piątek, 30 stycznia 2009

środa, 28 stycznia 2009

Malowidło i list

Kolejna pamiątką jaką odnaleziono w remontowanym Powiatowym Urzędzie Pracy w Policach, jest list Williego Carmesina - właściciela hotelu i restauracji Carmesin, w którym mieści się PUP.



Krótkie pismo zostało włożone do pudełka po papierosach. Jego treść jest swoistym „rodzinnym aktem erekcyjnym”. Pismo informuje, że pokoje po remoncie zostały urządzone w 1937 roku przez stolarza Fosta i jego współpracowników. Było to wówczas, gdy Niemcy po latach kryzysu odżyli pod wodzą Adolfa Hitlera i dzięki niemu, jego zasługom, ponownie weszły na drogę dobrobytu. Jest informacja, że właścicielem restauracji był urodzony 18 marca 1903 roku Willi Carmesin. Restauracją przejął po swoim ojcu, który również odziedziczył ją od ojca. W remoncie szczególny udział miała przyjaciółka Carmesina, Luise Schobel. List został podpisany przez Willego Carmesina 1 września 1937 roku, dokładnie na 2 lata przed wybuchem II wojny światowej.



Nad listem pochyliłem się wraz z kolegą germanistą Sławkiem Bączyńskim. Uznaliśmy go za osobliwą pamiątkę z czasów nazistowskich Niemiec.

Prawda o doktorze Kaczyńskim

W siedzibie Stowarzyszenia „Skarb” w sobotę 24 stycznia odbyło się spotkanie z Pawłem Knapem pracownikiem szczecińskiego oddziału IPN, znanego także z portalu www.Sedina.pl. tematem referatu był Bolesław Kaczyński 1908-1963, lekarz obozowy, więzień obozów w Auschwitz, Flossenburg, Stutthof i w ostatnich miesiącach wojny w filii obozu koncentracyjnego Stutthof w Messenthin.



Jeszcze do końca lat 90. ub. stulecia postać obozowego lekarza Kaczyńskiego była opisana i znana z niewielu źródeł. Pisali o nim Lambert, Dunin- Wąsowicz, Matura, przedstawiając postać doktora pozytywnie, jako ofiarnego towarzysza niedoli, ratującego życie i zdrowie wielu współwięźniom. Z czasem postać lekarza nabrała przynajmniej w Policach dalszego rozgłosu, gdyż Szkoła Podstawowa nr 2 przyjęła jego imię. Podczas procesu przygotowawczego okazało się nagle, że w obszernych dotąd niepublikowanych wspomnieniach Józefa Jagodzińskiego, postać lekarza nie jawi się tak kryształowo, jak dotąd opisywano. Jagodziński, więzień SS-Sonderlager Stettin-Poelitz, Aussenkommando Stutthof, opisuje wielokrotnie postać i postawę dr. Kaczyńskiego w kontrowersyjny sposób. Zarzuca mu m.in. współpracę z Niemcami, branie racji żywnościowych od leczonych więźniów, niewłaściwą postawę podczas segregacji więźniów.

W „Skarbie” Paweł Knap w swej opowieści korzystał ze swego artykułu „Tyle wiemy, ile nas sprawdzono”. Rzecz o Bolesławie Kaczyńskim (1908-1963)”. W swym opracowaniu historyk IPN podaje w przypisach źródła, z których korzystał w swej pracy. Są więc materiały z Archiwum Państwowego Muzeum Stutthof, Archiwum IPN, jest praca M. Lamberta z „Przeglądu Lekarskiego”. Są wreszcie spisane relacje więźniów Messenthin. Pojawiają się nazwiska Eugeniusza Bojko, L. Staśkiewicza, Antoniego Soroki, Albina Kirejczyka, Jerzego Orłowskiego, Antoniego Budzejko, Tadeusza Ordakowskiego, oraz Jozefa Jagodzińskiego. Ten ostatni opisał swe obozowe przeżycia w „Bunkrach na ruinach”, dotąd niewydanych w druku, które mocno „namieszały” w procesie nadania SP nr 2 imienia dr. Kaczyńskiego, a także ujawniły jego postać w złym świetle.

Czytając wspomnienia Jagodzińskiego, nie można nie odnieść wrażenia, że autor swą uwagę oprócz innych czarnych postaci podobozu Messenthin, skupił szczególnie na Kaczyńskim. Sam zresztą przyznaje, że ma z tego powodu jakąś obsesję. Jaką, wprost nie wyjawia, za to sypie jak z rękawa opowieści negatywne. Podam tylko 2 przykłady. Gdy poproszono któregoś razu Jagodzińskiego o napisanie wiersza pochwalnego (bo był jak przyznaje utalentowany w tym względzie/ na cześć Kaczyńskiego, ten odmówił: „...odpowiedziałem (...) krótko - sumienie mi nie pozwala. W kontaktach z Kaczyńskim mam jakąś obsesję...” Inna opowieść dotyczy wymarszu, ewakuacji więźniów podobozu 23 kwietnia 1945 roku w kierunku Rostocku. Jagodzińskiego zdenerwował fakt, że Kaczyński pojedzie samochodem, gdy wszyscy inni musieli pokonywać drogę piechotą. Dalej wspomina, iż pomimo pierwszych ofiar marszu ekipa Kaczyńskiego nie udzieliła nikomu doraźnej pomocy.



Przykładów oczerniania Kaczyńskiego można mnożyć wiele. Czytałem i mam w zbiorach jego „Bunkry na ruinach”. Jest ich tam tak wiele, że odnosi się wrażenie, że Kaczyński miast być lekarzem, był jednym z oprawców obozu w Messenthin. Gdzie więc leży prawda o doktorze Kaczyńskim? Dlaczego wspomnienia Jagodzińskiego nabrały takiego znaczenia do dalszych badań nad postacią doktora?

Jak przyznał sam Paweł Knap, Józef Jagodziński napisał wręcz wzorcowe wspomnienia, poparte faktami, n.p. podaje numery więźniów, które są zgodne z dokumentami Muzeum w Stutthof, przejrzyście spisuje wydarzenia. Dla historyków staje się więc wiarygodnym świadkiem nieludzkich zdarzeń i czasów. Wspomnienia innych więźniów często są mgliste (upływ czasu, emocje, dodawanie dramatyzmu, znaczenia wydarzeniom). Stąd Jagodziński staje się idealnym świadkiem lat 1944-1945. Tym samym jego opisy postaci i postawy doktora Kaczyńskiego nabierają takiego znaczenia. Relacje i opisy właściwej postawy doktora innych więźniów, jego poświęcenia w sprawie ratowania współwięźniów giną w potoku oskarżeń Jagodzińskiego. Co zatem czynić by sprawiedliwie, obiektywnie ocenić więźnia - patrona?

Uczyniono to w szkole w Mścięcinie. Na rok czasu opóźniono proces nadania placówce imienia Kaczyńskiego. Rozpisano listy, pytania do odpowiednich instytucji, urzędów, gromadzono dokumenty na temat jego osoby. Nie znaleziono nic, co zdyskwalifikowałoby postać Kaczyńskiego poza oskarżeniami Jagodzińskiego. Stąd moim zdaniem słusznie podjęto decyzję, że człowiek ten zasługuje na miano bohatera wspomnianej szkoły i nic dalej nie stoi na przeszkodzie, by tak się stało. Jeden nieżyjący świadek nie może bowiem przeciwstawić się opiniom kilku, którzy znali Kaczyńskiego z dobrej strony. Tym bardziej, że zeznania bywają nieraz kłamliwe i nieobiektywne.

Zanim dr Kaczyński został patronem Szkoły Podstawowej nr 2, wcześniej patronował junakom OHP w Policach. Po jego rozwiązaniu urzędnik gminy przekazał do Galerii Historycznej Polic pamiątki obozowe Kaczyńskiego: sygnet obozowy z numerem 14701, fajkę, odznaczenia, fotografie. Do dziś stanowią one cenny nabytek Galerii w dziale "II wojna światowa".

Tymczasem jak poinformował Knap, szczeciński IPN przygotowuje się do wydania wspomnień Józefa Jagodzińskiego.

piątek, 23 stycznia 2009

Widok nieistniejącego kościoła (Kurier Szczeciński)

Lokalny patriotyzm - to lubię i cenię

Tatynia, to ciekawa wieś wpisana w cień pobliskich zakładów chemicznych, które oddziela jedynie przepływająca opodal leniwie Gunica. Ozdobą osady jest szachulcowy kościółek z XVII wieku.



Okolony kamiennym murem, pamięta dawnych mieszkańców, pokolenia ludzi z dawnego Hagen powojennej Tatyni. Inną osobliwością tej osady są dwa cmentarze. Jeden z wieloma miejscami pochowku, drugi „nowy”, ale przedwojenny ze śladami kilku grobów. Są ładne domy z początku XX wieku, jest świetlica wiejska i jest sklep.

Sklep prowadzą państwo Jerzy i Wiesława Osowscy. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, ale moją uwagę zwróciła pieczęć ich placówki, którą używają. Otóż oprócz stosownych informacji widnieje na niej bryła miejscowego kościółka. Dla mnie to znak emocjonalnego przywiązania właścicieli do swojej wsi i zabytku. Taki swoisty dowód lokalnego patriotyzmu. Zgodę na zamieszczenie rysunku kościoła na pieczęci „pobłogosławił” zacny ks. Zenon Borodo, proboszcz parafii p.w. św. Piotra i Pawła w Jasienicy. Podoba mi się to!

czwartek, 22 stycznia 2009

środa, 21 stycznia 2009

Malowidło na ścianie



Zapachniało sensacją. Na ścianie jednego z pomieszczeń Powiatowego Urzędu Pracy w polickim rynku, podczas prac remontowych odnaleziono fragmenty tajemniczego malowidła. Pod dwoma warstwami tynku oczom pracowników ukazał się obraz ukazujący kościół. Prace wstrzymano o radę zwrócono się do plastyka i miejscowego historyka.

Już pobieżne spojrzenie na tajemniczy ścienny obraz pozwoliło na stwierdzenie, że malowidło przedstawia nieistniejący kościół mariacki w Policach, rozebrany w 1895 roku, po którym została do dziś kaplica boczna, praktycznie jedyny, cenny zabytek sztuki architektonicznej w mieście.

„Fresk” jest ciekawy, wykonany w sepii. Wzorowany jest na rysunku E. Wechselmanna, starej ogólnodostępnej ryciny ukazującej policki rynek i kościół od strony wschodnio- południowej, wykonany w 1884 roku. Ten rysunek oraz 2-3 fotografie wykonane u schyłku XIX wieku, to jak na razie jedyne ikonograficzne dowody istnienia świątyni i ukazania jej pięknego kształtu.



Zachodnia pierzeja rynku, w której ma swą siedzibę PUP, według źródeł została zbudowana w latach 30. XX wieku. Jest wiec prawie nowa i liczy sobie niespełna 80 lat. W polickim rynku w okresie międzywojennym istniał hotel Carmesin z restauracją, Hotel Zuehlke z dużą salą widowiskowo- teatralną, kawiarnia Porath i Hartwig. Po wojnie w rynku mieściła się restauracja „Staromiejska”.



Wszystko jednak wskazuje na to, że malowidło ścienne pochodzi z pomieszczeń pijalni piwa, bierstube Hotelu Carmesin, który według Kristin Maronn, autorki bogatego w informacje obszernego dzieła "„Stettin- Poelitz und Messenthin” znajdował się w zachodniej części rynku, tej w której znajduje się policki PUP. Dowodzi tego zdjęcie wnętrza pijalni z 3 malowidłami ukazujący od lewej most na Łarpii, dalej odsłonięty ostatnio fragment z kościołem mariackim oraz po prawej stronie na drugiej ścianie pejzaż starego miasta znad Łarpii według najstarszej polickiej ryciny wykonanej przez E. Sanne w 1848 roku. Czy malowidło jednak zostało wykonane przed 1945 rokiem, czy po tym czasie na razie jeszcze nie wiadomo. Trzeba to udowodnić. Zresztą nie jest to aż takie istotne. Ścienny obraz zabytkiem jak na razie nie jest. Ważne zaś jest to, że postanowiono je zachować. Bardzo dobrze, gdyż jest ciekawe i będzie stanowić osobliwość jednego z pomieszczeń PUP. Zapewne po całkowitym odsłonięciu obrazu ukaże się podpis kopisty i datowanie jego wykonania. Wtedy już nie będzie wątpliwości z jakiego okresu pochodzi. Tymczasem słusznie dyrekcja PUP powiadomiła o fakcie Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków, który określi co dalej z historycznym „fantem” czynić.

Jan Matura

fot. Magdalena Janecka

sobota, 17 stycznia 2009

czwartek, 15 stycznia 2009

Historia na aukcji WOŚP

11 stycznia w sali widowiskowej MOK przeprowadzono aukcję WOŚP. Wśród wielu przedmiotów, pamiątek, prac plastycznych, moją uwagę zwróciły 2 zdjęcia ukazujące Police przed wielu laty. Była to widokówka „Police nad Łarpią” sygnowana pieczęcią urzędu poczty polickiej na styczeń 1914 roku, oraz zdjęcie lotnicze bombardowanych Polic w 1944 roku.

Obie fotki przekazał Andrzej Kowalik twórca portalu www.trzebiez.pl, który ofiarowuje pamiątki ze swoich zbiorów od lat, wzbogacając tym samym konto WOŚP na szczytne cele.

Widokówkę nabył Dariusz Szaliński, prezes Stowarzyszenia „Skarb”, zaś zdjęcie lotnicze młody policzanin. Oba zdjęcia ”poszły” po 100 złotych każda. W imieniu organizatorów sprzedającemu i nabywcom dziękuję!

Poniżej 2 wspomniane fotki o dwóch różnych wymiarach i treści.

Witam w 2009 roku!

Mijają kolejne dni nowego 2009 roku. Zwykle u jego progu mamy plany osobiste, zawodowe. Galeria Historyczna Polic ma w planie swej działalności wiele przedsięwzięć. Dziś poinformuję o zamierzeniach I półrocza 2009 roku.

Pisane słowo historii

6 lutego, w piątek o godzinie 17.30 w hallu MOK odbędzie się wieczorne spotkanie „Historia słowem zapisana”. Galeria oraz Regionalne Stowarzyszenie Literacko- Artystyczne w Policach zapraszają na gawędę o wszelakich, polickich źródłach pisanych z przełomu trzech ostatnich wieków. Na towarzyszącej wystawie zostaną pokazane książki o Policach, poezje i inne materiały stanowiące bibliografię policką. Jest tego sporo, a niektóre pozycje są wręcz lokalnymi „białymi krukami”. Będzie okazja do poznania polickich pisarzy, dziennikarzy, poetów, skrybów, kronikarzy. Wszystko przy muzyce z lat 50/60 XX wieku oraz pokazie slajdów z ilustracjami, zdjęciami, mapami, winietami, okładkami książek. Zachęcam do odwiedzenia MOK!.

O rocznicy 750- lecia

20 marca 2009 roku zostanie zrealizowana kolejna gawęda, dyskusja dotycząca historii miasta „Przed nami rocznica”. Wezmą w niej udział członkowie stowarzyszeń, którym nie jest obce dobro Polic, a szczególnie nadchodząca rocznica. Zaproszę włodarzy miasta, aby powiedzieli jak samorząd lokalny zamierza uczcić ten doniosły moment w życiu lokalnej społeczności. Powiemy o inicjatywach środowisk w tym zakresie. Być może ustalimy wstępne kalendarium obchodów. Nadamy żywsze tempo biegu obchodów, gdyż wiekowy gród w całej okazałości na to zasługuje!

„Życie kulturalne Polic”

Nasze miasto ma swoich ambasadorów kultury w lokalnym wymiarze. W przeszłości miasta zapisały się wydarzenia i ludzie, środowiska tworzące kulturę miasta, społeczeństwa w szerokim wymiarze i zakresie. Przypomnimy zespoły, drużyny, skupiska twórcze, ludzi znamienitych, którzy te kulturę tworzyły. Zaproszę dyrygentów, kierowników artystycznych polickich zespołów i środowisk twórczych. Ocenimy poziom i kondycję polickiej kultury początku XXI wieku. Spotkanie odbędzie się 22 maja 2009 roku.

Wystawa

„Powojenne klamoty” to wystawa, którą będzie można obejrzeć w maju w hallu MOK. Chcemy pokazać policzanom przedmioty dawne, zapomniane, brzydkie i piękne, praktyczne, przydatne, ozdobne, dziś w większości zapomniane, przez tradycjonalistów używane nadal. Będę liczył na pomoc mieszkańców miasta w wypożyczeniu na wystawę, a być może ofiarowaniu Galerii na stałe takich właśnie eksponatów.



750- lecie miasta jest zadaniem najważniejszym dla mnie i GHP. Dlatego już od 30 września pracujemy w tym dziele. Przypomnę co do tej pory uczyniliśmy: 30 września 2008 roku zaistniał autorski blog police750 utworzony na tę okoliczność, realizowane od grudnia minionego roku „Zabawy z historią” dla przedszkolaków z gminy Police, złożony wniosek do ministerstwa o organizację wystawy plenerowej na 750- lecie, organizacja wskazanych wyżej spotkań gawęd historycznych, edukacja medialna, przygotowująca i przypominająca rocznicę 750- lecia.