waldemara.

jan 

wtorek, 15 października 2013

niedziela, 13 października 2013

Z archiwum rodzinnego Guentera Schmidta

Günter Schmidt jest znany w Policach. Do końca wojny mieszkał w Königsfelde - Niekłończycy. Tam się urodził, wychowywał, uczęszczał do miejscowej szkoły podstawowej. Po wojnie wyjechał z bliskimi do Niemiec. Dziś mieszka w Neubrandenburgu, a jego rodzinny niekłończycki dom istnieje do dziś na skraju wsi. 

Günter często bywa w Policach. Jest zaprzyjaźniony z rodziną, która mieszka w jego dawnym domu. Zaprzyjaźniony jest także z miejscową szkołą podstawową. Spotyka się z dziećmi, a nawet zaprasza je z nauczycielkami do Neubrandenburga. Z jego inicjatywy przy kościele postawiono pamiątkową tablicę poświęconą byłym mieszkańcom Königsfelde.

Günter Schmidt przekazał mi do Galerii Historycznej Polic kilka rodzinnych pamiątek. Przesłał także zdjęcia z rodzinnego archiwum. Kilka z nich prezentuję poniżej.


Oto jego mama Marta Schmidt z domu Stelter, ur. 31.8.1887 w Dębostrowie. Na fotografii jest z jego bratem Rudim ur. 29.3.1929 r. w Niekłończycy.


Günter Schmidt ze swą klasą przed szkołą w Niekłończycy. Schyłek lat 30. XX w.


A to Karl Kriedemann burmistrz Niekłończycy do 1945 r.


Rocznik klasy 1923-1925 z nauczycielem Ernstem Schönfeldtem.


Günter ze swym 3 - kołowym rowerkiem - 1937 r.


Rodzina Franza Brauna z Niekłończycy.



Były mieszkaniec Niekłończycy przed swoim domem. W środku Klaudia Wildner - 2001
jan


wtorek, 24 września 2013

Kronikarz Thomas Kantzow

By dobrze poznać historię kraju, regionu, ziemi należy korzystać ze źródeł historycznych: pism, dokumentów, map, rycin, zdjęć, pieczęci, zapisów kronikarskich. Im bliżej czasów współczesnych takich źródeł jest więcej. Im dalej - mniej. Niektóre zdarzenia opisywane są jako prawdopodobne, możliwe. Poddawane są analizom i przypuszczeniom historyków.

Kronikarze Gal Anonim, Ibrahim ibn Jakub i wielu innych są autorami jednych z najcenniejszych źródeł informacji. Do tego grona trzeba dołączyć Thomasa Kantzowa, autora dzieła Chronik von Pommern - 1535.


Tomasz Kantzow 1505-1542 po ukończeniu studiów w Rostocku został pisarzem na dworze książąt pomorskich Barnima IX oraz Jerzego I, oraz Filipa I Wołogoskiego. Między 1538 a 1542 r. przebywał w Wittenberdze u Filipa Melanchtona. Tam nieoczekiwanie zmarł. Został pochowany w szczecińskim kościele NMP.



Powyżej rycina z XVI w.: budowa kościoła

Thomas Kantzow wysoce wykształcony kronikarz w swoim dziele - Kronice Pomorza pisze dużo o Ziemi Pomorskiej. Wśród opisów zamierzchłych czasów rozprawia m.in. o Odrze, Zalewie Szczecińskim, Policach, Nowym Warpnie, Pilchowie, Tatyni, Jasienicy, Trzebieży. Informacje te są z reguły krótkie, epizodyczne, wkomponowane w wielką historię Pomorza.
W Kronice mnóstwo opisów, ciekawostek. Między innymi barwna przypowieść o 2 braciach, opis śmierci księcia Barnima pod Dobieszczynem, problemach księcia Filipa zagrożonego przez dzika, czy moment gdy ks. Bogusław X popadł w nałogi pewnej niewiasty.

Jest wiele informacji o władcach pomorskich. Opisane są urodziny, zgony książąt. Bardzo interesujące są informacje o Pomorzanach ich kulturze, łowiectwie, wierzeniach, wojskowości i uzbrojeniu, władzy, ziemiaństwie, poddanych, prawach, zwyczajach. Pisze o gniazdach rozbójniczych, chorobach, pomorach, o reformacjach na Pomorzu, wojnach, sporach, wyprawie do Ziemi Świętej.

Uff! Kronikę Kantzowa czyta się jak baśń, cięgiem, nieustannie do przysłowiowej „ostatniej deski”. Barwny język przenosi czytelnika w niezwykły świat, tygiel zdarzeń, w którym ludzie są jak pionki na szachownicy. Są a potem systematycznie opuszczają pole zdarzeń.
jan









niedziela, 15 września 2013

Tatynia - Hagen

Osobliwością Tatyni jest niewątpliwie kościółek p.w. św. Pawła Apostoła ze schyłku XVII w. Ale także dwa ewangelickie cmentarze. W niedzielę 15 września 2013 r. oznaczono drugi z nich pamiątkowym krzyżem. Na jednym z nich, starszym z XVIII w. postawiono podobny krzyż w 2012 r.

Tym samym lista nekropolii, na których stanęły krzyże z tabliczkami informacyjnymi w języku polskim i niemieckim zwiększyła się. Podobne stoją już w Trzebieży, Drogoradzu, Niekłończycy. Jest to niewątpliwie zasługa i zabiegi Jana Antoniego Kłysa, który w Gminie sprawami historii regionalnej i ochrony spuścizny od kilku lat się zajmuje.






Tatynia niegdyś znacząca wieś w powiecie Randow po wojnie jest często odwiedzana przez byłych mieszkańców Hagen. Tak było też i tym razem. To efekty zabiegów i starań mieszkańców Berlina Waltera Büttnera i Petera Augustina, którzy takie wizyty organizują. Tu na miejscu starania czyni Agnieszka Lerska - sołtys wsi. Mieszkańcy dawnego Hagen i Tatyni spotkali się w kościółku na mszy św. Po poświęceniu krzyża przez ks. Waldemara Szczurowskiego w obecności przewodniczącego Rady Miejskiej Witolda Króla, wszyscy udali się do świetlicy Rady Sołeckiej na słodki poczęstunek. Tam nadarzyła się okazja do rozmów, pokazania zdjęć, dokumentów. W luźnej rozmowie okazało się na przykład, że w domu z numerem 45, w którym mieszka dziś rodzina Andrzeja Praskiego, do końca wojny mieszkała rodzina Thoms. Margret Thoms przywiozła z sobą Stammbuch Familie Thoms, rodzinną książeczkę zawierającą dokumenty rodzinne, akty urodzenia.






Na zdjęciach od góry: Msza św. sprawowana przez proboszcza ks. Waldemara Szczurowskiego, Walter Büttner, zgromadzeni pod krzyżem mieszkańcy Hagen - Tatyni, zachowany i pielęgnowany grób małżeństwa niemiecko - polskiego Luizy z domu Huber i Franciszka Rozalik, smutne resztki dawnego cmentarza, Margret Thoms, dziś mieszkanka Strausberga.

jan